[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Nie ma czegoś takiego jak zombie  rezolutnie, chociaż niezbytpewnie przerwała potok niedorzeczności Ania. W ogóle nie rozumiem, jakrodzice mogą pozwalać ci oglądać takie głupoty. Ten wódz zombie bardzo powoli wchodzi po schodach na komisariati podkrada się od tyłu do policjanta, który ogląda telewizję. ciągnąłMaciek, zadowolony z przerażenia, które zdołał wzbudzić w starszejkoleżance. Skończ z tym  powiedziała Ania takim tonem, że chyba nawetdemoniczny indiański wódz zombie szukający pomsty na chciwych stróżachprawa musiałby na sekundę zatrzymać się w swym nieubłaganym marszu.Maciek pokazał jej język, ale przestał mówić. Dowiedział się pan czegoś od pani Stasi?  zapytała dopuszczona dogłosu Ania, a Maciek, uznawszy chyba, że mogę powiedzieć coś ciekawego,spojrzał na mnie z zainteresowaniem.Opowiedziałem im o ledwie rozpoczętym przez Annę Klimpel tomiepamiętnika, zdjęciach i niemieckiej rewizji w  Annie przeprowadzonej poupadku powstania. Dalszej części tej historii trzeba będzie poszukać w archiwach ibibliotekach  zakończyłem relację. Muszę pojechać dzisiaj do Warszawy, ale jak tylko wrócę, pójdę zaraz do tutejszej biblioteki publicznej.Na pewnomają masę materiałów na temat lokalnej historii.Przy odrobinie szczęściapowinno się udać trafić na jakiś ślad.Możecie zresztą pójść tam zaraz i zacząćposzukiwania beze mnie.Dołączę do was za jakieś trzy godziny. Biblioteka?  Maciek się skrzywił, jakby zjadł cytrynę. Tojeszcze gorsze nudziarstwo niż szkoła. Niewykluczone, że znajdziecie jakieś historie o duchach ciągnąłem, niezrażony jego niechęcią. Zresztą jako prawdziwiposzukiwacze skarbów. A co niby wspólnego ma biblioteka z poszukiwaniem skarbów? zapytała sceptycznie Ania. Tam się zazwyczaj zaczyna każda wyprawa po skarb  odparłempoważnie. Zanim wyruszy się z łopatą w teren, to właśnie w biblioteceszuka się historycznych wskazówek, map, zaszyfrowanych wiadomości,legend. podkolorowałem nieco przebieg archiwalnych kwerend:żmudnych, zazwyczaj niewdzięcznych i bezowocnych, chociażprzynoszących czasem momenty olśniewającej satysfakcji, porównywalnejchyba tylko z uczuciem dostępnym archeologom, otwierającym zakopaneprzed tysiącleciami grobowce. Może pan powtórzyć?  poprosił Maciek. W bibliotece znajdziecie legendy, szyfry, książki z pamiętnikami. rzekłem z zapałem, bo chociaż zdziwiła mnie nieco prośba Maćka, niechciałem gasić iskierki zainteresowania, błyszczącej od paru chwil w jegooku. Nie o to mi chodziło  odparł Maciek niecierpliwie. Niech panpowie coś jeszcze o duchach. Tu cię mam, bratku!  przemknęło mi przez myśl, ale nie dałem posobie poznać radości i rzekłem, udając, że z trudem przypominam sobie wczym rzecz:  O tym mówisz.No cóż, słyszałem w życiu wiele legend oduchach snujących się nocami po starych domach albo zamkach i straszącychturystów stukaniem łańcuchów, potępieńczymi jękami i chłodem, gdy sięprzez takiego ducha przypadkowo przejdzie.Oczy Maćka wyrażały teraz coś więcej niż zainteresowanie.Postanowiłem kuć żelazo póki gorące.  