[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pospiesznie ruszyła do skrzydła, gdzie mieścił się oddziałchorób zakaznych.Jednak gdy dotarła na miejsce, otworzyła oczy ze zdumienia.Przez chwilę nawetmyślała, że pomyliła drogę, bo sala, gdzie, jak jej się wydawało, leżał Rothman, była właśnieodkażana w przygotowaniu na przyjęcie kolejnego pacjenta.Ale nie, sala się zgadzała.Zatemnaukowca przeniesiono, może dlatego, że nastąpiła poprawa.Pia nie dopuszczała do siebiemyśli, że kryje się za tym coś innego.Sprawdziła salę Yamamoto: także była sprzątana, awięc on również został przeniesiony.Poszła do dyżurki pielęgniarek, żeby się dowiedzieć, gdzie ulokowano naukowców.Mimo wczesnej pory pomieszczenie tętniło życiem przed zmianą, która miała nastąpić osiódmej.- Przepraszam - zagadnęła pielęgniarkę, która stała za kontuarem i bazgrała coś najednym z miliona formularzy, które musiały wypełniać.- Szukam doktora Rothmana idoktora Yamamoto.- Nagle zrobiło jej się niedobrze ze zdenerwowania i ogarnęła ją panika.Nie przeniesiono ich dlatego, że się im poprawiło.- Proszę mi powiedzieć, gdzie są - rzuciłabłagalnym tonem, czepiając się kurczowo resztek nadziei.- A kim pani jest? Członkiem rodziny któregoś z nich?- Studentką doktora Rothmana.Proszę, gdzie on jest?Pielęgniarka wzięła Pię pod ramię i poprowadziła z dala od gwarnej dyżurki dopoczekalni, która o tak wczesnej porze była jeszcze pusta.Nie włączyła światła i stały wpółmroku.Pia bała się, że lada chwila ugną się pod nią kolana i osunie się na podłogę jakszmaciana lalka.- Proszę posłuchać, dopiero co zawiadomiliśmy bliskich - oświadczyła pielęgniarka.-Przykro mi, obaj odeszli.Najpierw doktor Rothman, a doktor Yamamoto jakąś godzinę temu.- Co to znaczy odeszli ? - spytała Pia, choć wiedziała, co pielęgniarka ma na myśli.Ale może mimo wszystko.- Umarli, kochanie, przykro mi.Doktor Rothman w trakcie przygotowań do operacji.To wszystko, co wiem.I tylko tyle mogę ci powiedzieć.Muszę już lecieć.- Położyła dłoń naramieniu dziewczyny i wyszła.Pia ukucnęła i otworzyła usta w niemym krzyku.Objęła kolana rękoma i zwinęła sięw kulkę, jakby próbowała schronić się we własnym ciele.Czuła się tak, jakby dostała pięściąw brzuch.Była zdezorientowana i zła: zła na szpital, na świat, na samego Rothmana.Jeśli toczyny świadczą o człowieku, a nie słowa, to co on takiego zrobił? Porzucił ją.Zdradził.Oddaliła się niepewnym krokiem z oddziału, zjechała windą na parter i wyszła na zewnątrzjak ogłuszona.Niebo na wschodzie już się rozwidniło, ale słońce jeszcze nie wzeszło.Rozdział 29Centrum Medyczne Uniwersytetu ColumbiaNowy Jork 24 marca 2011, 6.30Pia szła Fort Washington Avenue, zataczając się jak pijana.Trzymała się za brzuch.Przekonana, że zaraz zwymiotuje, przystanęła przy koszu na śmieci i pochyliła się nad nim,ale nic z tego nie wyszło.Podniosła się i odetchnęła głęboko.Musiała wziąć się w garść,jednak nie miała pojęcia, co dalej.Nagle przypomniała sobie, że czekają sprawa dozałatwienia, i była niemal wdzięczna za ten pretekst: o siódmej mieli się spotkać z dziekan dospraw studenckich, poszła więc do akademika, żeby znalezć George a.George nastawił sobie budzik na 6.15.Zwykle sypiał dobrze, nawet jeśli nawał zajęćpozwalał mu tylko na trzy lub cztery godzinki snu.Ale tej nocy, z wyjątkiem kilku chwildrzemki, prawie nie zmrużył oka, bez ustanku przetrawiając w głowie wydarzenia wieczoru.W pewnej chwili darował sobie próby uśnięcia i przez niemal godzinę siedział w średniowygodnym fotelu, popijając Jacka Daniels a z butelki, którą chomikował od początkówstudiów.Za oknem widział dużą część mostu Waszyngtona i skrawek nabrzeża Hudsonu.Poprzedniego wieczoru Pia o mały włos nie zrujnowała wszystkich jego życiowychplanów.Choć tak naprawdę to nie była jej sprawka: nie zaciągnęła go do tej pracowni siłą,musiał wziąć część winy na siebie.Problem polegał na tym, że za bardzo mu na niej zależało,by mógł pozwolić jej samej i na ślepo pakować się w tę kabałę, a czy chciała to przyznać czynie, potrzebowała jego pomocy.Mimo to wiedział, że musi w pewnym momencie powiedziećsobie dość i zacząć się kierować własnym interesem.Nie wiedział tylko, kiedy ten momentnastąpi.Spał może nieco ponad godzinę, kiedy zadzwonił budzik.Nieświadomie wcisnąłprzycisk drzemki, a dziewięć minut pózniej zrobił to ponownie i pewnie zrobiłby też trzeciraz, gdyby nie zbudziło go pukanie Pii.Ucieszył się na jej widok, dopóki nie poznał po jejminie, że wydarzyło się coś złego.- Co się stało? Poczekaj, która jest teraz? Mamy być u dziekan Bourse.Pia weszła do pokoju jak zombi i rzuciła się na łóżko George a.Wymamrotała coś wjego poduszkę.- Co się stało? - George zerknął na zegarek i zaczął się ubierać.Po chwili jednakpodszedł do łóżka, usiadł na brzegu i odgarnął kilka kosmyków z policzka dziewczyny.Byław opłakanym stanie.- Powiedz - poprosił cicho.- Nie żyje.Obaj nie żyją.- Kto? Rothman i Yamamoto? - Tak.- O, Pia, tak mi przykro, tak bardzo mi przykro.- Położył dłoń na jej ramieniu.- Niewiem, co powiedzieć.Boże, to naprawdę wielka tragedia.Z tego, co mi mówiłaś, byli o włosod wielkiego przełomu.To ogromna strata dla medycyny regeneracyjnej i kilka latopóznienia, może nawet cała dekada.I nie ma nikogo, kto mógłby ich zastąpić.Milczała.George zabrał rękę.Odwróciła się i popatrzyła na niego.Na jej twarzymalował się gniew.- Akurat teraz mam głęboko gdzieś przyszłość medycyny regeneracyjnej.Chryste!Zeskoczyła z łóżka i wypadła z pokoju.George pobiegł za nią, upychając koszulę wspodnie.Zniknęła mu z oczu, ale usłyszał tupot kroków na schodach niżej.- Pia, zaczekaj! - Popędził ulicą.Pia szła pośpiesznie w kierunku dziekanatu.Dogoniłją i truchtał obok.- Pia!Machnęła tylko ręką na znak, żeby dał jej spokój.- Posłuchaj, przepraszam, naprawdę bardzo mi przykro.Przystanęła jak wryta,przycisnęła ręce do boków, zacisnęła dłonie w pięści i krzyknęła cicho ze złości
[ Pobierz całość w formacie PDF ]