[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Do tego pobiłkobietę, niemal ze skutkiem śmiertelnym.Na wieść o tym ogarnęła mnie trwoga.W końcu dotarło do mnie, że John nie jest miłym starszympanem.Zrozumiałam, że muszę postępować z nim niezwykleostrożnie, ponieważ wciąż może wyrządzić mi krzywdę, finansową, ale również fizyczną.Przeszłam do następnego punktu na mojej liście, czylido miesięcznych czeków z renty, które nagle przestały przychodzić.Z tych pieniędzy opłacałam wspólne rachunki, więc ichbrak poważnie nadwerężył moje finanse.- Słyszałem, że kasy oszczędnościowo-pożyczkowe upadły- wyjaśniał John.- Myślę, że to może rzutować na wpłaty.- Miejmy nadzieję, że się mylisz.Sprawdzę to.- Nie ma sensu, zostaw to - powiedział, podnosząc głos.- Nie zajmuj się tym!Nie drążyłam tematu.Nie miałam do niego więcej spraw,a poza tym ignorował wszystkie moje prośby.Zrobiło mi się nie-dobrze, głowa zaczęła mi pękać z bólu.Odłożyłam słuchawkęi zaniosłam się szlochem.Nadzieje na to, że uda mi się dojśćz mężem do jakiegoś porozumienia, całkowicie się rozwiały.Stanęło przede mną widmo przejęcia majątku przez bank.Wiedziałam, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż stracęswój dom w Concord.* * *Proces rozpoczął się w czerwcu 1991 roku.Miał być krótkii odbyć się bez udziału mediów.Upiekło mi się, ponieważ pierwsze zgłoszenie na policję zostało zakwalifikowane jako sprzeczkadomowa, czyli coś nudnego i niewartego uwagi.Przez ostatnie cztery miesiące żyłam w ciągłym strachu,ponieważ nie wiedziałam, czy John ma wspólnika ani też czy nieistnieje polisa na moje życie, której jest beneficjentem.Ponadtowciąż poszukiwałam nowych dowodów na uknuty przez niegospisek i zmagałam się z własnymi problemami psychicznymi.To był ciężki okres.Siedząc razem z innymi świadkami w budynku sądu hrabstwa Arlington, w sali numer 601, sprawiałam zapewne wrażenie osoby, która całkowicie panuje nad sytuacją.W istocie jednak znajdowałam się na skraju załamania nerwowego.Byłam głównym uczestnikiem procesu o usiłowanie zabójstwa i nie wiedziałam, czy podczas przesłuchania uda mi sięzachować spokój.Nie miałam pojęcia, jak długo to wszystkopotrwa i czy John zostanie skazany.Jeśli nie, to co się stanie?Pogrążyłam się w zadumie, z której wyrwał mnie dopiero głosurzędnika sądowego.- Proszę wstać.Wszyscy wstali, po czym usiedli zgodnie z nakazem sędziegoMadisona.Wygłosił on mowę w języku prawniczym, z której niewszystko zrozumiałam, a potem poprosił o powstanie oskarżonego i jego obrońcę.- Czy oskarżony przyznaje się do winy?- Nie, Wysoki Sądzie - odpowiedział John bezbarwnymgłosem.Stał przygarbiony, z lekko pochyloną łysą głową.Miałna sobie szarą marynarkę i granatowe spodnie.Dziesięć minut pózniej zaprzysiężono dwadzieściorotroje ławników.Postawiono im kilka pytań.Wszystkiete czynności mogły wydawać się zwykłą sądową rutyną.Z pewnością jednak inaczej postrzegał je oskarżony, ponieważ dwanaścioro z tych ludzi (pozostałych odrzucono) miałozadecydować o jego losie.Po zaprzysiężeniu mnie i pozostałych świadków poproszono do dwóch pokoi wyposażonych w szare, metalowe meble.To ponure pomieszczenie pasowało do mojego nastroju.Na przesłuchaniu wstępnym byłam sama, ale tym razem doszłyjeszcze dwie osoby z Concord - mój sąsiad i weterynarz, któradała Johnowi eter.Choć ich zeznania mogły wiele wnieśćdo sprawy, nie stanowili dla mnie żadnego wsparcia.Wezwanodwóch pierwszych świadków.Potem usłyszałam:- Barbara Perry.Wstałam i ruszyłam w kierunku drzwi.- Poradzisz sobie - powiedział Greg, obdarzając mnieprzyjaznym uśmiechem.Z wysiłkiem odwzajemniłam mu siętym samym.Alexandra przepytała mnie drobiazgowo, aby ustalić najważniejsze fakty.Kent Whistler wielokrotnie zgłaszał sprzeciw.Przy stanowisku dla świadków stał dzbanek z wodą - kilkakrotnie nalewałam sobie szklankę, by ulżyć zaschniętemu gardłu.John patrzył na mnie wilkiem, ale nie udało mu się odzyskaćnade mną władzy.Odpowiedziałam mu takim samym spojrzeniem.Gdy dwie godziny pózniej Alexandra skończyła, a sędziazarządził przerwę na lunch, opadałam z sił.Po lunchu wziął się za mnie Kent.Przez kolejną godzinętak manipulował faktami, żeby przedstawić mnie jako pazernąkobietę, która planowała przejąć majątek Johna.Sugerowałnawet, że to przez moją rozrzutność popadliśmy w finansowąruinę.Z mojej strony napotkał jednak zdecydowany opór.Potem Alexandra poprosiła o ponowne przesłuchanie świadka,a Kent o kolejne pytania krzyżowe.Spierali się o najdrobniejsze szczegóły.Kiedy skończyli, urzędnik odprowadził mniedo pomieszczenia dla świadków.Na koniec dnia w obskurnym pokoiku zostaliśmy tylkoja i detektyw Smith.W końcu otworzyły się drzwi i weszła Alexandra.- Wszyscy świadkowie złożyli zeznania - oznajmiła.- Sądodroczył rozprawę.Zbierze się ponownie jutro rano, wtedywygłosimy mowy końcowe.- Podeszła i uścisnęła mnie serdecznie.- Zwietnie ci poszło
[ Pobierz całość w formacie PDF ]