[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Na szczęście milczała jak grób.Znała tajemnice wszystkich mieszkańców tegoakademika i nikt nigdy nie słyszał, by je komukolwiek wyjawiła.Teraz chyba siedziała celowoodwrócona do drzwi.Nie chciała nic widzieć, by w razie czego z pełnym przekonaniemodpowiedzieć:  Nie widziałam.***Zawiózł mnie do małego mieszkanka na gdańskim Przymorzu.Wchodziliśmy poschodach na trzecie piętro.Przestronna klatka, na ścianach zdjęcia przedstawiające morze. Na razie wynajmuję.Sam.Na studiach mieszkałem z Aukaszem.Byliśmy jak bracia.Moi rodzice wciąż podróżowali, potem zmarł ojciec, a mama zakochała się w Polaku z Australii.Chyba ci jeszcze o tym nie mówiłem. Roześmiał się. Rodzice Aukasza wcześnie zmarli.Najpierw matka, potem ojciec.Auki mówił, że to z tęsknoty za matką.Cały czas czeka na takąmiłość, jaką mieli jego rodzice, ale cóż& Nie układa mu się.Aukasz i ja w zasadzie nie mieliśmynikogo na świecie poza sobą.Potem postanowiliśmy razem zostać na uczelni.Niestety  dla mniebyło miejsce, a dla niego nie.Powiedzieli, że jak się coś zwolni, będzie pierwszy.Zakochał się,wyjechał do Krakowa.Niestety, a może i na szczęście, szybko się rozwiódł, potem zrobiłdoktorat.Chce wracać.Trzymam rękę na pulsie  jak będzie konkurs na adiunkta, to przyjedzie.I z pewnością go wygra.Powinienem już coś kupić.Może dom? Ale dla siebie samego? Spojrzał na mnie, otwierając drzwi wejściowe. Dla mnie wystarczy jeden pokój.Pokiwałam głową.Weszłam do jasnego mieszkania.Z korytarza widać byłopomieszczenie.Jedyne drzwi prowadziły do łazienki.Jasnoszare ściany, zarówno w przedpokoju,jak i w pokoju, białe regały z książkami aż po sam sufit.Biurko ze stojącymi na nim dwomawielkimi monitorami.Narożna sofa, a obok niej niska ława.Kuchnię od salonu odgradzał stolikbarowy. Nie ma zbyt dużo miejsca  powiedział. Ale porywacze trzymają zwykle swoje ofiaryw dużo gorszych warunkach, prawda?  Uśmiechnął się. Bardzo dobre warunki jak dla ofiary  przyznałam. Chwilowo nie będę zawiadamiaćorganów ścigania o przetrzymywaniu mnie wbrew mojej woli&Zdjęłam płaszcz i powiesiłam go w przedpokoju.Stał tam pusty wieszak.Wydawało się,że w domu Aleksandra nie ma żadnych zbytecznych przedmiotów.Wszystko miało swojemiejsce i zdawało się być potrzebne.Buty zostawiłam na korytarzu i poszłam boso do pokoju.Na podłodze leżał biały,puszysty, miękki dywan. Kawy? Herbaty? Czy od razu będziemy pili wino? Albo szampana z truskawkami? Czy wiesz, że ja nigdy nie piłam szampana z truskawkami? Skąd o tej porze truskawki? Mam mrożone.To nie to samo.Kiedyś wypijemy szampana ze świeżymi. Spojrzał namnie. To co? Szampan? Może nie od razu  roześmiałam się. Może najpierw kawa.Aleksander wyczarował najwspanialsze cappuccino.Posypał je cynamonem, przystroiłliściem mięty i postawił na stole dwa kubki z niemalże wylewającą się z nich pianką. A co to?  Wskazałam na obraz. But.Mój but. Twój but? Ale dlaczego? Kiedyś, jeszcze na studiach, jezdziliśmy stopem po Włoszech.Spotkaliśmy tamdziewczyny.I, wiesz, Auki chciał im zaimponować.Powiedział, że jesteśmy wędrownymi artystami i cokolwiek byśmy nie narysowali, wpadną w ogromny zachwyt.I narysowaliśmy.Onmojego buta, a ja jego.Jego obraz  wskazał ręką na ścianę  jest zachwycający. Westchnął.Mój rysunek też wisi u niego na ścianie.Ale chyba bardziej z grzeczności. A dziewczyny? Co dziewczyny? Wpadły w zachwyt? Nie.Uciekły.Stwierdziły, że coś kręcimy.I zostaliśmy z naszymi butami.Lubię tenobraz.Przypomina mi studenckie czasy& Beztroskie.Szalone.Ale wiesz? Cokolwiek by się niedziało, możemy z Aukim na siebie liczyć.Bardzo bym chciał, by na uczelni zwolniło się miejscedla niego.Mam nadzieję, że niedługo to już nastąpi, bo w tym Krakowie siedzi zupełnie sam.Nawet na święta nie chciał przyjechać.Chociaż może to i dobrze&  Spojrzał na mnie. Może tak&  zgodziłam się, przysuwając się do niego. Pola, wiesz& Czuję się, jakbym miał przeskoczyć przez płot i nielegalnie zerwać jakieśkwiaty.A potem mogę ponieść ostre konsekwencje& Chyba że nikt nie zobaczy& Jak kradniesz te kwiaty. Chyba że& Zawsze jednak może się wydać& Jak będziemy ostrożni, nie wyda się&  Słowa te wypowiadałam już przytulając się doniego.Posadził mnie na swoich kolanach, przodem do siebie.Usiadłam oplatając go nogami.Jego twarz przytuliłam do piersi.Po chwili ściągnął mi przez głowę sweter, rozplątał apaszkę,którą miałam na szyi. Dobra do wiązania ofiary  stwierdził, rzucając apaszkę na podłogę w ślad za swetrem. O ile ofiara się stawia  wyszeptałam, rozpinając mu guziki koszuli. Jak na razie ofiara współpracuje. Całował mój dekolt, zsunął ramiączka stanika, poczym dość wprawnym ruchem go rozpiął.Gładziłam go po włosach, pragnąc go coraz bardziej i coraz mocniej. Aleks&Zdjął mnie ze swoich kolan i posadził na sofie.Nierozłożona nie była zbyt szeroka.Jednym ruchem wysunął część przeznaczoną do spania.Położył mnie na niej.Całował uwolnioneze stanika piersi i drżącymi dłońmi rozpinał moje dżinsy.Pomogłam mu, wyswobadzając sięz nich.Całował mój pępek, zataczając językiem kręgi zsuwał się niżej.Zębami usiłował ściągnąćmoje majtki.Zanurzyłam dłonie w jego włosach, próbując przyciągnąć jego twarz do swojej. Aleks. Całowałam go tak, jak w moich snach.Marzyłam o tym, odkąd otulił mnieszalikiem w tamtą przedświąteczną noc, kiedy piliśmy razem piwo z sokiem, osładzając sobiewzajemnie życie.Wiedziałam, że kochając się z nim balansuję na granicy.Granicy tego, co etyczne, zgodnez uczelnianym prawem.Jednak chciałam tego, jak niczego innego.On chciał dokładnie tegosamego.Jednocześnie wiedział, że w momencie, gdy sobie to wezmie, wszystko zabrnie zadaleko.O ile już nie było za pózno.Odepchnęłam go od siebie, przykrywając się bluzką. Aleks& A gdybyśmy sobie wmówili, że to nie dzieje się naprawdę.Ta dzisiejsza noci kilka następnych.Gdybyśmy sobie wyobrazili, że to jest film.%7łe wolno nam wszystko.Leżałam pod nim zupełnie naga, on wsparty na ramionach leżał na mnie, ciężko oddychając.Czułam jego twardą męskość na moim udzie. Aleks.Możemy wszystko.Bez żadnychkonsekwencji.Ja wiem, że pewnych rzeczy nam nie wolno& Ale one się już dzieją.Nie możemycofnąć czasu. Pola, wiesz, że chciałem tego samego? Wczoraj musiałem być sam.Chciałem wszystkosobie dokładnie przemyśleć.Nie mogłem zostać u ciebie, chociaż każdy centymetr mojego ciała się tego domagał.Niektóre nawet bardzo. Spojrzał znacząco. Za to, co ja teraz robię,wywaliliby mnie i ciebie.Wiesz o tym? Ja bym sobie poradził.Ale ty miałabyś ciężko.Przynajmniej przez te cholerne dwa miesiące nam nie wolno.Nie wolno nam się spotykać.Niewolno się dotykać, nie wolno pokazać światu, że cokolwiek nas łączy.Nawet Kindze nie mów.Pokręcił głową. Ale nie mogę już teraz się powstrzymać.Nie mogę wcisnąć guzika  Stop.Tojuż zaszło zbyt daleko, a ja chcę, by szło jeszcze dalej.Pola, leżę na tobie i zastanawiam się, pocholerę my w ogóle rozmawiamy.Ja naprawdę mogę, chcę z tobą rozmawiać.Ale nie teraz.Proszę.Mam ochotę szybko zjeść moje ciastko z kremem.Pochłonąć je, pożreć, smakować,lizać, ssać, teraz, szybko.Potem będzie wolno, ale teraz potrzebuję ciebie całej.Nie dałam mu dokończyć.Przytuliłam go do siebie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl