[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Książę najwyżej sformułowałby swoje życzenie bardziejdobitnie lub nawet dostarczył list osobiście.Jednak zaproszenia odksiężnej nie sposób było zlekceważyć, nie narażając drogiej matki narozczarowanie. Val i Westhaven sprzeczali się z powodu siostry, która mimo iżskończyła dwadzieścia siedem lat, przysporzyła jak dotąd najmniejszychrozczarowań ich książęcym mościom.Sophie różniła się od resztyrodzeństwa.Nie karcono jej regularnie, gdyż po prostu nie było ku temupowodów.Ale St.Just wiedział, że Sophie jest dla rodziców zagadką, atego rodzaju odczucie może być niekiedy bardziej bolesne niż zwykłerozczarowanie.St.Just starał się zachować obojętny wyraz twarzy, tak jak to czyniłprzy podpitych generałach, którzy wykłócali się o swoje idiotyczne plany,nie dostrzegając najprostszego i najbardziej oczywistego rozwiązania.- Valentine, nalegasz, aby przyspieszyć podróż, częściowo dlatego, żemartwisz się domowymi sprawami.- St.Just podał najmłodszemu bratuparujący kubek, spojrzeniem nakazując mu milczenie.- Z kolei ty,Westhaven, obawiasz się, że Sophie poczuje się urażona, jeśli zabierzemyją z miasta, zwłaszcza że wiemy, iż doskonale sobie poradzi w każdejsytuacji, a już na pewno zadba o pozory.Podał kubek Westhavenowi, a ponieważ ten był człowiekiem o innejpozycji i wrażliwości, poprosił go spojrzeniem, by spokojnie wysłuchałjego argumentów.Jednak Val nie miał zwyczaju słuchać czyichś poleceń.- Zwieżo poślubiona żona to nie jest jakaś tam sprawa.Ona jest terazmoją rodziną.Ich książęce mości od trzydziestu lat spędzają z namiświęta, a to są moje pierwsze.Westhaven westchnął, wypił łyczek ponczu i obrzucił spojrzeniemVala.- Z biegiem lat wcale nie jest łatwiej.Zawsze będziesz się martwił,zwłaszcza gdy na świat przyjdą dzieci.Val przekrzywił głowę, jakby przypomniał sobie, że brat jest równieżjego przyjacielem.- Co do tej kwestii.- Val uśmiechnął się do kubka z pon-czem.Młodszy brat potrafił rozmiękczać serca uśmiechem, jeśli się postarał, aleten wyraz twarzy.St.Just uniósł kubek. - W takim razie gratulacje! Jak się czuje Ellen?- Wygląda kwitnąco i czuje się doskonale, ale ja jestem strzępemczłowieka.Zdaje się, że kiedy wyjeżdżałem do Peterborougha, żegnałamnie z pewną ulgą.Westhaven wpatrywał się posępnie w poncz.- Anna już się nie bawi w takie subtelności.Każe mi wsiadać na koniai nie wracać, dopóki nie zmęczę jego i siebie.Ale wita mnie potem zradością.Nieukrywaną.Dla Westhavena takie wyznanie było niczym odśpiewanie sprośnejpiosenki w tłumie ludzi.St Just oparł kubek na brzuchu.- Emmie twierdzi, że mam naturę starego żołnierza i robię sięniespokojny, gdy zbyt długo przebywam w jednej kwaterze.Winnienatomiast mówi, że muszę wyruszyć na patrol.Ale powroty są zawszeprzyjemne.Masz rację.Val w zamyśleniu wypił kolejny łyk ponczu, a potem przeszył St.Justa spojrzeniem.- Nic nie wiem na temat powrotów, ale mam zamiar wkrótce się tegodowiedzieć.Dev, tylko ty jeden z nas wiesz, jak zapanować nadmaszerującą armią.Zresztą ja nie jestem w nastroju do podejmowaniadecyzji.Najchętniej wróciłbym do Oksfordu, i to zaraz.- Odradzam - odparł Westhaven, nadal z posępną miną.-%7łonaprzyjmie cię z radością, i w domu, i w łóżku, ale da ci odczuć że niewypełniłeś polecenia.Wiesz, że nasze zony darzą sympatią jej książęcąmość, a zapewniam cię, że mają sposoby,by wyrazić swoje.- Rozczarowanie - dokończyli zgodnie pozostali dwaj bracia.Przezchwilę wszyscy trzej w zamyśleniu sączyli trunek,a potem St.Just podszedł do drzwi, poprosił o następną kolejkęponczu i wrócił do ciepłego kominka.- No dobrze.Wydaje mi się, że chmury przesuwają się na południe izachód, ale podróżni, którzy udają się na północ i wschód, przestrzegają,że z burzami śnieżnymi nie ma żartów.Oto moja propozycja. Lord Val i lord Westhaven wysłuchali uważnie brata i zgodzili się zjego zdaniem.Grog przyjemnie rozgrzewał, rada St Justa wydawała siędobra, a Sophie była przecież najrozsądniejszą ze wszystkich sióstr.3To nie była zwykła stajnia, tylko prawdziwa menażeriaSophie poszła przedstawić Kitowi Goliata, a Vim przeczesałwzrokiem wnętrze pomieszczenia.Wyglądało na to, że z nieznanych mupowodów panna Sophie cieszyła się w tym domostwie nadzwyczajnymiwzględami.Wygospodarowała w stajni miejsce dla niedużej łaciatejmlecznej krowy bez jednego rogu, drugiego koma pociągowego, którywydawał sie ślepy na jedno oko, i dla małego kota, który w ogóle nie miałoka, części ucha i przedniej łapy.Vim był święcie przekonany, że gdybyobszedł resztę książęcej stajni, to natrafiłby pewnie na kolejne przybłędy iznaleziska, które przygarnęła pod ten dach [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl