[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Towarzyszyło mi jedynie to nieodparte i niedorzeczne wrażenie, że coś jest nie tak.- Wiem, Dex - powiedziała życzliwym tonem, który jeszcze bardziej popsuł misamopoczucie.- To zbyt proste, mam rację? Ale pomyśl o całym tym syfie, któryznosimy co dzień, przy każdym innym śledztwie.Chyba logiczne, że raz na jakiś czasmusi się nam trafić coś lżejszego, no nie?- Nie wiem.Po prostu czuję, że coś tu nie gra.Prychnęła.- Mamy na gościa tyle twardych dowodów, że kto by się przejmował, coczujesz.Wrzuć na luz, ciesz się, że dobrze przepracowałeś dzień.Jestem pewien, że to była doskonała rada, ale nie mogłem jej usłuchać.Choćnie miałem do pomocy znajomego szeptu, który podsuwałby mi moje kwestie,musiałem coś powiedzieć.- Nie robi wrażenia, jakby kłamał - zauważyłem, dość nieprzekonująco.Debora wzruszyła ramionami.- To wariat.Nie mój problem.Zrobił to.- Ale jeśli jest psychiczny, czemu miałoby to tak nagle wyskoczyć? Facet matrzydzieści kilka lat i pierwszy raz coś zrobił? To się kupy nie trzyma.Poklepała mnie po ramieniu i znów się uśmiechnęła.- Słusznie, Dex.Może zapuścisz kompa i sprawdzisz jego przeszłość? Założęsię, że coś znajdziemy.- Zerknęła na zegarek.- Ale po konferencji prasowej, dobrze?Chodz, nie mogę się spóznić.Poszedłem więc posłusznie za nią, rozmyślając, jak to jest, że zawszedobrowolnie biorę na siebie dodatkową robotę.Rzeczywiście, Debora otrzymała dar z niebios, jakim była konferencjaprasowa, coś, czym kapitan Matthews obdzielał nielicznych.Pierwszy raz miaławystąpić publicznie jako detektyw prowadząca ważne śledztwo, które dorobiło sięwłasnego szumu medialnego, i wyraznie podszkoliła się w tym, jak wyglądać i mówićw wieczornych wiadomościach.Zniknął uśmiech i wszelkie inne widoczne śladyuczuć; mówiła bezbarwnym, opanowanym do perfekcji żargonem policyjnym.Tylkoktoś, kto znał ją tak dobrze jak ja, mógł poznać, że pod drewnianą twarzą buzowaławielka i nietypowa dla niej radość.Stałem więc z tyłu sali i patrzyłem, jak moja siostra przedstawia serię radośniemechanicznych komunikatów, które wzięte razem wyrażały jej przekonanie, żezatrzymała podejrzanego w sprawie makabrycznych zabójstw na uczelni, no i kiedytylko będzie wiedziała na pewno, że człowiek ten jest winny, drodzy przyjaciele zmediów od razu zostaną poinformowani.Tryskała dumą i szczęściem i czystązłośliwością z mojej strony było choćby zasugerować, że z winą Halperna coś jest nietak, zwłaszcza że sam nie potrafiłem powiedzieć, czym to coś może być - i czy wogóle jest.Prawie na pewno miała rację - Halpern był winny, a ja wygłupiałem się imarudziłem, bo mój zaginiony Pasażer wyrzucił mnie z tramwaju zwanego ZdrowymRozsądkiem.To właśnie echo jego nieobecności powodowało, że czułem sięnieswojo, nie jakiekolwiek wątpliwości co do podejrzanego w sprawie, która tak czyowak zupełnie, ale to zupełnie nic dla mnie nie znaczyła.Prawie na pewno.I znów to prawie.Przez całe życie kierowałem się pewnikami - nie miałemdoświadczenia z prawie i denerwowało mnie, i głęboko niepokoiło, że nie mogęliczyć na ten głos pewności, który bez hamletyzowania i wątpliwości mówił mi, cojest co.Zaczęło do mnie docierać, jak bardzo bezradny jestem bez MrocznegoPasażera.Nawet w pracy zawodowej nic już nie było proste.Po powrocie do boksu usiadłem na krześle i odchyliłem się z zamkniętymioczami.Jest tam kto? - spytałem z nadzieją.Cisza.Puste miejsce i ból, którystopniowo wypierał otępiające zdumienie.Niezajęty pracą, nie miałem nic, copowstrzymałoby mnie od narcystycznego użalania się nad sobą.Sam w mrocznym,złym świecie pełnym strasznych istot, takich jak ja.A przynajmniej ja taki, jaki kiedyśbyłem.Dokąd odszedł Pasażer i dlaczego to zrobił? Jeśli coś go naprawdęprzepłoszyło, czym to coś mogło być? Co mogło przerazić istotę, która żyłaciemnością i z letargu tak naprawdę budził ją tylko błysk noża?Za tą myślą przyszła następna, bardzo niepożądana: jeśli to hipotetyczne cośwystraszyło Pasażera, czy podążyło jego śladem na wygnanie? Czy też nadalwietrzyło mój trop? Czy znalazłem się w niebezpieczeństwie, przed którym nic jużmnie nie uchroni - bo nic mi nie powie, czy za moimi plecami czyha jakieś śmiertelnezagrożenie, dopóki nie poczuję strużki śliny ściekającej na mój kark?Zawsze słyszałem, że nowe doświadczenia to dobra rzecz, ale akurat to byłoczystą torturą.Im więcej myślałem, tym mniej rozumiałem, co się ze mną dzieje, itym bardziej mnie to bolało
[ Pobierz całość w formacie PDF ]