[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Karol Marian Pospieszalski organizujepracownię badań dziejów okupacji hitlerowskiej.(Inicjuje serię wydawniczą DocumentaOccupationis ).Zygmunt Wojciechowskiyródło: ze zbiorów Archiwum Instytutu ZachodniegoDojeżdża z Warszawy wicedyrektor Instytutu - ekonomista i historyk gospodarczyAndrzej Grodek.Z Anglii wrócił profesor Marian Z.Jedlicki.Do grona uczonych, którychskupia Instytut, dołączają prawnik Seweryn Wysłouch, historyk Janusz Pajewski z Warszawy,Gerard Labuda.Poznań znów musuje.Jesienią 1946 roku wyrusza w objazd Dolnego Zląska ekspedycja naukowa (jejowocem będzie monografia tej krainy).Instytut pączkuje w nowe oddziały i filie; ma stacjęnaukową, dom pracy twórczej w poniemieckim zamku, własny folwark na 300 hektarach.Wydaje książki w ogromnych nakładach.Wprzęga polską humanistykę do prac nad integracjąziem, które stanowią jedną trzecią obszaru kraju.Walczy na pierwszej linii frontuideologicznego.Wojciechowski śle listy: do prezydenta Bieruta (próbom ubrania hitleryzmu w szatęlegendy trzeba dać odpór w postaci dokumentacji zbrodni hitlerowskich), do MinisterstwaAdministracji Publicznej (należy zorganizować wycieczkę dla dziennikarzy anglosaskich,żeby zobaczyli, iż wysiedlenia odbywają się w warunkach humanitarnych), do innychnajwyższych władz (brakuje umiejętnej propagandy na temat udziału Polski w wojnie), doMSZ (zagraniczne firmy kartograficzne oznaczają Ziemie Odzyskane jako tereny podokupacją polską ) i tak dalej. Klimat romantycznego uniesienia - wspomina po latach profesor Henryk Olszewski -niewolny od narodowych czy wręcz nacjonalistycznych fascynacji i przerysowań, przenosiłsię do gabinetów i do publikacji.Osmańczyk: Odrzucić kartę antyniemieckąCykl tekstów Edmunda Osmańczyka, zamieszczonych latem 1946 roku w Przekrojujest wołaniem o opamiętanie się.Czy nam się to podoba, czy nie - pisze autor - trzebaodrzucić kartę antyniemiecką i ułożyć stosunki z Niemcami.Co polskie, bezkrytycznie kochamy.Z pokolenia na pokolenie przenosimy mitkawaleryjskiej szarży i ofiary na ołtarzu Ojczyzny.W świecie liczy się życie, nie śmierć.Zamiast cierpieć mesjanistycznie - wezmy się do pracy! Sława przemija, bohaterstwomartwieje w złotych literach kart historii.Przykład Niemiec uczy, że nawet niesławapierzcha wobec trwałości potencjału pracy.Nie łudzmy się - pisze - że naród niemiecki pozostanie obozem zadżumionych wśrodku Europy.Tam krzyżują się interesy świata, a gdzie jest interes - jest wola współpracy.Oni są skrzętni, zapobiegliwi, punktualni, gospodarni, oszczędni, racjonalni.Te ich cnotykwitujemy ironicznym uśmieszkiem.My jesteśmy rozrzutni, lekkomyślni, bardziej skłonni doimprowizacji niż do organizacji, rozkochani w sobie.Liczymy, że rozbicie sąsiada wzmocninas samych.Ale z cudzej słabości nie tworzy się jeszcze własna siła.Bojkotowaniekilkudziesięciomilionowego narodu, zbywanie go pogardą i nienawiścią [.], nie da nam anibezpośrednich korzyści, ani nie zyska nam dobrej opinii w świecie.- Społeczeństwo nie było mentalnie przygotowane na takie sądy, one wzbudzałyoburzenie - mówi profesor Andrzej Sakson.Profesor Eberhard Schulz: - Czytałem w Niemczech polskie książki i gazety, aledopiero mieszkając w Polsce, zrozumiałem, jak głęboko w duszach Polaków zakorzenionyjest mit historyczny.Tutaj nieustannie celebruje się rocznice narodowe.Uderza myślenie, żePolacy są szczególnym narodem.Ja sprzed wojny znam ideologię głoszącą, że naród ma wświecie misję do spełnienia.Gdy się tu przeprowadziłem, spotkałem się z serdecznością,jakiej nigdy w Niemczech nie doznałem.Ale też powiedziano mi, że jestem członkiem narodusprawców.Nikogo nie zabiłem i nie czuję się winny.- W drugiej połowie lat pięćdziesiątych chodziłam do gimnazjum w Wągrowcu -opowiada Anna WolffPowęska.- Byłam typowym wytworem tamtych czasów.O Niemcachmyślałam w kategoriach winy kolektywnej.Dla Pana Boga, za KościółSprawy w Warszawie profesor załatwia osobiście i w cztery oczy.Nigdy nie dzieli sięwrażeniami ze swych rozmów z partyjnymi dygnitarzami: Władysławem Gomułką, Bierutem,Jakubem Bermanem, Edwardem Ochabem.Nagabywany przez syna powiedział raz oprezydencie:- Co trzecie słowo panie.tego - i machnął ręką.W procesie politycznym w 1947 roku zostaje skazany na karę śmierci (złagodzonąautomatycznie na podstawie amnestii) jego przyjaciel, doktor filozofii Józef Zieliński;wspólnie uczestniczyli we Lwowie w seminarium mediewisty Jana Ptaśnika.Wojciechowskiinterweniuje u ich koleżanki z seminarium Julii Brystygierowej, dyrektorki w MinisterstwieBezpieczeństwa Publicznego.Zieliński opuści więzienie po Pazdzierniku 56, już po śmierciprofesora.Opowiada córka Wojciechowskich, Agnieszka %7łurek:- Pamiętam poczucie zagrożenia - zupełnie innego niż w czasie wojny - jakby coś sięwokół nas czaiło.Edward Serwański wychodzi po papierosy, jest marzec 1948 roku.SłużbaBezpieczeństwa uprowadza go z ulicy.Serwański opracował i wydał w Instytucie relacje natemat zbrodni niemieckich popełnionych w czasie Powstania Warszawskiego.Brystygierowazapewnia Wojciechowskiego, że aresztowanie to pomyłka, jego pracownik na święta będziew domu.Serwański opuści więzienie we Wronkach po trzech latach.Wiosną 1947 roku Kirył Sosnowski jedzie z żoną do Gniezna na uroczystościpatriotycznoreligijne, nie mogą zgubić asysty agentów.Ubek sterczy tygodniami przed ichdomem przy ulicy Zbąszyńskiej.Cenzura coraz częściej ingeruje w wydawnictwa
[ Pobierz całość w formacie PDF ]