[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.-A przyjechałeś tutaj, to znaczy, do Stillwater Springs,bo.?- Bo, do cholery, miałem taką zachciankę! Na pewnonie spodziewałem się, że ni stąd, ni zowąd zwali się namnie dziewięćdziesiąt pięć kilogramów kowboja.Logan wyszczerzył zęby w uśmiechu, ale wiedział, żenie było w nim ciepła.- A Briana prawdopodobnie nie spodziewała się znalezćrano na kanapie chrapiącego gościa.- Zostawiłem wiadomość - przypomniał mu Dylan,wieszając kapelusz na kołku przy drzwiach, jakby.hm.był u siebie, i wskazał głową telefon.- Jak widać jej nie odsłuchała.Kurczę, nie możesz taksobie włazić w środku nocy do cudzych domów.Ktośmógłby najpierw strzelić, a dopiero potem zadawaćpytania.Dylan uśmiechnął się kwaśno.- Albo na przykład zwalić biednego sukinsyna napodłogę i chwycić go za gardło.- Niebieskie oczy zawsze pełne diablików.- A właściwie, gdzie jest Briana? I skąd tysię tutaj wziąłeś?Logan podszedł do kredensu, znalazł puszkę z kawą izajął się zaparzaniem.- To długa historia.- Zamieniam się w słuch.- Dylan usadowił się przystole.- Jest coś do żarcia?-Nie.- W porządku, tylko pytam.Snooks i As przyczłapali z korytarza i podeszli doDylana, który powitał ich z niewymuszoną serdecznością.Zwierzęta zawsze go lubiły, podobnie jak kobiety i dzieci.W Loganie odezwał się nagle instynkt terytorialny.Otworzył ze złością lodówkę, wyciągnął pojemniczekjakiegoś idiotycznego jogurtu wielkości kieliszka do wódkii rzucił bratu.- O! - Dylan ucieszył się, łapiąc go w powietrzu.-Wielkie dzięki!- Jesteś głodny, to jedz.- Zachowujesz się dość defensywnie, zważywszy że dokurwy nędzy, to mój dom, a nie twój. - Raczej Briany.- To dlatego chciałeś, żebym wrócił na ranczo? %7łebyśmógł odgryzć mi głowę? - spytał uprzejmie Dylan.Wstał,wyszperał w szufladzie łyżeczkę i zabrał się do jedzenia.- Kto powiedział, że chcę twojego powrotu? Dylan oparłsię o blat.- Nie dawałeś znaku życia od pięciu lat - mówił międzyjedną łyżeczką a drugą - i nagle ni z gruszki, ni z pietruszkidzwonisz i mówisz, że mój byk jest grozny i chcesz stawiaćogrodzenie.Po co miałbyś to robić, jeśli nie po to, żebysprowokować mnie do powrotu?- Ty czasem nie spadłeś na głowę z dachu saloonu wjakimś filmie? - Logan wyjął z szafki dwa kubki i walnąłnimi o stół.Przecież chciał, żeby Dylan przyjechał, więcczemu jest taki wkurzony?Odpowiedz była dość niewygodna.Vance miał żonę inie stanowił dla Logana żadnej konkurencji.Ale Dylan toco innego.Dylanowi rozbłysły oczy; zawsze umiał czytać wmyślach brata. - Skończyłem wcześniej kaskaderskie sceny i złapałemtrochę wolnego, więc postanowiłem sprawdzić, cokombinujesz z ranczem.Kawa jeszcze się nie zaparzyła, ale Logan przyniósłtermos do stołu i napełnił kubki.- Co jest grane, stary? - spytał cicho Dylan.- GdybyBriana tutaj była, ten raban już dawno wywabiłby ją zukrycia.- Jest u mnie.Razem z dziećmi i psem.- Dlaczego?Logan przeczesał palcami włosy.Usiadł.Dylanprzyłączył się do niego przy stole.I Logan opowiedział muwszystko o intruzie.Dylan pilnie słuchał.- Myślałeś, że to ja.- Tak - przyznał jego brat z uśmiechem.-1 szczerzemówiąc, trochę się rozczarowałem.Naprawdę chciałemzłapać tego łobuza za uszy i walić jego głową o podłogę.Dylan łyknął w zamyśleniu kawy i skrzywił się na jejsmak.Logan zdążył zapomnieć, że młodszy brat uważał sięza urodzonego baristę, zresztą w ogóle w swoimmniemaniu na wszystkim znał się najlepiej. - Tandeta - mruknął.Logan odchylił się w krześle.- Twoja lokatorka nie jest zbyt bogata.Spodziewasz sięnajlepszych kolumbijskich ziaren dostarczonych osobiścieprzez Juana Valdeza?- Człowieku, tobie chyba naprawdę odbiło.Sypiasz zBrianą?- A cóż to, kurna, za pytanie?- Sensowne.Jesteś okropnie drażliwy na jej punkcie.ico znaczy ta przezroczysta koszulka na sznurku?Logan odruchowo zacisnął szczękę.- Mówiłem ci, co się stało.Pomyślałem, że to możeprzyciągnąć tego zboka.- Na mnie z pewnością podziałało - droczył się z nimDylan.- Nie mam nic do dodania.- Bardzo śmieszne.- Och, boki zrywam.- Nieprawda.Jesteś wciąż tym samym upierdliwymsukinsynem, który wszystko ma za złe. - Będziemy to tak ciągnąć? - Logan pochylił się doprzodu i skrzyżował ramiona.Bicepsy drgały mu, gotowedo akcji.- Bo zawsze jeszcze mogę ci przypierdolić.- Widzę, widzę.- Dlaczego nie poszedłeś do mnie?- O czym ty mówisz? Logan rozłożył ręce.- Kiedy dowiedziałeś się, że nie dostaniesz w mieściepokoju, czemu nie poszedłeś do mnie?- Nie byłem pewien przyjęcia - odparł Dylan, ziskierkami wesołości w oczach, chociaż miał na końcujęzyka  odpieprz się".Potarł sobie tył głowy i skrzywił sięz bólu.- Głupio mi teraz.Nie miałem pojęcia, czy wgruncie rzeczy mam rację.- Słuchaj, przykro mi, że na ciebie skoczyłem.Myślałem, że jesteś jakimś zbokiem.Dylan zachichotał; wypił jeszcze trochę kawy.- To dla mnie nic nowego.- Nigdy nie mówiłem, że jesteś zbokiem.- Owszem, powiedziałeś to raz.Miałeś siedemnaście lat ite wszystkie polaroidowe zdjęcia swojej dziewczyny nagolasa.jak jej było? Cindy? Suzanne? Powiesiłem je w Internecie i ścigałeś mnie za to aż poza granice okręgu,wrzeszcząc, że jestem chorym skurwysynem.Czylizbokiem.- Wciąż nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś.- To uwierz.Ukradłeś mi tę dziewczynę.Męska dumadomagała się odwetu.- Jej ojciec by cię zabił, gdyby Jake w to nie wkroczył.Logan za pózno zorientował się, że wzmianka o ojcubyła błędem.Mimo wszystko Jake to wciąż czuły punktmiędzy trzema braćmi, a jego śmierć doprowadziła do ichburzliwego rozstania i wyjazdu w trzy różne strony.Na twarzy Dylana odmalował się smutek.Przez chwilęwyglądał na więcej niż swoje trzydzieści dwa lata.Ajednak jego słowa zaskoczyły Logana:-Jak myślisz, co doprowadziło go do takiego strasznegowariactwa?Nie odpowiedział od razu.Po tym gruncie musiałporuszać się ostrożnie, zresztą chyba sam nie znał prawdy.- Myślisz, że był psychiczny? - odparował [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl