[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Chcę, żebyś pomógł 73kardynałowi Donoherowi, ale zadbaj też o to, żebyśmy w razie czego mielizapewniony przynajmniej jakiś listek figowy i mogli się wszystkiegowyprzeć." Tak jest, panie prezydencie - odpowiedział Barnett." Księże kardynale, życzę szczęścia przy tym szlachetnym przed-sięwzięciu.Może uda nam się przez chwilę pogadać w Rzymie po po-grzebie.Papież Leon pozostawił po sobie wspaniałe dzieło." Nie mogę się doczekać, panie prezydencie. 11LANGLEY, STAN WIRGINIAJackson Barnett wcisnął w windzie przycisk szóstego piętra.Czynność tępowtarzał w życiu tyle razy, że nie wymagała od niego udziału świa-domości - i całe szczęście, ponieważ musiał zastanowić się nad bardzotrudnym problemem.Dyrektor Centralnej Agencji Wywiadowczejwiedział doskonale, że akcje, jakie kierowana przez niego instytucjapodejmowała na terytoriach państw wrogo nastawionych do StanówZjednoczonych, wiążą się z ogromnym ryzykiem dla zaangażowanych wnie ludzi.A nic nie zasmucało Barnetta bardziej niż myśl o koniecznościzwoływania w przestronnym hallu siedziby agencji kolejnego ponuregoapelu, w czasie którego na białej marmurowej ścianie rzezbiono nowączarną gwiazdę.Każda z nich symbolizowała agenta CIA, który zginął nasłużbie.Drzwi windy otworzyły się i Barnett energicznym krokiem ruszył wstronę dyrektorskiego gabinetu." Połączenie gotowe? - zapytał, podchodząc do biurka swej asystentki,Sally Kirsch." Czekają na pana - odpowiedziała Kirsch.Barnett wszedł do gabinetu i spojrzał na wiszący na ścianie płaskiprostokątny ekran.Kiedy tylko znalazł się w polu widzenia umocowanejpowyżej kamery, widoczne na monitorze osoby natychmiast przerwałyrozmowę.Po prawej stronie podzielonego na pół ekranu widać byłoKilkenny'ego, siedzącego prawdopodobnie w tej samej sali kon- 75ferencyjnej, z której kilka godzin wcześniej łączył się z prezydentemDonoher.Ubrany w bluzę i dżinsy wyglądał na zmęczonego i trochęsfatygowanego, choć Barnett w ciągu minionych lat kilka razy widział gow o wiele gorszym stanie.Obok Kilkenny'ego - wirtualnie, bo w rzeczywistości w sali kon-ferencyjnej MARC w Ann Arbor w stanie Michigan - siedziała pięknamłoda kobieta o długich czarnych włosach i migdałowych oczach.Ro-xanne Tao miała na sobie idealnie skrojony, szyty na miarę kostium.Barnett wiedział, że jest ona profesjonalistką i wkłada wiele wysiłku w to,by wyglądać i zachowywać się odpowiednio do swojej roli.W klapężakietu miała wpięty złoty znaczek w kształcie chińskiej litery ozna-czającej słowo Qi - nazwę należącej do CIA spółki z branży venturecapital, którą kobieta reprezentowała w Ann Arbor." Dzień dobry, Roxanne - powiedział Barnett ciepłym barytonem,zdradzającym jego południowokarolińskie korzenie.- Mam nadzieję,że to zwołane naprędce spotkanie nie zakłóciło ci zbyt mocno grafiku." Na szczęście nie miałam w planach niczego, czego nie dałoby sięprzełożyć - odpowiedziała Tao." Dobry wieczór, Nolan.Kilkenny odpowiedział na oszczędne powitanie dyrektora skinieniemgłowy, po czym wypił łyk dietetycznej coli.Barnett odłożył na biurkoaktówkę, ale nie usiadł.Zanim rozpoczął długą i imponującą karierę wagencji, pracował jako prokurator i nawet po wielu latach lepiej myślało mu się na stojąco." Czy Nolan zapoznał cię już ze szczegółami swojego najnowszegoprojektu? - zapytał Tao Barnett." Nie, dopiero zaczęliśmy.W Rzymie nastał chyba teraz trochę wariackiokres." Bez wątpienia przy tej misji mamy do czynienia z elementemszaleństwa.Kiedy Barnett mówił, Kilkenny przyglądał mu się z zainteresowaniem.Donoher ostrzegł go, że łagodnie mówiąc, dyrektor odniósł się dopomysłu uwolnienia Yina mało entuzjastycznie.