[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jakiż był głupi.Zadufany i nazbyt pewny swego, nigdy nie zadał sobiepytania, dlaczego właściwie Griffen Monarch zainicjował ich pierwszespotkanie.Dlaczego "decydował się zrezygnować z usług firmy, którapracowała dla Monarchów przez dwadzieścia lat, i podpisać kontrakt z kimś,kto na dobrą sprawę przyszedł z ulicy.Nigdy się nie zastanawiał, skąd tanatychmiastowa zażyłość i przyjacielskie gesty ze strony potentata.Nie przeanalizował sytuacji, bo chciał tego, co dawał mu Griffen,· bo pragnął,jak powiedziała Skye, zostać Griffenem.Zaślepiła go ambicja.Dopiero teraz ten szaleniec otworzył mu oczy.Nadal jednak nie mógłzrozumieć pewnych rzeczy, być może najważniejszych.Dlaczego Griffen wypytywał go o przeszłość? Dlaczego Skye pojawiła się wChicago zaledwie w kilka tygodni potem, jak opowiedział o niej Griffenowi?Myślał o tym dużo przez ostatnie dni, ale nie znajdował odpowiedzi.Myślałteż o swojej firmie, a właściwie o tym, co z niej zostało.Dał się wywieść wpole Griffenowi, ale miał dość rozumu, by uczyć się na własnych błędach.Niemiał zamiaru się poddać.Zbyt długo i zbyt ciężko pracował nato, by do czegoś dojść.Podjął decyzję.Postanowił walczyć i sowicie odpłacićGriffenowi.Spojrzał na zegarek, po czym podszedł do biurka i wystukał numerTowarzystwa Miłośników Chicago.Poprosił Marthę do telefonu.-Witaj.Mówi Chance McCord.- Chance? - W głosie Marthy dało się słyszeć zarówno zaskoczenie, jak ipewną rezerwę.- Co u ciebie? - Przejdę od razu do rzeczy.Wiem, co Griffenzrobił.Sam mi o wszystkim powiedział.Po takim wstępie Martha była skłonna go wysłuchać, mówił więc dalej:-Wiem, że nie chciałaś brać udziału w tej intrydze i że zagroził cofnięciemdotacji dla Towarzystwa.-To dla mnie wielka ulga, że o tym wiesz.Czuję się paskudnie.Ten drańzmusił mnie, żebym rozwiązała z tobą umowę.Bardzo mi przykro, Chance, bozrobiłeś dla nas wspaniałą robotę.- Miło słyszeć.Dlatego właśnie dzwonię.Potrzebuję twojej pomocy.- Nie wiem, co mogłabym dla ciebie zrobić.- Najpierw mnie wysłuchaj.Mam pewną propozycję, która powinna być korzystna dla nas obojga.Martha zawahała się.- Dobrze, wysłucham cię, ale niczego nie mogę obiecać.Chance przedstawiłjej swój plan.Wszystko, co miała zrobić, to wykonać kilka telefonów irozpowiedzieć, że konkurent oczernił Chance'a, że zarzuty okazały sięwyssane z palca i że ona sama postanowiła wznowić współpracę z McCordPublic Relations.- Chętnie, Chance, ale pamiętaj, że w ten sposób stracę dotację Monarchów.- Będę pracował dla towarzystwa społecznie, podpiszemy specjalny kontrakt.To, co oszczędzisz na wydatkach, zrekompensuje ci z nawiązką dotacjęMonarchów.Poza tym uniezależnisz się od ich nacisków.Martha długo milczała.Musiała rozważyć tę propozycję·- Mam serdecznie dość tego pokrętnego sukinsyna - powiedziała wreszcie.-Nie lubię, jak ktoś mi grozi.Brzydzę się szantażem.Nie akceptuję ludzi,którzy nadużywają swojej władzy.Gdyby chodziło tylko o mnie, natychmiastbym się zgodziła, ale muszę myśleć o interesie towarzystwa.Przemyślę do jutra twoją propozycję, porozmawiam z kilkoma osobami.Jeślibędę mogła ci pomóc, na pewno to zrobię.Chance podziękował Marcie i wrócił do okna.Z jej pomocą czy bez,zamierzał odwiedzić wszystkich klientów, których stracił.Przekona ich, żebyprzynajmniej go wysłuchali.Zacznie działać jutro.Dzisiaj wieczorem postara się odnaleźć Skye.Musi ostrzec ją przedGriffenem.ROZDZIAŁ SZEŚĆDZIESIĄTY ÓSMYGriffen w napięciu czekał ną Dorothy, niespokojnie kręcąc się po jej salonie.Jeden fałszywy ruch i rzucą się na niego jak sępy, rozszarpią, zabiorą muSkye.Nie pozwoli na to! Nigdy! Wkrótce opanuje sytuację.Jak