[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sokrates uważał, że najlepszymwyjściem jest czekanie, Pluton chciał iść na Rycerską czy też na spotkanie grupy Pioruna.AleSokrates nie zdecydował się mu towarzyszyć.Tracić siły na beznadziejne plątanie się pogruzach w ciemności? Można skręcić kark albo złamać nogę.Pluton musiał się zgodzić z jegoargumentami, że trzeba poszukiwania odłożyć do świtu.Albo do powrotu innych…Sokrates chciał sobie ukroić kawał razowca i wtedy spostrzegł brak sztyletu.Zdobycznapałka też zniknęła.Doszli do wniosku, że zniecierpliwiony czekaniem Wojtek wybrał sięsamotnie na poszukiwanie.Tylko po co się tak uzbroił? Czyżby trafił na ślad Skierki?Doczekali się wreszcie przyjścia grupy Pioruna.Okazało się, że wróciliby znaczniewcześniej, ale zatrzymał ich patrol milicyjny.Musieli się tłumaczyć i podać wszystkie szcze-góły w sprawie Skierki i swoich poszukiwań.Podobno milicja gęsto obstawiła całą Starówkę,aby wyłapać bandytów.Zagadkowe zniknięcie Wojtka bardzo zaniepokoiło Pioruna.Trzeba otym zameldować milicji, bo to z pewnością ma związek z Niwińskim.I coś za długo niewidać kaprala Nowackiego z panem Adamem i chłopcami.Wreszcie postanowili, że Piorun zPlutonem pójdą o tych wydarzeniach poinformować najbliższy patrol milicyjny.Niedaleko Hadesu spotkali wracających z Rycerskiej.Po krótkich wyjaśnieniach Piorunpowiedział z westchnieniem ulgi:— Co za szczęście, że Wojtek jest pod opieką milicji.Porządnie się o niego bałem…Rozgośćcie się państwo w Hadesie, a ja z Plutonem poszukamy milicji.— Idę z wami — powiedział kapral Nowacki — nie wytrzymam pod dachem, gdy tammojemu chłopcu krzywda się dzieje… Sam też się z pewnością przydam w akcji.Z wielkąprzyjemnością zapoluję na tych łotrów, którzy porywają i okradają dzieci…U wylotu Piwnej spotkali sierżanta milicji w towarzystwie dwóch posterunkowych.Sierżant powitał kaprala Nowackiego jak starego znajomego.Wysłuchał dodatkowych wyja-śnień Pioruna i powiedział:— Wszystko się zgadza.Lada moment przyjadą nasi z tymi zatrzymanymi chłopcami.Podejdziemy do placu Zamkowego.A potem złożymy wizytę porywaczom dzieci.— Czy możemy iść z wami? — zapytał Nowacki.— Oczywiście.Nocą im gęstsza obstawa, tym pewniejsze, że ptaszki nie uciekną.Na placu Zamkowym zabłysły przygaszone światła samochodu.Warkot motoru ustał,lampy zgasły.Zamajaczyły sylwetki ludzkie.Wśród grupy uzbrojonych milicjantów zobaczyli Wojtka i jeszcze drugiego cywila,który krył się za plecy rosłego milicjanta.Podeszli bliżej.— Rysiek?! — ze zdumieniem zapytał Pluton, a Piorun odpowiedział zagadkowo:— Wiedziałem, że tak będzie.Sierżant zasalutował i złożył raport niskiemu, w skórzanej kurtce, bez żadnych dystyn-kcji dowódcy.Zaraz ruszyli.Piorun miał ochotę opowiedzieć Wojtkowi o wydarzeniach naRycerskiej, ale dowódca nakazał ciszę.Szli dwójkami.Pierwszy dowódca z Ryśkiem, za nimidwóch milicjantów, potem Wojtek z sierżantem, kapral Nowacki z milicjantem, znowu mili-cjanci i na końcu Piorun z Plutonem.Wojtka dowódca chciał odesłać do domu, ale ten zaczął go gorąco przekonywać, żemoże się przydać w akcji, i dowódca pozwolił mu zostać.Wąwóz wśród ruin na Podwalu wyglądał niesamowicie w blasku księżyca.„Jak tło do kryminalnego filmu” — pomyślał Piorun.Dowódca z trzema milicjantamiwsunęli się do piwnicy, reszta pozostała na stanowiskach wyznaczonych przez sierżanta.Nastąpiło kilka czy kilkanaście minut denerwującego czekania.Wojtkowi wydało się, że towloką się beznadziejnie długie godziny.Patrzył na Ryśka, który stał obok kaprala Nowackie-go i gryzł ze zdenerwowania palce.Cisza.Ani wystrzałów, ani jednego krzyku czy odgłosu szamotania się.Gdzieś miau-knął kot, zagruchał wystraszony, przebudzony tym hałasem gołąb.„Ta cisza jest bardziej przerażająca niż huk wystrzałów — myślał Wojtek.— Co siętam dziać może? Jak grób.”Zląkł się tego słowa.Nagły zgrzyt gruzu pod butami wstrząsnął nim jak wystrzał obokucha.W piwnicznym okienku ukazała się głowa dowódcy.Za nim wysunęli się milicjanci.— Ptaszki wyfrunęły — powiedział dowódca — zabarykadowali w lochu tych dwojedzieci.Wy, kapralu, razem z cywilami zajmijcie się oswobodzeniem dzieci.Zapowiedziałemim, że za parę minut będą wolne.Banda jakieś dziesięć minut temu opuściła melinę.Mamnadzieję, że nie uda im się przecisnąć przez sieci naszej obławy.Wojtek podszedł do sierżanta
[ Pobierz całość w formacie PDF ]