- Właśnie wracam z Białego Domu - kontynuował Barnett, patrząc ciągle na Tao - gdzie ucięliśmy sobie z prezydentem bardzo in-teresującą pogawędkę z kardynałem Donoherem.Być może wiesz, że toon odpowiada za zatrudnienie Nolana na stanowisku konsultantaWatykanu.Po śmierci papieża kardynał Donoher zarządza tymczasowoStolicą Apostolską.Rozmawialiśmy na temat pewnego rzymsko-katolickiego biskupa oraz chińskiego dysydenta, niejakiego Yin Da-ominga.Słyszałaś o biskupie Yinie?" Dla wielu osób w Chinach biskup Yin to bohater, człowiek ogromnejodwagi i honoru - odpowiedziała Tao.- Wtrącenia go do więzienia niemożna nazwać inaczej niż zbrodnią." Muszę ze wstydem przyznać, że jeszcze kilka dni temu nic niewiedziałem o biskupie Yinie - wyjaśnił Kilkenny." Wcale mnie to nie dziwi - stwierdziła Tao.- Poza Chinami jest właściwie nieznany, a i tam jego nazwisko wymienia się tylko w naj-głębszej tajemnicy." Nolan, czy mógłbyś oświecić nieco Roxanne i opisać jej, nad czympracujesz na zlecenie Watykanu? - zapytał Barnett." Mam wyciągnąć biskupa Yina z Chin i chciałbym cię prosić o pomoc." Oczywiście - odparła Tao.- Co mogę dla ciebie zrobić?" Spędziłaś w Chinach sporo czasu, a ja potrzebuję kogoś doświad-czonego.Muszę również zdobyć tam kilka rzeczy, a ty pewnie nadalmasz na miejscu kilka kontaktów: ludzi, którym możesz zaufać.Ichrównież potrzebuję.A kiedy już znajdziemy się na miejscu, mam dlaciebie do odegrania życiową rolę.-Jestem pewien, że Nolan nie prosiłby cię, żebyś wróciła do Chin,gdyby tylko miał cień pojęcia, z jakim ryzykiem wiązałoby się to dlaciebie osobiście i dla powodzenia całej misji - wyjaśnił Barnett, patrząc naTao.- Jako że zostałem zobowiązany do udzielenia potajemnego wsparciatemu przedsięwzięciu, czuję się w obowiązku ujawnić, na czym taknaprawdę polegała twoja dawna praca w Chinach.- Przeniósł wzrok naKilkenny'ego.- Dysponujesz już odpowiednimi uprawnieniami do dostępudo tego rodzaju informacji, Nolan, i powinieneś o wszystkim wiedzieć.Opowiedz mu, Roxanne.Tao zaczęła zbierać myśli, a Barnett opadł na brązowy skórzany fotel,pamiętając, by przez cały czas znajdować się w polu widzenia kamery. 77- Zanim pojawiłam się w Ann Arbor, przez osiem lat pracowałamjako tajna agentka CIA w Pekinie.Byłam, używając szpiegowskiegożargonu, nielegałem.Nie miałam odpowiednich dokumentów, immunitetu dyplomatycznego ani amerykańskiego obywatelstwa.Gdyby mnie schwytano, zostałabym osądzona za szpiegostwo i po długim przesłuchaniu stracona.Tak wtedy wyglądało moje życie.Przezosiem lat byłam rodowitą Chinką.W tym czasie zorganizowałam siatkęagentów operujących w różnych rządowych ministerstwach i przedsiębiorstwach.Moi ludzie zdobyli ogromną ilość informacji wywiadowczych na temat działań i zamiarów rządu, dzięki którym udało namsię nawet rozpracować działającą w Stanach siatkę chińskich szpiegów.W Chinach ułożyłam sobie również życie osobiste i nawiązałammnóstwo znajomości z ludzmi, którzy nie mieli nic wspólnego z mojąpracą.Zakochałam się i zaręczyłam.Mieliśmy wziąć ślub [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl