[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Stał na brzegu cypla wrzynającego się w Loch Ness, chociażwokoło szalała potężna burza.Wreszcie wrócił.Był tego wieczoru ubrany na czarno, zresztą zawszetak się nosił, na twarzy miał dziwne niebieskie znamiona czy tatuaże.Nikt nie odezwał się anisłowem, ale pamiętam ten chłód i mój lęk, kiedy na niego patrzyłem.Jeszcze jedno pamiętam jak dziś: nienawidził brudu.Nie znosił, by ktokolwiek w jego otoczeniumiał na sobie odzież powalaną krwią.Kiedy wojowie wracali z udanego polowania, musieli umyćsię i przebrać, zanim mogli mu się pokazać.A zwierzęce mięso budziło w nim wstręt.Raz matkazapomniała się i podsunęła mu talerz z pieczenia.Och, jaką odrazą zalśniły te lodowate oczy!Wyrwał jej talerz i cisnął na polepę, między psy.Spojrzał na matkę i powiedział, że jeszcze tegopożałuje.Dziwne.wcześniej, pamiętam, mężczyzni, dzieci i kobiety z naszej osady przekomarzali się,śmiali, kłócili.Dzielili się wszystkim po równo i pracowali ramię przy ramieniu.Nie wiem zresztą.byłem jeszcze dzieckiem.Może wyobraziłem sobie, że to z jego nadejściem wszystko się zmieniło.Ale pamiętam matkę, jak nocami podkradała się do mojego posłania i szeptem obiecywała, żepewnego dnia mój starszy brat obejmie rządy na Kinloch i będę mu wiernie służył, a on mniewynagrodzi i uszanuje we mnie krewniaka.Musiała wiedzieć, że jej mąż chce się pozbyć nas obu!Laren pochyliła się do przodu.Na jej rudych włosach osiadły krople zgęstniałej mgły, lśniąc wblasku ognia jak migotliwe klejnoty.- Pamiętam, jak opowiadałeś nam o śmierci matki.Przypominasz sobie? Czy to Varrick ją zabił?- Nie wiem.Umarła tuż przed moim porwaniem.Kiedy doszedłem trochę do siebie, zacząłemzadawać sobie pytanie: czemu porwano mnie, a nie mojego brata? To on był przecież pierworodnym,dziedzicem majątku, przyszłym władyką na Kinloch.Tymczasem to mnie ogłuszono i zostawiono napewną śmierć.Tylko czysty przypadek sprawił, że zostałem znaleziony i otoczony opieką, dziękiktórej wróciłem do zdrowia.A potem sprzedano mnie na targu niewolników.- Przerwał i sięzamyślił.- Spójrzcie na wody Loch Ness! Patrzcie, jakie są mroczne i mętne.To dlatego, że dno jesttorfiaste i porośnięte wodorostami.Nawet w bezmglisty dzień, kiedy jasno świeci słońce, wzrok niejest w stanie przeniknąć otchłani.Dlatego mówi się, że jezioro jest bezdenne, że ktokolwiek do niegowpadnie, nigdy już nie wypłynie.Legenda głosi, że brzegi jeziora są usiane podwodnymi pieczarami,a ciała topielców, wciągnięte przez wiry do tych jam, służą za karmę potworowi, który jezamieszkuje.- Wszystko to pamiętasz? - Merrik pokręcił głową i nadział na nóż jeszcze jeden kawałekpieczeni.- Aach, Laren.cóż za uczta!Cleve uśmiechnął się półgębkiem.- Masz rację.To nie moje wspomnienia.Przysłuchiwałem się przekupniom na targu w Inverness.Opowiadali o rybaku, który właśnie niedawno wpadł do jeziora i zniknął.Nikt nie przejmował sięzbytnio poszukiwaniami, bo wszystkim wiadomo, że dla nieszczęśnika nie było ratunku, jako i nie manadziei na odnalezienie ciała i godny pochówek.Nikt nie odważa się wybrać na jezioro po zachodziesłońca.- Człek, którego nam opisałeś, przypomina Władcę Nocy, pana wszelakiego zła, o którymbełkotał ten staruszek w łazni - zauważyła Laren.- Mówisz, że ubierał się na czarno i przechadzał pobrzegu podczas burzy, że malował sobie na twarzy znaki niebieską farbą.Czy przypominasz sobie teznaki?