[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Cii.- Zciągnąwszy mu przez głowę koszulę, rzuciła ją na ziemię.- Widzisz.Tak jest o wiele uczciwiej.Teraz i ja mogę ci powiedzieć,że masz piękny tors, godny.godny.- Adonisa? - podsunął z uśmiechem.- Właśnie.- W istocie był piękny.Ostatnio obejrzała wielepodobizn bogów, atletów i wojowników, ale widok prawdziwegomęskiego ciała i mięśni nie mógł się z nimi równać.Stojący przed niąSR mężczyzna miał szerokie barki i płaski brzuch, a jego pierśpokrywały ciemne włoski, które zwężającym się pasmem biegły kudołowi i niknęły w bryczesach.Wyciągnąwszy dłoń, sięgnęła do jego ramienia i powiodłaopuszkami palców po podłużnej bliznie.- Skąd to się wzięło?- Pamiątka po pojedynku.Zamierzchłe czasy.Byłem wtedy młodyi porywczy.Brałem za obrazę byle głupstwo.Szczęściem dawno ztego wyrosłem.- Już się nie pojedynkujesz?- Nie.Doszedłem do wniosku, że nie warto tracić czasu nabezsensowne utarczki.%7łycie jest krótkie i należy czerpać z niego jaknajwięcej przyjemności.Ale.znów grasz nieuczciwie.Zostawiłaśmnie półnagiego i każesz mi marznąć, mia dolce.- Coś takiego? Nie wydaje mi się, byś marznął.- Choć powolizapadał zmrok, w komnacie czuć było jeszcze popołudniowy upał.Skóra Antonia była tak ciepła, że jeśli drżał pod dotykiem jej palców,to z pewnością nie z zimna.- Zdjęłaś mi surdut, kamizelkę i koszulę.Teraz ja mam prawo dotrzech części twojego ubioru.- Zgoda.- Pochyliła się i odpiąwszy podwiązki, ściągnęła po koleipończochy.- Służę panu.- Posłała mu szeroki uśmiech.- Dwiepończochy, dwie podwiązki.Razem cztery sztuki.Nie możesz mizarzucić, iż gram nieczysto.- Owszem mogę.- Chwycił ją za ramię i obrócił plecami do siebie.-Pończochy i podwiązki to zabawki.Nie liczą się.%7łądam gorsetu,spódnic i halek, moja pani.Nie mogła powstrzymać się od śmiechu, gdy rozpiął jej suknię, apotem wraz ze spódnicami posłał ją na ziemię.Następnie w ruchposzły halki i niebawem u jej stóp leżał stos muślinów.Najdłużejzamarudził przy gorsecie.Zlamazarnie wyciągał sznurek z każdejdziurki, jakby to zadanie przerastało jego możliwości.A możeumyślnie się z nią droczył? Nie mogła się doczekać, kiedy uwolni jejciało z pęt.SR - Grzebiesz się jak żółw - skarciła z wyrzutem, podskakując zezniecierpliwienia.- Marna byłaby z ciebie pokojówka.- Cierpliwości, cara.- Odgarnąwszy jej z karku włosy, pocałował jąw szyję.- Sądziłem, że chcesz zostać rzetelną adeptką sztukimiłosnej, a nie spieszyć się na złamanie karku.- Mówiłam, że chcę dać ci przyjemność.- Czując, że skończyłwywlekać sznurek z ostatniej dziurki, z ulgą strząsnęła z siebiegorset.Została jedynie w cieniutkiej lnianej koszulce która więcejodkrywała, niż przysłaniała.Odsunąwszy stopą stos ubrań,odwróciła się twarzą do Antonia i zarzuciła mu ramiona na szyję.Kiedy przyciągnęła go do siebie, jej niemal nieosłonięte piersi otarłysię o jego tors.- Potrzebuję praktycznej lekcji, a nie suchego wykładu, milordzie -oznajmiła rzeczowo.Zachichotał, wodząc dłońmi po jej talii, biodrach i jędrnychpośladkach.Nigdy nie stała przed mężczyzną prawie naga.Sądziła,że będzie się wstydzić, krygować i wahać, ale nie.Była zczłowiekiem, którego ukochała najbardziej ze wszystkich ludzi naświecie.Odczuwała jedynie miłość, pożądanie i odrobinęrozwiązłości.Jej ciało zdawało się drgać i wibrować w radosnymoczekiwaniu.Tak jak owej pamiętnej nocy w operze.- Nieposłuszne uczennice nie zasługują na lekcje - szepnął, całującją w czoło, brwi, oczy, policzki, wszędzie, byle nie w usta.- Jak chceszdać mi przyjemność, skoro myślisz tylko o sobie?- Jeśli myślę o sobie, to tylko po to, by zadowolić ciebie -odparłarezolutnie i wplótłszy mu palce we włosy, naparła na niegobiodrami.- To nazywasz samolubstwem? - zapytała, gdy jęknął zzadowoleniem.- Skoro nadal tego nie pojmujesz, nie pozostaje mi nic innego, jakwykazać ci, w czym rzecz.Nim zdążyła zaprotestować, porwał ją na ręce i zaniósł na łóżko.- Udało ci się przenieść mnie kilka kroków - droczyła się z nim.-Czy to była demonstracja twej męskiej siły?- Cóż za zuchwała i krnąbrna uczennica! - Zaczął rozpinać spodnie.SR - Pokażę ci męską siłę, ale tylko pod warunkiem, że obiecasz być miposłuszna.Otworzyła usta, lecz wnet zapomniała o dowcipnej ripoście, boAnthony właśnie stanął przed nią jak go Pan Bóg stworzył.W jednejchwili stało się jasne, jak bardzo jej pragnie.Nigdy przedtem niewidziała mężczyzny w pełnej krasie.Widok był tak fascynujący iprzerażający zarazem, że raptem straciła całą odwagę.Dostrzegł jej wątpliwości i położywszy się na łóżku, czule jąucałował.- Mia colomba bella.Nie zrobię ci krzywdy.Musisz mi tyko zaufać.- Jak mnie nazwałeś? - Spróbowała się uśmiechnąć.- Moją piękną gołąbeczką - odparł, przesuwając dłonią po jejpoliczku i szyi, by w końcu dotrzeć do piersi [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl