[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po roku udało mu się osiągnąć tyle, że byłjej jedynym kochankiem.Seks był dla Nikki życiową pasją.Dzwoniła do niegomówiąc, że ma przyjechać natychmiast, bo inaczej zaspokoi swoje pożądanie zinnym.Porzucał wtedy zajęcia w konsulacie i pędził do niej.Otwierała mu drzwinaga, gotowa i po kilku minutach oboje krzyczeli z rozkoszy.%7ładnych gierwstępnych, żadnego marnowania czasu.Marek poczuł dreszcz podniecenia i tęsknoty. Muszę natychmiastzarezerwować bilet do Senegalu" - pomyślał i pojechał do ambasady.Po kilku dniach ulubionym miejscem Anny i Belli w salonie stała się sofa z ramąrzezbioną w kwiaty.Zdobiły ją poduszki w bordowo żółte pasy.Były wiekowe, poprzecierane w kilku miejscach, ale właściciel domu,skoro ich nie wyrzucił, najwyrazniej dostrzegał w nich urok minionych czasów.Sofa była ustawiona tak, że popołudniowe słońce wpadające do pokoju nieoślepiało wypoczywających na niej ludzi.Bella przymknęła oczy i zastanowiłasię, jacy będą jej nowi koledzy i nauczyciele? Czy będzie się dobrze czuła wnowej szkole.Anna zapisała ją do amerykańskiej szkoły, gdzie najłatwiej będzie jej zdaćmaturę.Odwiozła ją rano i odebrała po południu.Gdy tylko mogła zrezygnowaćz usług kierowcy, prowadziła sama.Bella również lubiła jezdzić sama z matką,zawsze miały o czym rozmawiać i czuły się swobodniej.- Jakie masz plany na dziś, mamo? - spytała.- Zadzwonię do kilku organizacji kobiecych.Może znajdzie się dla mnie jakieśzajęcie.- Masz duże doświadczenie, powinni się ucieszyć.- Mam nadzieję.Nie mogę przecież siedzieć cały dzień w domu, czekając naciebie i Marka, zabijając czas malowaniem paznokci.- Ty nie malujesz paznokci - roześmiała się Bella.- No właśnie.Muszę znalezć miejsce, gdzie mnie potrzebują.Zależy mi na tym,żeby robić coś sensownego.- Mamo, jesteś wspaniała i na pewno to docenią.- Dziękuję, kochanie.Cieszę się, że tak myślisz.No, jesteśmy.Wysiadaj i miłegodnia.Belli nie spodobało się spojrzenie strażnika przed szkołą.Nie zastanawiałasię jednak nad tym długo.W końcu był to tylko miejscowy ochroniarz.Ich światynigdy się nie zetkną, nigdy się nie zaprzyjaznią, nigdy nawet nie porozumieją.Wamerykańskiej szkole nie było miejsca na integrację tego rodzaju.Dzień upłynął jej nawet miło.W tak biednym kraju jak Mali międzynarodowaszkoła amerykańska była prawdziwą oazą luksusu.Budynek był nowy,przestronny i spełniał wszelkie standardy.Amerykanie przykładaliniewiarygodną wprost wagę do bezpieczeństwa uczniów, czasem graniczącą zhisterią.To między innymi dlatego w RPA chodziła do lokalnej, choć oczywiścieprywatnej szkoły, którą zresztą uwielbiała.W amerykańskiej codziennie ranotrzeba było stać w korku do szkoły.%7ładen samochód nie mógł przejechać przez bramę bez uprzedniego sprawdzenia rejestracji przez strażnika.Tak było teżtutaj.Belli to nie dziwiło, w końcu Amerykanie mieli tylu wrogów na całymświecie, że musieli dbać o swoje bezpieczeństwo.A ona, wychowana w krajach otak zwanym podwyższonym ryzyku, była przyzwyczajona do życia wzamknięciu, do szlabanów i strażników.Nie robiły już na niej wrażenia.Otaczający szkołę ogród był zielony mimo upału i suchego wiatru.Tylko palmydosięgały korzeniami wód gruntowych, pozostałe rośliny musiały polegać nażyciodajnej sile deszczu i pomocy ludzi.Jako że deszczu brakowało od kilkumiesięcy, to na ogrodnikach spoczywał ciężar podlewania ogrodu.Słońceprażyło tak mocno, że podlewanie w dzień mijało się z celem - cała wodawyparowywała, nim dotarła w głąb ziemi.Sahel nie był przyjazny, uważali taknawet najbardziej doświadczeni podróżnicy.Czerwonawy piach wciskał sięwszędzie -w buty, kieszenie, włosy, oczy, szczoteczki do zębów.%7łeby nawodnićziemię i rośliny, trzeba było wstawać przed świtem, ale efekt był zachwycający.Otoczenie szkoły przypominało oazę na pustyni [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl