[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Maurice nie zdradził mi, kto to taki.Zbyt wiele frajdy sprawiałomu torturowanie mnie, by miał odpowiadać na moje pytania. Wzruszył ramionami.Na szczęście jestem mało wytrzymaly na ból i szybko zemdlałem.- Och, Harry.Chciałabym wiedzieć, co o tym myśleć. Przez króciutką chwilę wjejsurowym spojrzeniu dostrzegł współczucie. 0, nie; Nie dam się nabrać na tę.minęniewiniątka.Zbyt wiele godzin spędziłam, zamartwiając się o ciebie.Wystarczy.Jak udałoci się uciec? Przekupiłem kogo trzeba.Pytająco uniosła brwi. Słowo honoru. Nie boisz się gromów z jasnego nieba, kiedy tak łżesz?Uśmiechnął się szeroko. Naprawdę.Ludzie pokroju Maurice a nie mają fanatycznie oddanych pomocników.Wystarczyło obiecać jednemu zjego ludzi dwadzieścia funtów, bym znalazł się naprzedmieściach Kairu.Nie musiała wiedzieć, że przemierzał całe kilometry, ledwo trzymając się na nogach.Niemusiała wiedzieć, jak długo Maurice jedynie wykonywał rozkazy, by uprzykrzyć mu życie,nim oddalił się na obiad. Dwadzieścia funtów? I ten człowiek ci uwierzył? spytała z niedowierzaniem. Dizzy, bez względu na to, co o mnie myślisz, cieszę się opinią osoby, która dotrzymujesłowa.Podeszła dó biurka i w zamyśleniu zaczęła obracać w palcach ceramiczne skorupy.Harry śledził każdy jej ruch, notował każdy subtelny odcień kolorów pustyni składający sięna jej postać: ciemnoszary szlafrok, złociste pasemka we włosach, oczy koloru tom, śniadą,gładką cerę.Przywodziła mu na myśl wycyzelowany w bursztynie posążek jakiejś bogini zestarożytnego grobowca.Z jednym zastrzeżeniem: posążek mógł przetrwać więcejprzeciwności losu.Była drobna.Często zapominał jak bardzo.Ale widząc ją teraz za wielkim biurkiem, z całąwyrazistością dostrzegał jej kruchość.Maurice mógłby ją skrzywdzić, nawet specjalnie sięnie wysilając. Dizzy, chcę, żebyś była ostrożna.Przestała się bawić naczyniem. Słucham? Chcę, żebyś bardzo na siebie uważała.Nie chodz nigdzie sama.Trzymaj się blisko ludzi. Trzymaj się mnie.Machinalnie otworzył dłoń i po chwili ją zacisnął. O czym ty mówisz, Harry? Maurice wie, że. Nie wiedział, jak jej to wytłumaczyć.Nie uwierzyłaby, gdybypowiedział prawdę: że grozi jej niebezpieczeństwo, ponieważ on, Harry, ją kocha.Pogniewałaby się i poczuła dotknięta.Myślałaby, że sobie z niej żartuje. Maurice możetu przyjść po mnie.Podeszła do niego i poklepała go po dłoni. Nic mi nie będzie, Harry. Powiedziała to takim tonem, jakby uspokajałarozhisteryzowaną ciotkę starą pannę. Sam zawsze powtarzasz, że żadnemuEgipcjaninowi przy zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy skrzywdzić Angielkę. Nikt nigdy nie twierdził, że Maurice jest przy zdrowych zmysłach.Poza tym nie jestEgipcjaninem. Nie martw się o mnie. Powiedziała to najwyrazniej dla świętego spokoju.Nie należydenerwować chorych.Nie miała zamiaru brać sobie jego przestrogi do serca. Dobrze. Skinął głową, w najmniejszym stopniu nieuspokojony, i opadł na posłanie,rozmyślając gorączkowo nad sposobami zapewnienia Dizzy bezpieczeństwa.Musiał działaćszybko, zanim Maurice zniknie w mrokach przestępczego półświatka. Harry. Nie dowiedział się, co Dizzy zamierzała powiedzieć, bo przerwało jejdyskretne pukanie do drzwi. Proszę powiedziała.Weszła Magi, a tuż za nią Blake.Na widok Desdemony rozpromienił się.Harry z bólemserca stwierdził, że oddała mu powitalny uśmiech. Lordzie Rayenscroft, jak ładnie z pana strony, że pan przyszedł. Desdemono. Blake przeszedł przez pokój i ujął jej dłonie. Wygiąda pani takślicznie i świeżo, jakby dopiero co obudziła się pani z jakiegoś zachwycającego snu, a niespędziła wiele godzin, opatrując rany mojego niepoprawnego kuzyna.Ufam, że pacjentnie. Spojrzał na Harry ego. Kto mu zdjął spodnie? 0, Blake. Harry usiadł, pozwalając, by bawełniane prześcieradło zsunęło mu się znagiego torsu na biodra.Ziewnął i przeciągnął się leniwie z uśmiechem przyklejonym dotwarzy, chociaż potłuczony bok mocno protestował. Właśnie się dowiedziałem od Diz,że jestem ci winien podziękowanie.Dzięki. Idz przynieś mu koszulę warknął Blake do Magi.Spiorunowała go wzrokiem, słyszącten władczy ton, ale wyszła. Niezbyt zważasz na wrażliwość panny Desdemony, co,Harry?Dizzy spojrzała na I-larry ego.Dostrzegł wyrzut w jej ciemnych oczach.Przeklęty Blake,zdobył punkt. Nic się nie stało powiedziała, unosząc wyżej głowę. Ostatecznie to tylko Harry.Bolały go wszystkie mięśnie twarzy, kiedy starał się zachować swój nonszalancki uśmiech.Blake rzucił mu spojrzenie pełne triumfu. Ach! Tylko Harry.No cóż, w takim razie. Rozbawionym wzrokiem powiódłbezczelnie po sarkofagu i nagle Harry poczuł się głupio. Zdumiewające, ale wcale tak zle nie wyglądasz.Przypuszczam, że dziś będziesz mógłwrócić 40 siebie. Obawiam się, że.Nie. Pojawiła się Magi, niosąc jedną z czystych, białych koszul sir Roberta. Wciążistnieje poważne niebezpieczeństwo zakażenia oświadczyła kategorycznie. Magi ma rację poparła ją Dizzy. Harry powinien zostać tutaj.Nie ma nikogo, ktomógłby się nim zaopiekować. Z pewnością ma służącego albo jakiegoś chłopaka na posługi?Dizzy pokręciła głową. Nie.Nikogo.Polega wyłącznie na sobie.Jego sekretarze mieszkają osobno.Nawetgospodyni przychodzi tylko trzy razy w tygodniu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]