- Koła i kwadraty.Pamiętaj, Laren, że miałem nie więcej niż pięć czy sześć lat.Może mniej.- Minęło dwadzieścia lat - szepnęła Chessa.- To długi czas, ale wygląda na to, że twój ojczymwciąż żyje i rządzi, do tego całkiem energicznie.Nie mogę się doczekać spotkania.Podoba mi sięwizja wcielonego zła przyodzianego w czerń, przechadzającego się brzegiem zaklętego jeziora.Ażkręci mi się w głowie, kiedy o tym myślę!Cleve przyłożył dłoń do czoła w geście rozpaczy.- Och, nie! Chesso, błagam, nie siej więcej zamieszania! Uspokój się i zacznij myśleć o czymś.kojącym.- Jutro odkryjemy prawdę.- Merrik spojrzał na żonę, która siedziała obok, opierając się o jegoramię, marzącymi oczami skalda wpatrzona w płomienie.- Kochanie, widzę, że zaczęłaś już układaćnową sagę?- Tak, panie.brak mi jeszcze tylko zakończenia.Muszę więcej się dowiedzieć o tym potworze.- Istnieje z całą pewnością - odezwał się Cleve tak poważnie, że wszyscy popatrzyli na niego zuwagą.Czuł, jak po kręgu słuchaczy przelatuje iskra napięcia, która zapala strach w ich duszach.Jego serce zatrzepotało lękiem.- Mówi się, że potwór z Loch Ness żyje w jeziorze już od tysięcy lat.Nikt nie wie, czy jest stworzeniem dobrym, czy złym.Ludzie, którzy go widzieli, powiadają, żepojawia się nie tylko w blasku księżycowych nocy, lecz również w pełnym słońcu i o każdej innejporze dnia.%7łe podczas sztormów przypływa tylko na czyjeś wołanie.Pewnie dlatego rozeszła się tapogłoska, że mój ojczym to diabeł.Uważają, że to on przywołuje potwora.- W twoich słowach kryje się zalążek doskonałej gawędy - orzekła Laren i ziewnęła.- Paniemój.- Podała dłoń Merrikowi, a ten przyciągnął żonę do siebie i objął.Tej nocy nie mieli wyboru.Kiri musiała spać ze swoimi tatusiami.Cleve pragnął Chessy takbardzo, że ledwie był w stanie zdusić w gardle jęk żądzy.Młoda połowica spojrzała na niego bystro,ujrzała tęsknotę w umęczonych oczach i korzystając z chwili, gdy Kiri odwróciła się plecami,pocałowała go namiętnie.W tejże chwili mała przekręciła się do niej twarzą.Na dziecinnym obliczumalowała się wyraznie zazdrość.Chessa odezwała się łagodząco:- Jako księżniczka mogę całować, kogo zechcę, nawet ciebie, maleńka! - Porwała dziewczynkę wramiona, podrzuciła do góry, a potem wycisnęła głośnego całusa na małych usteczkach.- Chessa świetnie sobie radzi z Kiri - szepnęła do Cleve a Laren.- Zawsze wiedziałam, żekiedyś nadejdzie dla ciebie czas ożenku, ale zdawałem sobie sprawę, że Kiri wcale się to niespodoba.Dokonałeś świetnego wyboru.- Ha! To nie był mój wybór.To ona mnie sobie wybrała, mimo ohydnej blizny i oczu nie od pary.Laren szarpnęła rękaw wełnianej opończy przyjaciela.- Przestań wreszcie! Owszem, masz wygląd groznego diabła.Wszystkie białogłowy drżą na myśl o tym, co by je czekało w twoich objęciach.A co do oczu nieod pary, hm.Gdyby nie Merrik, który stoi mi tuż za plecami, rzuciłabym ci się w ramiona z zapałemrównym temu, jaki widzę w oczach Chessy, kiedy na ciebie patrzy!- Aha, najpierw ty rzuciłabyś się na mnie, a potem Merrik.i ubilibyście mnie na miejscu.Laren,czy naprawdę uważasz, że jestem groznym człowiekiem?- Oczywiście! - odparła.Merrik niecierpliwie pociągnął ją za rękę, zdążyła więc jeszcze dodaćprzez ramię: - Nawiasem mówiąc, nietrudno ci będzie dowieść swych praw właśnie dzięki twoimoczom
[ Pobierz całość w formacie PDF ]