zawsze.Ta myśl go uspokoiła.Spojrzał na zegarek.Dorothy powinna pojawić się ladamoment.Samolot z Mediolanu zgodnie z rozkładem miał wylądować wChicago o siódmej, a było już dziesięć po ósmej.Skye zapewne jest już w domu.Oczami wyobraźni widział, jak przeglądapocztę, a potem wychodzi na spacer z tym swoim obrzydliwym kundlem,którym pod jej nieobecność opiekowali się sąsiedzi.A potem idzie do sypialnii przebiera się na wieczorne spotkanie.Dzisiaj Skye da mu odpowiedź i wreszcie będzie należała całkowicie iwyłącznie do niego.Dzisiaj uda mu się wreszcie zakończyć to, co rozpocząłprzed wielu laty.Nie będzie już dłużej musiał uciekać się do wyobraźni, bo zamieni marzenia w rzeczywistość.Dorothy wreszcie wróciła: usłyszał bowiem chrobot klucza wzamku, otwieranie drzwi.-To ja, Dorothy.By dostrzec coś w półmroku, ciotka zmrużyła oczy i stanęła w progu międzyholem i salonem-To ty, Griffen, kochanie?-Tak, ciociu.- Wyciągnął rękę i zapalił lampę koło sofy.Dorothy odłożyła klucze na komodę i spojrzała ponownie na wnuka.-Świetnie wyglądasz.Uwielbiam smokingi.- Dziękuję.Wybieram się na bankiet na rzecz nowego muzeum.- Prawda, masz się tam spotkać ze Skye.- Jak się udał pokaz w Mediolanie?- Był wspaniały, ale męczący.Zdobyliśmy złoty medal za Światła WielkiegoMiasta.Adam nie posiadał się z dumy.-Wiem.Dzwonił do mnie.- Zostawiłam bagaże w samochodzie.Byłam taka wykończona, że nie miałamjuż siły ich.przerwała.Dopiero teraz dotarło do niej, że Griffen jest w jej domu.- Co ty tu właściwierobisz, kochanie?- Ciociu, nie sądzisz chyba, że zapomniałem o obietnicy danej ci przedwyjazdem.Przyszedłem ją spełnić.- Myślałeś o tym, co ci powiedziałam?- Myślałem o czymś jeszcze.Przyrzekłem, że wszystkim się zajmę i takbędzie.- Griffen zapraszającym gestem położył dłoń na kanapie.- Usiądźobok mnie.Musisz być zmęczona.- Zastanowiłeś się, jak to wszystko wyprostować?Dorothy z westchnieniem opadła na poduszki.- Owszem.Wyciągnij się wygodnie.Zrobię ci herbatę i porozmawiamy.-Wspaniale.- Dorothy zrzuciła buty i położyła się.- Coraz gorzej znoszę podróże.Jestem już za stara.-Wiem, moja droga.Na szczęście masz Skye i możesz się nią wyręczać.- Z nieba mi spadła - westchnęła Dorothy.- Nie myliliśmy się, ona ma dar.-Tak, ona ma dar.- Dobrze, że jednak znalazłeś wyjście z sytuacji.Jesteś taki dobry dla mnie,Griffenie.- Ponieważ cię kocham, ciociu Dorothy.- Musnął wargami jej czoło.-Przyniosę ci herbatę.- Nie zapomnij, że palniki elektryczne nie działają.Postaw wodę na gazie -powiedziała sennym głosem.-Wiem, ciociu Dorothy.- Griffen uśmiechnął się.- Nie zapomniałem.Griffen napełnił czajnik i postawił go na palniku.Wyjął ulubioną filiżankęDorothy i herbatę rumiankową.Odkręcił gaz, przez chwilę wsłuchiwał się wjego syk, potem oderwał z rolki kawałek jednorazowego ręcznika, staranniewytarł rączkę czajnika, filiżankę, w ogóle wszystko, czego dotykał.Podszedł do drzwi salonu.Dorothy spała już głębokim snem.- Ciociu Dorothy, herbata prawie gotowa - powiedział cicho.Nie poruszyła się nawet.Powtórzył ponownie, że herbata gotowa, tym razemgłośniej.Zadnej reakcji.Z uśmiechem ruszył w stronę drzwi wejściowych, zatrzymał się w progu i poraz ostatni spojrzał na ciotkę·-Śpij dobrze, cioteczko Dot.Kocham cię.ROZDZIAŁ SZEŚĆOZIESIĄ TY DZIEWIĄTYSkye schodziła powoli do holu domu, w którym mieszkała.Pobyt wMediolanie był cudowny, a byłby jeszcze wspanialszy, gdyby nie zamęt wgłowie wywołany o'świadczynami Griffena i ostatnim spotkaniem zChance'em.Obiecała dać Griffenowi dzisiaj odpowiedź i choć myślała otym noc i dzień, nadal nie wiedziała, jak powinna ona brzmieć [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl