[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. O, nie zaprzeczyłam zdecydowanie. Ten jest zupełnie zdrowy. Skąd wiesz, że naprawdę jest bezdomny? Mieszka w namiocie, przeszukuje śmietniki i żebrze.Nie mam wątpliwości, że jest bezdomny. A co z uzależnieniami? indagował Thomas. Musisz wiedzieć, że mamy już dwóch narkomanów jeden bierze heroinę, a drugi crack.Jest też jedna alkoholiczka. Czasem popija odparłam lekceważąco ale to nic poważnego. Hmm mruknął Thomas. Moglibyśmy podziałać na dwa sposoby.Najłatwiej byłoby wprowadzić go jakoelement twojego codziennego życia i zobaczyć, czy ludzie go kupią.Jeśli tak, zastanowilibyśmy się nad uruchomieniemdla niego osobnej strony. Nie jestem pewna, czy widzę bezdomnego jako element codziennego życia Charlotte odezwała się Irene. Ależ on już nim jest zaoponowałam, podejrzewając, że zostałam zle zrozumiana. Oczywiście niezbytwielkim, ale jest. Obawiam się, że Irene ma rację odparł Thomas. Byłoby to lekkie naciągnięcie formy.Skrzyżowałam ramiona, oszołomiona odkryciem, do którego mój umysł przygotowywał się od chwili, gdytrafiłam do tej świątyni lanego betonu: jako podmiot" byłam jednocześnie w centrum uwagi i absolutnie nieważna.Zarazpotem ogarnęło mnie dziwnie znajome uczucie.Wciąż byłam modelką.Tym razem modelowałam moje życie. Prosił, żebym ci to dała zwróciłam się do Thomasa, wyciągając z torebki ręcznie robioną wizytówkę Pluta.Thomas zmarszczył brwi. Gość ma konto e-mailowe? Kiedy go na to stać, korzysta z komputerów w Kinko's.Próbuje jakoś poprawić swoje życie. Mój Boże, to mi się podoba powiedział czule Thomas. To takie wzruszające.Biedaczysko.Jestwzględnie czysty? Nieskazitelnie. Wyślę mu wiadomość postanowił. Zobaczymy, co z tego wyniknie.Zebrałyśmy z Irene nasze rzeczy i Thomas odprowadził nas do windy.Czekając na kabinę wśród betonowychścian (w kolorze akwamaryny, jak podwodne skały), nie odzywaliśmy się ani słowem.Irene niespokojnie przebierałapalcami po wytartym pasku torebki, wpatrując się w zamknięte drzwi windy. Posłuchaj mnie rzekł w końcu Thomas. Wiem, że masz wątpliwości.Ja sam zastanawiam się czasemnad sensem tego projektu.Czy naprawdę zdołam zmienić coś na lepsze w życiu wielu ludzi, czy tylko się oszukuje? Kilkatygodni temu zgłosiłem się do pewnego kardiochirurga, żeby zaproponować mu dołączenie do grupy Niezwykłych.Zacy-tuje wam jego odpowiedz: Zamienia pan ludzi w pasaże handlowe".Tamtej nocy prawie nie spałem, zastanawiając sięnad tymi słowami.I wiecie, do czego doszedłem? Skoro w te stronę zmierza świat, to ja chcę w tym uczestniczyć, choćbypo to, by dopilnować, żeby wszystko odbyło się w odpowiedzialny sposób.Wymyśliłem ten produkt, to prawda, ale niejestem kimś wyjątkowym po prostu idę z duchem czasu.Jeżeli ja tego nie zrobię, uczyni to ktoś inny.Może wartowięc znalezć pozytywne strony tego przedsięwzięcia? Może im bardziej będziemy interesować się sobą nawzajem, tymRLTmniej będziemy mieli powodów, żeby toczyć wojny? Będziemy po tej samej stronie.Następnego ranka, po tej nie prze-przespanej nocy, przyszedłem do biura.I wiecie co? Czekała na mnie wiadomość od tego lekarza.Zdecydował się.Winda dotarła wreszcie na nasze piętro i zrobiłam pół kroku w jej stronę, lecz Irene wciąż stała nieruchomo, słu-chając Thomasa.Drzwi zasunęły się bezszelestnie. Widzisz, taka jest przyszłość ciągnął lekko przepraszającym tonem. Ona i tak nadejdzie; z tobą czy bezciebie.Ale jeśli chcesz pójść w jej stronę, jeżeli oddasz się jej, będziesz jej panią.Znajdziesz się w jej sercu.Jeśli zaś bę-dziesz się opierać, przetoczy się po tobie i bez względu na to, ile masz teraz, kiedy ona nadejdzie, będziesz mieć mniej.Mówił do Irene, a ona nie odrywała od niego coraz bardziej panicznego spojrzenia.Przedstawiał swoją rację zesmutkiem, bez zwykłej gorliwości, jakby podejrzewał, że przyszłość ominie nas mimo jego wysiłków, bo nie jesteśmygotowe.Po raz pierwszy tego dnia dostrzegłam jego cień niezgrabnego chłopaczka z nadwagą, z którym zaprzyjazni-łam się dwa miesiące wcześniej wychylający się nieśmiało z rysów dorosłego Thomasa Keene'a.Nie był przestraszo-ny, jak się tego spodziewałam (a nawet miałam nadzieję), ale raczej pełen współczucia.Dla nas.Gruby chłopiec o mięk-kim sercu został wywabiony z cienia przez troskę.Pomyślałam, że mimo wszelkich obiekcji jest tylko jedna rzecz mniejprzyjemna od przyszłości, której symbolem jest Thomas i jego betonowe królestwo: pozostanie w tyle, nieznalezienie wniej miejsca dla siebie.Wyłoniłyśmy się z ciemnego budynku w nieśmiałych promieniach słońca. O Boże powiedziała Irene, kiedy szłyśmy w stronę Union Square. No właśnie.Był to dzień handlowy, toteż na placu pełno było straganów z sałatą, kabaczkami, nagietkami i astrami.Odbiera-łam to wszystko jako atak na moją osobę: żywe kolory kłuły w oczy, słońce oślepiało, a ludzie tłoczyli się niepotrzebnie.Za dużo było psów na smyczach i dzieciaków w wózkach
[ Pobierz całość w formacie PDF ]