[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zabieranie ze sobą na zakupyBena było przedsięwzięciem tyleż samo czasochłonnym, co stresującym, więc kiedy Trudebardzo się spieszyła, wolała zaryzykować i zostawić go samego z Baerbel.Pewnego środowego popołudnia we wrześniu siedemdziesiątego dziewiątego Trude odkryław spiżarni brak kilku produktów, które były jej niezbędnie potrzebne do przygotowaniazaplanowanego na ten dzień obiadu, postanowiła więc skoczyć na jednej nodze do małegosupermarketu przy Kirchstrasse.Baerbel siedziała jeszcze nad lekcjami.Ben bawił się napodwórzu swoją lalką, kąpał ją w beczce z deszczówką i oczywiście sam był mokry od stóp dogłów.Trude poleciła córce, żeby nie spuszczała go z oczu i wskoczyła pospiesznie na rower, wołając, że niedługo wróci.Zaraz po niej podwórze opuściła również Anita, ale pogrążonaw myślach nie domknęła bramy.Trude wrzuciła do koszyka, co potrzeba, i teraz stała przy kasie, niecierpliwie przestępującz nogi na nogę.Kasjerka wdała się w pogawędkę z nową klientką, która niedawno wprowadziłasię do domu czynszowego przy Lerchenweg, najwyrazniej nie spiesząc się z obsłużeniem Trude,kiedy nagle w drzwiach pojawiła się Baerbel.Młodsza córka tłumaczyła się elokwentnie, żenaprawdę tylko przez sekundę nie patrzyła na podwórze, a poza tym zdążyła już obszukać całąpolną drogę i gminną łąkę.Niestety, bez rezultatu.Podczas gdy klientka opowiadała kasjerce o mieszkaniu, które dopiero co wynajęła naparterze, podkreślając, że nie zamierza spoufalać się z sąsiadami, Trude rzuciła w kąt koszykz zakupami i wybiegła ze sklepu.Klientka i kasjerka spojrzały na siebie znacząco.Kasjerka,która poczuła się urażona zachowaniem Trude, nie omieszkała opowiedzieć o Benie.Klientkazrewanżowała się jej, przytaczając podobny przypadek ze swojego sąsiedztwa.Rodzina Mohn z córką Ursulą, na oko całkiem ładne dziecko, osiem albo dziewięć lat, aletakie dokuczliwe, takie natrętne, że można całkiem stracić nerwy.Obojętnie, kogo to stworzeniespotka na klatce schodowej, do każdego głupkowato szczerzy zęby, czeka na dobre słowo,a kiedy się nie doczeka, bierze się do bicia.Bezustannie zaczepia ludzi, a co gorsza, maw zwyczaju wycierać swoje brudne paluchy o czyste koszule lub sukienki sąsiadów i sąsiadek.Zgroza! Ale właściciel domu, Toni von Burg bimba sobie na to i lekceważy sygnały lokatorów,uważając, że robią z igły widły.Jakie to przykre, jakie denerwujące dla wszystkich sąsiadów,zakończyła swoją opowieść wyraznie poirytowana, kiedy tacy ludzie nie potrafią trzymać podkontrolą swoich niespełna rozumu dzieci.W tym czasie Trude pędziła jak wiatr przez wieś, niemal stojąc na pedałach.Baerbel wysłałado domu w nadziei, że Ben sam znajdzie drogę powrotną.Trude właśnie przejeżdżała obokkawiarni sióstr Ruettgers, kiedy usłyszała nagle, że ktoś woła ją po imieniu.Odwróciła się.Jednaz sióstr stała na krawężniku i żywo gestykulowała, dając jej znak, żeby zawróciła.Siostry Ruettgers miały niewiele po pięćdziesiątce i obie były starymi pannami.Prowadziłykawiarnię i sąsiadującą z nią cukiernię przy wydatnym wsparciu swojej kuzynki SibylleFassbender, która w młodych latach wyuczyła się piekarstwa i cukiernictwa.Ben siedział w pokoiku za cukiernią i majtał pod stołem nogami, podczas gdy Sibyllekarmiła go czekoladowym tortem.Sibylle wyjaśniła, że jej kuzynka zwróciła uwagę na Bena, kiedy ten szedł po chodniku z miną wyrażającą kompletną dezorientację i na chwilę zatrzymał sięprzed wielką wystawą.W mgnieniu oka, bardzo przytomnie wybiegła z kawiarni, złapała go zarękę i zaprowadziła do cukierni, gdzie zajęła się nim Sibylle.Właśnie do was dzwoniłyśmy, alenikogo nie ma w domu, powiedziała na zakończenie, wsuwając do szeroko otwartej buzi Benaostatni kawałek tortu.Aż do tego czasu Trude tylko jeden jedyny raz odważyła się wstąpić po niedzielnymspacerze do kawiarni sióstr Ruettgers razem z Jakobem i Benem.Namówiła ją do tego AntoniaLaessler, która przy tej sposobności dała jej wykład na temat zgubnych następstw fałszywegowstydu.Jakob bardzo się wtedy zdenerwował, ponieważ Ben  jak można się było tegospodziewać  dał niezły popis ku uciesze zgromadzonej publiczności.Najpierw wysmarowałJakobowi odświętną koszulę bitą śmietaną, a potem grzmotnął niespodziewanie talerzemo ziemię [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl