[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Na pewno nie możemy spotkać się z Crystal przed południem? Może gdybym pojechała do niej sama.- Jej matka pózno wstaje i przyjmuje gości dopiero po południu.- Nie mogę uwierzyć, że ktoś może być takim egoistą.- Sądzę, że dla pani Brenner zdrowy sen jest ważniejszy niż życie jakiegoś dziecka.W drodze do Brush Creek Ray milczał.To przeze mnie, pomyślała Jane.Powtarzała sobie, że nie obchodzi jej, co on oniej myśli, ale wiedziała, że to nieprawda.Obchodziło ją.Zawsze ją obchodziło, co myśląc niej współpracownicy.Potemprzypomniała sobie, że Ray jeszcze nie miał okazji się przekonać, na co ją stać.Może dzisiaj w końcu uda jej się cośosiągnąć.Minęło tyle lat.Dlaczego nie potrafi wyciągnąć twarzy tego potwora na światło dzienne?Bruce był już u Lemke.Wraz z Canningiem i Howardem od dwóch dni niemal bez przerwy siedział przy telefonie.Odczasu do czasu udawało mu się uciąć krótką drzemkę na fotelu czy kanapie.Sid Reynolds pojechał do Mountain House,żeby się trochę przespać.Wolał to odjazdy do Glenwood Springs, gdzie mieszkał.Jane wiedziała, że ci ludzie całkowiciepoświęcają się pracy.Często to widywała.Zbyt często.Bernie z biura szeryfa był na służbie.Powiedział im, że Josh Lemke nadal jest na granicy załamania nerwowego, aSuzanne nie potrafi mu pomóc.Ciągle była pod wpływem środków uspokajających.- Może wy zdołacie choć trochę go uspokoić - powiedział.- Bo nam się nie udało.Ku zdumieniu Jane Ray nie wydał się zakłopotany tą prośbą.- Pogadam z nim - zapewnił.Sprawiał wrażenie pogrążonego we własnych myślach, tak jak przez całą drogę.Może zastanawia się, jaką przyjąćstrategię.Ludzie szeryfa i agenci FBI nie bardzo wiedzieli, co jeszcze mogą zrobić.Było coraz mniej możliwości, corazmniej osób, które mogliby przesłuchać.Dotychczas nie udało im się niczego uzyskać.Rozglądając się po domu, gdzieobecność Kirstin była niemal namacalna, Jane czuła dojmujące pragnienie dokonania przełomu w śledztwie.Ray podszedł do Josha, który snuł się po korytarzu, mrucząc coś do siebie i wybuchając płaczem, ilekroć mijał drzwipokoju córki.Najwyrazniej zadręczał się wizjami, których oni nawet nie byliby w stanie sobie wyobrazić.Ray zaprowadził go do kuchni i poprosił, by usiadł.Josh opierał się chwilę, ale w końcu opadł ciężko na stołek i ukryłtwarz w dłoniach.- Zabiję tego drania, kiedy dostanę go w swoje ręce - powtarzał.Ray, o dziwo, zdawał się doskonale go rozumieć.- Posłuchaj, Josh - powiedział - gdyby Kirstin była moim dzieckiem, czułbym się dokładnie tak samo.Dostaniesz tegodrania.Ale teraz przede wszystkim potrzebujesz snu.W tym stanie nic nie zdziałasz.Postaraj się trochę przespać, dladobra córki.W każdej chwili w śledztwie może nastąpić przełom, a wtedy będziesz musiał być przytomny.Rozumiesz? -mówił spokojnie, kojąco.Jane była poruszona.Mógł użyć swojej władzy, ale nie zrobił tego.Okazał szczere współczucie, czego się niespodziewała.Josh słuchał, pocierając twarz rękami, a po chwili wstał i poszedł do sypialni.Agenci wydali zbiorowe westchnienieulgi.Jane przypuszczała, że spokój nie potrwa długo.Miała rację.Nie minęło nawet dziesięć minut, kiedy Josh Lemke wypadł z sypialni.- Do cholery, dlaczego nie potraficie jej odnalezć?! - krzyknął.- Co to gówno.to.- oskarżycielsko wycelował palec wHowarda i sprzęt elektroniczny - to na nic! Na nic!- W porządku, Josh - powiedział Ray.- Lepiej się teraz czujesz? Wyrzuciłeś to z siebie? Tak, na razie ta aparatura nieprzydała się, ale jeszcze może nam bardzo pomóc.Bardzo.Więc chyba warto spróbować.Robimy wszystko, żebyodnalezć twoją córkę.Lemke przygarbił się, odwrócił i bez słowa odszedł korytarzem.Jane weszła do pokoju Suzanne.Usiadła na brzegu łóżka, przedstawiła się i wyjaśniła, jaka jest jej rola.Czuła, żepowinna dać tym ludziom cień nadziei, choćby fałszywej.Jeśli zabraknie im nadziei, będą zgubieni.Suzanne spojrzała na nią błagalnie, ujęła obie jej dłonie i ścisnęła kurczowo.- Moje dziecko żyje, prawda? Musi żyć.Jane miała wrażenie, że pęknie jej serce.Tuż przed południem wrócił S id Reynolds i agenci poszli porozmawiać do jednego z pokoi.Jane widziała ich przezniedomknięte drzwi.Przeglądali dokumenty, rozdzielali między siebie zadania.Znała procedury.Wiedziała, że będąrozmawiać ze wszystkimi, którzy znali Kirstin, tak długo, aż dowiedzą się czegoś istotnego.Albo nie.Bruce nadalzajmował się osobami pracującymi przy wyciągach narciarskich.Wyjechał do Snowmass zaraz po zaginięciu Kirstin,28kiedy ustalono strategię postępowania.Jane weszła do pokoju Kirstin.Ogarnęło ją dziwne poczucie winy, kiedy patrzyła na zdjęcia i pamiątki szkolne, którychpełno było na półkach i ścianach.Czuła, że zawiodła to dziecko, jakby cała odpowiedzialność związana z tą sprawąciążyła wyłącznie na niej.A teraz błąka się po tym domu, czekając na rozmowę z przyjaciółką Kirstin, i marnuje czas.Podniosła jedną z fotografii i przesunęła palcem po widniejącej na niej twarzy Kirstin.Czuła się coraz gorzej.Dobrzewiedziała, jak to jest, kiedy ktoś niszczy niewinność dziecka.Z czasem rany zadane ciału zaczynają się goić.Ale duszanigdy nie zostaje uleczona, nie do końca.Nie, dopóki sprawiedliwości nie stanie się zadość.Tego Jane dotychczas niezaznała.Czy to możliwe, że własne przeżycia, własna słabość i - tak, własne tchórzostwo - będą ją kosztować życieinnego dziecka?Z oczami pełnymi łez patrzyła bezradnie na różowo-złotą narzutę, koronkowe poduszki i mocno podniszczonegopluszowego misia leżącego na brzegu łóżka.O Boże.Kiedy Ray zajrzał do pokoju, szybko otarła łzy.- Jadę do miasta - powiedział Ray - pogadać z Schillingiem przed spotkaniem z tą małą Brenner.- Tak, oczywiście.- Do diabła z Caroline Deutch, do diabła z Alanem, który namówił ją do pracy przy tej sprawie.Niemogła zwierzyć się Rayowi z tego, co czuje.Nie mogła uciec od tego ani się ukryć.Siedziała w tym już zbyt głęboko.Do spotkania z Crystal zostało im jeszcze sporo czasu.Ray zaparkował przed budynkiem sądu i poszli do Schillinga.Połowa ludzi szeryfa pracowała przy tej sprawie.Wykonywali dziesiątki telefonów, chodzili po mieście.Rozdali setkizdjęć Kirstin
[ Pobierz całość w formacie PDF ]