Przypuszczam, że w Konstancinie też jest jakiś stary dom, któregomieszkańcy słyszą w nocy dziwne skrzypienia i trzaski.Gdzieś czytałem, że wjakiejś starej willi w Konstancinie popełniono wiele lat temu morderstwo,którego do dziś nie wyjaśniono. Jak się nazywa ten dom?  oczy prawie wychodziły chłopcu z orbit. Zapomniałem  rzekłem z niewinną miną. Ale w bibliotece zpewnością znajdziesz odpowiedz na to pytanie.W ministerstwie czekała mnie miła niespodzianka.Ministerwysłuchawszy z uwagą mojej opowieści o wydarzeniach ostatnich dni wKonstancinie, wybuchnął z rzadko u niego spotykaną złością: Co za podłość!  w głowie mu się nie mieściło, że ktoś był zdolnydo podpalenia stuletniego budynku. A w dodatku ten policjant panapodejrzewa.Zaraz do niego zadzwonię i wyprowadzę go z błędu co dopańskiej osoby  już sięgnął po słuchawkę, ale zaoponowałem. Lepiej nie, panie ministrze.Niech przestępcy myślą że pomieszalimi szyki.To uśpi ich czujność.Szef resortu rozważał przez chwilę moje słowa, przy okazji nieco sięuspokajając. Może ma pan rację.Kiedy pan wraca do Konstancina? Z tym właśnie jest problem.Jeśli mógłbym prosić o jeszcze tydzieńurlopu  odparłem. Chyba pan żartuje?  żachnął się minister. Wcześniej ta sprawabyła może prywatną przysługą ale od kiedy te rzezimieszki rzuciły w twarzrękawicę całemu polskiemu systemowi ochrony zabytków, stała się jaknajbardziej zadaniem służbowym.Proszę się zgłosić do kadr, zaraz polecę im,żeby wypisali panu tygodniową delegację z dużym limitem na benzynę, bo tenwasz wehikuł zdaje się dużo pali.Po drodze miałem trochę czasu na rozmyślania.Wróciłem pamięcią dowydarzeń wczorajszej nocy, żeby zanalizować je dokładnie, krok po kroku.Liczyłem, że w ten sposób uda mi się przypomnieć sobie jakiś szczegół, którynaprowadzi mnie na trop przestępców, a który umknął mi w nocnejszarpaninie.Dojeżdżałem już do Konstancina, kiedy zdałem sobie sprawę, żefurtka w płocie otaczającym willę  Zbyszek była otwarta, a jeśli pamięćmnie nie myliła, płotów w przeciwieństwie do budynku, który otaczał, zostałwykonany bardzo solidnie z wysokich, stalowych sztachet.Bandyci mogli się oczywiście włamać albo tak jak ja przesadzić ogrodzenie, aledetektywistyczna intuicja nie dawała mi spokoju.Zatrzymałem się na poboczui zadzwoniłem do znajomego technika z komendy stołecznej.Odsypiał nockęi nie był zachwycony, kiedy go obudziłem, ale ponieważ miał u mnie długwdzięczności po tym jak uchroniłem go przed zainwestowaniem kilku tysięcyoszczędności w zręczny falsyfikat obrazu Kossaka, zgodził się pomóc.Obiecał, że niedługo przyjedzie do Konstancina i gdy tylko skończy badania,o które go poprosiłem, zaraz do mnie zadzwoni.Uspokoiwszy w ten sposób sumienie, pojechałem do biblioteki.Czworokątny budynek ze spiczastym, czterospadowym dachem, pomalowanyna zielono znajdował się w jednej z bocznych, spokojnych uliczek,odchodzących od głównej arterii miasta, czyli ulicy Warszawskiej.Dużą salę o wysokim suficie wypełniały niemal w całości regały zksiążkami.Po lewej stronie od wejścia ustawiono sporą półkolistą ladę, naktórej leżały zwrócone przez czytelników książki.Za ladą siedziałabibliotekarka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl