[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Rozumiem – powiedział Donal.– Dziękuję.Kurier ociągał się.139–Jakaś wiadomość lub rozkazy, komandorze?–Nie, dziękuję.Dobrego dnia – powiedział Donal.–Dobrego dnia, sir – odpowiedział kurier i wyszedł, odprowadzany przez Lee.Kiedy ordynans wrócił, zastał Donala w towarzystwie jego wuja, lana Gra-eme’a, kompletnie ubranego i wyekwipowanego.Donal przypinał właśnie pas z bronią.W sztucznym świetle, które rozproszyło ciemności panujące w pokoju, przy śniadym potężnym wuju, tym bardziej widać było po Donalu wyniszczający wpływ ostatnich miesięcy.Nie tyle wychudł, co stał się żylasty – twarde mięśnie obciągała napięta skóra.A oczy mu się zapadły i pociemniały ze zmęczenia.Patrząc na niego, można było przypuszczać, że jest to człowiek na skraju załamania psychicznego lub fanatyk, który już dawno przekroczył granice zwykłej ludzkiej wytrzymałości.Było w nim coś z fanatyka, jakby półprzezroczystość kruchego naczynia jego ciała, przez które przeświecał niszczycielski płomień woli.Z tym że Donal nie tyle był przezroczysty, co jarzył się jak czysta sztaba hartowanej stali rozgrzana do białości płomieniem wszystko trawiącej, niewyczerpanej woli.–Weź broń, Lee – powiedział wskazując na pas.– Mamy dwie godziny, zanim słońce wzejdzie i wybuchnie bomba.Potem uznają mnie za przestępcę na wszystkich światach oprócz Dorsaj… i was dwóch także.– Nie przyszło mu do głowy, by zapytać ich, czy chcą rzucić się w piekło, które miało się wokół niego rozpętać.Tamtym również nie przyszło do głowy dziwić się, że nie zapytał o to.– lanie, wysłałeś wiadomość do Lludrowa?–Tak – odparł łan.– Jest w przestrzeni ze wszystkimi jednostkami i zatrzyma je tam nawet przez tydzień, jeśli będzie trzeba – bez łączności.–Dobrze.Chodźmy.Kiedy wyszli z budynku na platformę czekającą na nich na zewnątrz i później, kiedy w ciemnościach przed świtem sunęli bezszelestnie w stronę lądowiska znajdującego się niedaleko rezydencji, Donal milczał zastanawiając się, czego można dokonać w ciągu siedmiu dni czasu absolutnego.Ósmego dnia Lludrow miał wznowić łączność, a rozkazy, jakie wtedy mu prześle Donal, będą różniły się zdecydowanie od tych, które wcześniej otrzymał od niego zapieczętowane i które właśnie teraz otwierał.Siedem dni…Dotarli do lądowiska.Statek kurierski N4J typu powietrzno-kosmicznego czekał na nich gotowy do startu, z zapalonymi światłami postojowymi.Luk w przedniej części wielkiego ciemnego cylindra otworzył się, kiedy się zbliżyli, i pojawił się w nim starszy kapitan z bliznami na twarzy.–Sir – powiedział salutując Donalowi i usuwając się na bok, żeby ich przepuścić.Weszli do środka i luk zamknął się za nimi.140–Coby, kapitanie – powiedział Donal.–Tak jest, sir.– Kapitan podszedł do mikrofonu w ścianie.– Sterownia.Coby – polecił.Odwrócił się.– Czy mogę zaprowadzić pana do sali klubowej, komandorze?–Na razie tak – odparł Donal.– I każ przynieść nam kawy.Poszli do sali klubowej statku kurierskiego, urządzonej jak salon na prywatnym jachcie.Zaraz pojawiła się kawa na małym samobieżnym wózku, który sam wjechał przez drzwi i zatrzymał się przed nimi.–Usiądź z nami, Cor – zaprosił go Donal.– łan, to kapitan Coruna el Man; Cor, to mój wuj, łan Graeme.–Dorsaj! – powiedział łan wyciągając rękę.–Dorsaj! – odpowiedział el Man.Uśmiechnęli się lekko do siebie – dwaj groźni zawodowi wojownicy.–Dobrze – powiedział Donal.– Zostaliście już sobie przedstawieni… a teraz, ile czasu zabierze nam podróż na Coby?–Pierwszy skok możemy wykonać, kiedy tylko opuścimy atmosferę – odparł el Man swoim ochrypłym, zgrzytliwym głosem.– Dokonaliśmy obliczeń z uwzględnieniem rezerwy czasowej.Po pierwszym skoku minimum cztery godziny zajmie obliczenie następnego.Będziemy wtedy w odległości roku świetlnego od Coby i każde przejście fazowe będzie stopniowo wymagało coraz krótszych obliczeń, aż znajdziemy się w punkcie zero.Mimo wszystko… oznacza to pięć okresów obliczeniowych, średnio po dwie godziny każdy.Dziesięć godzin plus początkowe cztery daje czternaście godzin, bezpośredni lot i lądowanie na Coby kolejne trzy do czterech godzin.Razem jakieś osiemnaście godzin… minimum.–W porządku – powiedział Donal.– Potrzebuję dziesięciu twoich ludzi na mały wypad.I dobrego oficera.–Mnie – podsunął el Man
[ Pobierz całość w formacie PDF ]