[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Teraz już na pewno zagramyw jego orkiestrze. Czyli nie była pani tego pewna? Ten kontrakt, który mi paniobiecała, to bujda, prawda?  Marianna wbiła w Zadrę pytającespojrzenie.Uważała, że należą jej się wyjaśnienia. Hm.prawda, nieprawda, jakie to ma teraz znaczenie? Przecieżzapisałam nas na przesłuchanie, co nie było łatwe.No, ale jak się maznajomości.!  Była wyraznie z siebie zadowolona. A co, jeśli nam się nie uda? Jak oddam pani za bilet? Droga Marianno, powinnaś być mi wdzięczna, że przywiozłamcię w tak piękne miejsce, a ty marudzisz.Dzisiejsza młodzież nie ma zagrosz wdzięczności i poczucia taktu. Zadra się obruszyła.Odwróciła się na pięcie i weszła do domu.Dała tym samymdziewczynie do zrozumienia, że nie ma zamiaru dłużej się tłumaczyć.Marianna ciężko westchnęła.Usiadła na bujanym fotelu na gankui spojrzała w niebo, które powoli zaczynało zmieniać barwę z łagodnegobłękitu na wieczorny grafit.Egzotyczne rośliny wydzielały łagodną woń,a cykady dawały rytmiczny koncert za pomocą tymbali[4] wprawianychw drganie silnymi mięśniami.Przez ostatnie dwa dni w życiudziewczyny tyle się wydarzyło! Poznała nowych ludzi, odbyłaarcyważną rozmowę z mamą, usłyszała o erotycznych przygodach,o których wcześniej nawet jej się nie śniło, no i spotkała Jego.Tysiąceemocji wypełniło jej serce, a przecież to, co najważniejsze, miałodopiero nastąpić.Postanowiła, że na przesłuchaniu do orkiestry daz siebie wszystko, a jeśli będzie trzeba, to nawet stanie na rzęsach.Nadalmiała szansę, by zostać członkiem zespołu, który podziwiała, i niezamierzała jej zmarnować. [2] Popularna ulica handlowa i spacerowa w Neapolu.[3] Utwór Fryderyka Chopina.[4] Błoniaste, pogrubione  żebra cykad. Rozdział VPRZESAUCHANIEKolejne dni w Neapolu minęły Mariannie bardzo szybko.Dużozwiedzała, na ogół sama, bo Roberto stracił zapał, by jej towarzyszyć, a ona po tym, co między nimi zaszło, też się do chłopaka nie garnęła.Wolała samotne wyprawy do miasta, a przede wszystkim grę na flecie.Dziewczyna nigdy wcześniej nie uczestniczyła w przesłuchaniu doorkiestry i wizja tego, że ma stanąć oko w oko ze sławnym Maestroi poddać się jego ocenie, przyprawiała ją o drżenie kolan.PoczątkowoMarianna próbowała grać z Zadrą utwory na dwa instrumenty, jednaksurowy wzrok nauczycielki sprawiał, że spinała się jeszcze bardziej.Ostatecznie więc Suitę h-moll Bacha, koncert fletowy D-dur Mozartaczy Skowronka Vivaldiego ćwiczyła indywidualnie.W wyznaczonym dniu, jedenastego lipca, Marianna i KrystynaZakrzewska zjawiły się punktualnie o dwunastej w sali kameralnejTowarzystwa Muzycznego odświętnie ubrane.Zadra miała na sobiemodną sukienkę w kolorze dojrzałego czerwonego wina, która była natyle krótka, by wyeksponować jej zgrabne nogi, i na tyle wycięta, byukazać walory uzyskane dzięki operacji piersi.Uważała, że kosztzabiegu musi się jej jakoś zwrócić.Marianna pożyczyła zaś od paniAnny skromną małą czarną trochę za kolana i pantofle na wysokichobcasach.Włosy spięła w kok i starannie się umalowała.To wszystkosprawiło, że wyglądała elegancko oraz doroślej niż zwykle.Nie miało tojednak wpływu na jej samopoczucie.Już od samego rana dopadła jąpotrzeba łamania spinaczy biurowych i ciągłego poprawiania ramiączekw biustonoszu.Trzy razy była bliska, by zrezygnować z pójścia naprzesłuchanie, i tylko dzięki zdolnościom motywacyjnym pani Anny,która mocno jej kibicowała, stawiła się w wyznaczonym miejscu.W hallu przed wejściem do sali, w której przesłuchania prowadziłMaestro, kłębił się tłum muzyków tak wielki, jakby odbywał się tucasting do telewizyjnego programu typu Mam talent czy The Voice of.Było gwarno i duszno.Gdy Marianna spojrzała na ludzi różnych narodowości, o wielukolorach skóry i, jak przypuszczała, diabelsko utalentowanych,zestresowała się jeszcze bardziej.%7łałowała, że nie dane jej było nigdypobierać lekcji gry na instrumencie u takich znakomitości jak Sir JamesGalway czy Jean-Claude Grard, których nazwiska padały z ust jejkonkurentów.Wśród postaci barwnych niczym kolorowe ptaki poczuła się jak szara myszka i zapałała ochotą, by zagrzebać się w ciemnejdziurze, z dala od renesansowego budynku, w którym trwał nabór doorkiestry.Było już jednak za pózno, bo wysoka panienka wyczytaławłaśnie jej nazwisko i zaprosiła ją do sali.Niewielka aula ze sceną i krzesłami dla publiczności wydała sięMariannie zimna i nieprzyjazna, choć wyłożona była w dużej mierzedrewnem.W pierwszym rzędzie siedziały trzy osoby, dwóch mężczyzni kobieta w średnim wieku.W jednym z dżentelmenów rozpoznałaAntonia Balamontego.Miała nadzieję, że Maestro pośle jej uśmiechpełen życzliwości, on jednak grzebał w komórce i wyglądał naznużonego. Proszę się przedstawić i zaczynać  zwróciła się do niej suchymtonem kobieta.Marianna wykonała polecenie i zbliżyła flet do ust.Przez momentwydało jej się, że widzi w oczach Maestra przyjazne iskierki, lecz pochwili na jego twarzy znów pojawiła się maska profesjonalnejobojętności.Wzięła wdech, lecz nagle zakręciło jej się w głowie i zamiastwydobyć z instrumentu pierwsze dzwięki.osunęła się na deski sceny.Zapanowała ciemność i głucha cisza, można by rzec, że film urwał sięMariannie całkowicie.Gdy dziewczyna otworzyła oczy, przez chwilę nie mogłaprzypomnieć sobie, co się stało.Leżała na szerokim łóżkuw przestronnym pokoju o ciepłych barwach, do którego przez wielkieokna wpadały promienie słońca.Nie znała tego miejsca.Wszystkiemeble, tkaniny i sprzęty były niezwykle eleganckie i zapewne bardzodrogie. Już lepiej?  Usłyszała znajomy głos.Antonio Balamonte przyglądał jej się z niepokojem. Gdzie ja jestem?  spytała.Dopiero teraz zauważyła, że, o zgrozo, nie ma na sobie sukienki.Leżała pod cienkim prześcieradłem tylko w koronkowej bielizniei pończochach, a do jej klatki piersiowej przyczepiono krążki z jakimiśkablami połączonymi z monitorem pokazującym pracę serca [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl