[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Danzerknął na nią, gdy zatrzymał samochód na skrzyżowaniu w oczekiwaniu nazmianę światła.Musiał przyznać, że ma piękny profil.Długie gęste rzęsy.Mały prosty nos.Delikatne kości policzkowe.W zamyśleniu lekkoprzygryzała dolną wargę.Dan zadumał się, powróciły wspomnienia.Nagleusłyszał:- Zdrzemnąłeś się, komendancie? Możemy jechać.-Lindsey miałazdziwioną minę.- Przepraszam - mruknął, naciskając pedał gazu.- Chyba sięzamyśliłem.- Ja też.Przyszło mi do głowy, że może Eddie przypadkowodowiedział się, kto jest podpalaczem.Jeżeli go te sprawy fascynują, możechciał rozwiązać zagadkę na własną rękę.- To jest możliwe - przyznał Dan, chociaż nie w smak mu było, żeamator mógł być bliżej rozwiązania zagadki niż policja.- A jeżeli coś znalazł? Jeżeli to coś naraziło go na niebezpieczeństwo?Może uciekł dlatego, że się bał.Albo, co gorsza, ktoś go już uciszył.- Ponosi cię wyobraznia - skarcił ją Dan.- Prawdopodobnie Eddiezaszył się u swojej dziewczyny i czeka, aż matka zgodzi się na jakąś jegozachciankę.Jak dostanie o, czego chce, wróci do domu.- Istnieje taka możliwość - zgodziła się niechętnie Lindsey.94RS - Co planujesz umieścić w gazecie? - zapytał Dan, starając się mówićwyważonym tonem.- Tylko tyle, że matka Eddiego zgłosiła jego zaginięcie, i odponiedziałku nie wiadomo, co się z nim dzieje.Oczywiście zadzwonię dokilku kolegów szkolnych i do jego ojca, żeby wzbogacić historięwypowiedziami.-Nie masz chyba zamiaru wiązać jego zniknięcia z podpaleniami?- Oczywiście, że nie.Ile razy mam ci powtarzać, że przestrzegam etykidziennikarskiej i nie jestem plotkarą z brukowca.Wbij sobie to raz nazawsze do tego twojego zakutego łba.Z niewiadomych powodów czuł się swobodniej w towarzystwieLindsey, kiedy zaczynała mu wymyślać.Uśmiechnął się, parkując pikapakoło jej samochodu.- Widzę różnicę i gdybyś nie była taka drażliwa i uparta, towiedziałabyś, że nie kwestionuję twojego profesjonalizmu.- Co chcesz teraz zrobić? - zapytała po chwili wahania.- Mam namyśli zaginięcie Eddiego.- Wykonywać swoją pracę, tak jak ty twoją.Położyła dłoń na klamce.- W takim razie powinniśmy współdziałać - orzekła.- Lindsey.Obejrzała się przez ramię.- Słucham?- Możesz wstąpić do mnie w ciągu dnia.Pokażę ci znaleziony notes.Oczywiście nieoficjalnie.- Pokażesz mi notes? - nie kryła zaskoczenia.- Dlaczego?95RS - No cóż, może chcę usłyszeć twoją opinię - wyjaśnił, chociaż byłumówiony na popołudnie z oficerami śledczymi, którzy mieli obejrzećnotes.- W takim razie wpadnę.O której mam przyjść?- Będę długo zajęty.Myślę, że nawet do ósmej.Za pózno?- Nie, skąd.Może przyniosę kanapki i coś do picia? Będziesz już napewno głodny.- To dobry pomysł.- To niezgodne z regulaminem, oczywiście - mruknęła, a na jej twarzypojawił się cień psotnego uśmiechu.On też wiedział, że to wbrew zasadom.Udostępnianie dziennikarzowimateriałów śledztwa było niezgodne ze standardami działań policyjnych.Ale to nie był jakiś tam dziennikarz.To była Lindsey.96RS Rozdział 8Po przyniesionej przez Lindsey pizzy zostało tylko zatłuszczonepudełko i trochę okruchów.Siedzieli obok siebie przy biurku i porównywalikażdą stronę notesu znalezionego przez siostrzenicę Dana z wypracowania-mi z tekturowej teczki, którą zabrali z pokoju Eddiego.- Spójrz na literę  a".- Lindsey wskazała słowo w notesie i inne słowow wypracowaniu.- Małe zaokrąglenie na górze.Bardzo podobne w obu przypadkach.Dan, chyba po raz setny, starannie porównał oba zapisy.- Chyba masz rację.Zaczynam wierzyć, że Eddie Stamps napisał jednoi drugie.Lindsey przytaknęła.Wypracowania Eddiego zostały napisaneniezwykle schludnie, wręcz pedantycznie.Notes natomiast był pełengryzmołów, plam, kleksów.Jednak to był ten sam charakter pisma.Nieodparcie nasuwał się wniosek, że mają do czynienia z dwoma obliczamijednego człowieka, a nie z dwiema różnymi osobami.Z obserwacji Lindsey wynikało, że Eddie jest zamknięty w sobie.Byłmałomówny, nie brał udziału w zajęciach pozaszkolnych i miał zaledwiekilku, choć bardzo oddanych przyjaciół.W szkole cieszył się opinią zdolne-go, choć leniwego.Jego oceny były mierne, ale tylko dlatego, że lekcje gopo prostu nudziły.Wszyscy pytani zgodnie twierdzili, że nie mają pojęcia, gdzie możeprzebywać Eddie.- Ktoś, kto ma w sobie tyle wściekłości i buntu, mógłby podkładaćogień, żeby w ten sposób rozładować emocje, prawda? - myślała głośnoLindsey, stukając w klawiaturę laptopa.97RS Dan odstawił puszkę z colą i powiedział:- To samo twierdzi ekspert z Little Rock.- A co z pożarem, w którym zginął Truman Kellogg? Wszystkie innebudynki były puste, kiedy się zapaliły.Czy podpalacz sądził, że domekKellogga też jest pusty?- Szczerze mówiąc, jak na razie nie mam pojęcia, o czym sobie myślałpodpalacz - przyznał Dan.- Eksperci, którzy przeglądali notes, zgodnietwierdzą, że musi należeć do kogoś, kto jest niezrównoważony emo-cjonalnie, wściekły i bliski wybuchu, ale niekoniecznie wzniecał pożary.Jakpowiedziałem wcześniej, on mógł być zafascynowany ogniem albozazdrościł podpalaczowi odwagi.Nie ma pewności, że chodzi o morderstwoz premedytacją.Dan pomasował sobie zesztywniały kark.Lindsey zauważyła bruzdywokół jego ust i podkrążone oczy.Był zmęczony, sfrustrowany.Odłożyła nabiurko kartkę, którą trzymała w ręku.- Zrobiłeś dzisiaj wszystko, co było możliwe.Rozmawiałeśpraktycznie z każdym, kto miał kontakt z Eddiem, zanim on zniknął,przestudiowałeś wszystkie papiery tak, że chyba znasz je już na pamięć.Aprzy tym załatwiałeś na bieżąco inne sprawy.- Taką mam pracę - odparł niechętnie.- To prawda, ale pracowałeś dzisiaj o wiele więcej, niż powinieneś.Czas do domu.- Za chwilę - odparł, sięgając równocześnie do szuflady na akta wbiurku.- Chciałem jeszcze tylko.Lindsey położyła dłoń na jego dłoni i zasunęła szufladę.- W tej szufladzie nie znajdziesz odpowiedzi na pytania - odrzekłastanowczo.- Jedz do domu i odpocznij.98RS Przytrzymała swoją dłoń, aby się upewnić, że nie otworzy szuflady.Tobył czysto przyjacielski gest spowodowany troską o jego zdrowie.Ile razydotykała go w ciągu paru ostatnich lat? Dziesiątki? Setki? Ale teraz.Za-drżała.Nie mogła się oprzeć marzeniom, aby poczuć na swoim ciele dłonieDana.Obrazy ze snów pojawiły się w jej wyobrazni, wywołując rumieńce napoliczkach i szybsze bicie serca.Wyrwała rękę i schowała ją za siebie, a wpalcach poczuła mrowienie jak po dotknięciu urządzenia pod prądem.Podniosła wzrok na Dana.Obserwował ją z posępnym wyrazem twarzy.Przeciągnął kilka razy palcami po włosach.Kosmyk opadł mu na czołoi Lindsey nie mogła się oprzeć, aby nie podejść bliżej i ciągle drżącą dłoniąnie poprawić mu włosów.- Wyglądasz na bardzo zmęczonego - szepnęła, marząc o tym, abymiała na tyle odwagi, żeby go pocałować.Jednak zabrakło jej śmiałości.Jak to możliwe, że jako reporterka jest przebojowa i jednocześnie taknieśmiała.- Lindsey.Zdała sobie sprawę, że nadal stoi przy Danie z palcami zanurzonymi wjego włosach.Może jednak miała więcej śmiałości, niż jej się wydawało?- Co?- Co ty robisz?- Wydaje mi się, że słucham swojego instynktu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl