[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Utwierdziłam się w postanowieniu, że zrobię wszystko, by byłazdrowa.Stałam, paląc papierosa pod drzwiami budynku szpitala i wyciągałamtelefon, by zadzwonić po taksówkę. Powinna pani rzucić usłyszałam głos. Co rzucić? Zobaczyłam doktora Stanisławskiego wychodzącego zbudynku. Palenie. To chyba z nerwów. A co ja mam powiedzieć? Wzruszył ramionami. No tak.Pan powinien palić cygara stwierdziłam, zaciągając sięgłęboko. Zwykły papieros tego stresu nie załatwi. Rzuciłam papierosana chodnik i przydeptałam butem na wysokiej szpilce. Podwiezć dokądś panią? zapytał.Spojrzałam zaskoczona. A jedzie pan w stronę Sobótki? Mogę jechać.Właśnie skończyłem dyżur. Z przyjemnością się więc z panem zabiorę. Od dawna się znacie z panią Patrycją? Od dawna& Ponad dwadzieścia lat& Nie widziałem pani tu wcześniej. Byłam daleko powiedziałam.Bo przecież byłam daleko.Myślami,wspomnieniami. Byłam bardzo daleko, panie doktorze.Gdy stanęliśmy pod domem, dałam mu wizytówkę. Dziennikarka? przeczytał.Przytaknęłam. Czy może mi pan obiecać, że jeżeli cokolwiek będzie wiadomo,zadzwoni pan? Albo chociaż napisze maila? Obiecuję spojrzał na mnie swoimi przezroczyście niebieskimioczami.Uśmiechnęłam się.Byłam już pewna, że wyciągnę z niego wszystkiepotrzebne mi informacje.GRA%7łYNATamtego dnia obudziłam się cała w skowronkach.Czułam siępotrzebna, ważna.Dla kogoś nawet bardzo ważna.Kilka dni wcześniejumówiłam się z panem z fundacji, że probówki niezbędne do badaniaprześlą do laboratorium w szpitalu w Kościerzynie.Miałam tam być przeddziewiątą.Poprzedniego dnia poprosiłam w pracy o wolny dzień.Raz można.Byłam podekscytowana tym wszystkim.Nigdy nie brałam zwolnienia, bonigdy nie chorowałam, a kiedy moje dzieciaki chorowały, babcia byłazawsze na podorędziu.Mogłam zatem raz iść na wagary. Dzień dobry, jestem umówiona na dziewiątą. Czekamy na panią.Pielęgniarka trzymała mały pakunek z zestawem do pobierania krwi.Inna, która z nią rozmawiała, spojrzała na mnie dziwnie. A nie boi się pani?Kobieta, która pobierała mi krew, zmroziła ją wzrokiem. A niby czego? Pani ratuje życie.W tym roku już cztery razypobierałam krew potencjalnym dawcom. I jak? Wiem, że dwie osoby oddały szpik.Pasowały.%7łyczę pani tego zcałego serca.Wracając do domu, zaszłam do kawiarni.Kiedy ja ostatni raz byłam wkawiarni? Chyba z Tomkiem.I to nawet w tej samej. Kawę latte poproszę powiedziałam z uśmiechem. Z syropemkarmelowym.Usiadłam przy stoliku, wzięłam do ręki gazetę.Za trzy tygodnie u pięcioletniej dziewczynki z Krakowa zostanie przeprowadzonyprzeszczep szpiku.Niestety dwóch poprzednich potencjalnych dawców szpikuniespodziewanie się wycofało.Takie przypadki niestety nie są odosobnione.Jakzaznaczają eksperci, zdarza się, że dawcy się wycofują bez podania przyczyny, a majądo tego prawo.Na każdym etapie można cofnąć zgodę na udział w procedurze medycznej.Należyjednak pamiętać, że 10 dni przed planowanym zabiegiem pobrania materiału doprzeszczepu, szpik pacjenta przygotowywanego do zabiegu transplantacji jest niszczonyi jeśli ten pacjent nie dostanie szpiku pobranego od dawcy umrze.Eksperci podkreślają, że rekrutacja dawców robiona na fali kampaniipozbawionych szczegółowych informacji zwiększa ryzyko przypadkowości inieprzemyślanych wyborów.Stąd tak ważne jest uświadamianie i edukowaniepotencjalnych dawców.Nie wycofam się.Choćby nie wiem co się stało.Nie zrezygnuję.Czujęcałą sobą, że to dobra decyzja.Może dzięki mnie komuś na nowo urodzi sięmąż, żona, matka& Bardzo bym chciała, by kiedyś Tomek miał taką szansę.KAROLAGdy zaprowadziłam Inę do mamy, miałam wrażenie, że znowu naszeżycie weszło na właściwe tory.Mama się uśmiechała, Ina stała się jakbybardziej łagodna.Nawet lekarz zaczął częściej zaglądać do mamy.Niestetynadal nie było wiadomo, co z dawcą.Procedury znałam na pamięć.Wiedziałam, że od momentu, gdy kogoś znajdą, do momentu przeszczepumoże minąć nawet kilka miesięcy.Naprawdę miałam nadzieję, że będzie toktoś odpowiedzialny.Ktoś, kto będzie chciał podarować mojej mamieżycie. Mamo.Ja wiem, że ktoś się znajdzie.Mama się uśmiechnęła.Ostatnio nawet lepiej się czuła i była szansa, żewyjdzie na weekend. Trzeba wierzyć, córeczko. Potem spotkamy się z nim.Z nią.I damy jej jakiś prezent.Takiosobisty, od nas.Tak jak twoje ogórki.Roześmiała się.To było cudowne, już tak dawno nie słyszałam jejśmiechu. Mamo, i zabierzemy ją na wakacje.Jest takie miejsce, dokądchciałabyś pojechać? Gdybyś mogła wsiąść w samolot, samochód, gdybyśmiała nieograniczoną ilość pieniędzy? Dokąd byś pojechała? Chciałabym& nad Brdę. Nad Brdę? Nie mogłam być bardziej zaskoczona. Chciałabym ją odczarować.Nie wiem, co ci Ina opowiadała& Chyba wszystko& Musisz powiadomić ojca.%7łe jestem chora.%7łe w razie czego& Mamo.Nie ma w razie czego.Jedziemy nad Brdę.Po przeszczepie.Będziesz mogła się już spotkać z nim, z nią, ktokolwiek to będzie,zabierzemy go nad Brdę! No, może stwierdziła niepewnie mama. No, chyba że będzie z Honolulu.To będzie ciężko. Roześmiałamsię. Nie.To Polka. Mamo? Złapałam ją za rękę Czy ty wiesz więcej niż ja? Wiem, że jest dawca.Pasuje.Teraz sprawdzają dokładnie.Wynikimają być wkrótce.Teraz trzeba się modlić, by się nie rozmyślił.INAByłam akurat na kolegium w redakcji, gdy zadzwonił telefon.Nerwowo spoglądałam na aparat, ale nie mogłam odebrać, bo szefa dziś niebyło, a znienawidzona przeze mnie zastępca naczelnego prowadziłazebranie.Dodam, że znienawidzona z wzajemnością. Pani Karolino, czy ja pani w czymś przeszkadzam? zapytała. Nie, przepraszam, pani Joanno.Ważny telefon. Joanna była jedynąosobą w pracy, która zwracała się do nas per pan, pani i tego samegooczekiwała w zamian. Jeżeli służbowy, proszę się nie krępować.Jeżeli prywatny, proszę sięnawet nie przyznawać. Roześmiała się, jakby powiedziała najlepszykawał na świecie.Najpierw chciałam pokręcić głową i grzecznie siedzieć dalej na swoimmiejscu, ale dzwoniła Karola.Może coś złego z Patrycją? Oczywiście, że telefon służbowy. Uśmiechnęłam się. Muszęodebrać.Temat ucieknie.Wstałam i wyszłam na korytarz.Karola zdążyła się już rozłączyć.Wybrałam jej numer. Karola? Ina, mamy dawcę! O Jezu! Ucieszyłam się, chociaż z Jezusem dawno nie miałam doczynienia. Co teraz? No wiesz.Czekamy. Ale po co czekamy, skoro mamy dawcę? Ina, nie wiem po co.Ale będzie dobrze, prawda?Oczywiście przyznałam jej rację, ale mój nieco skrzywionydziennikarski nos wietrzył wszędzie podstęp.A może dawcy nie ma? Amoże jest i chce się wycofać? Dlaczego wszystko miałoby iść jak z płatka?Jezu, trzeba będzie znowu pojechać do Gdańska.Przez ostatnie lata prawiewcale tam nie jezdziłam, a w ciągu tego miesiąca będę tam już kilka razy.Nie chciało mi się wracać na kolegium.Moje sprawy już zostałyomówione.Wiedziałam jednak, że jeżeli nie wrócę, będzie awantura i tazołza jeszcze coś wymyśli, by mi życie uprzykrzyć.Tym bardziej, żeostatnio lawirowałam w pracy.Miałam dużo innych spraw na głowie.Dostałam cynk, że w konkurencyjnym tygodniku będzie duży artykuł natematy medyczne.Jesień, sezon grypowy, medycyna jest w cenie.Zadzwonił do mnie naczelny i chciał, bym udowodniła tezę, że Polacyniechętnie się badają, bo boją się, iż są na coś chorzy.Paranoja
[ Pobierz całość w formacie PDF ]