[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W pewnej chwili spojrzał na manometr i stwierdził, żeznajduje się prawie sto pięćdziesiąt stóp pod powierzchniąwody.Wtedy właśnie zaczął tracić panowanie nad sobą.Doskonale czuł, jak słabnie z każdym ruchem, jak daje musię we znaki olbrzymi wysiłek, który musiał znieść w ciągukilku ostatnich dni.Kiedy wpłynęli pod ogromne sklepienie, wszystkiekolory wyblakły.Był za głęboko.Wiedział o tym, a jednakjakiś nieprzezwyciężony przymus pchał go dalej.Tak jakbydziewczyna miała go zabrać ze sobą, a on nie miał siły sięoprzeć.Ponownie zerknął na manometr na głębokości dwustustóp, a potem wyciągnął rękę w niemym zawołaniu, ale byłato tylko strata czasu.Gdy ogarnęły go ciemności, szczupła,biała postać zniknęła w błękitnym półmroku.ROZDZIAŁ XXIUspokojenieByło cicho, kiedy Manning obudził się, znajdując siebiew nowym otoczeniu.Leżał na wąskim szpitalnym łóżkuw niewielkim pomieszczeniu, którego ściany i meble lśniłynieskazitelną bielą.Spróbował usiąść i natychmiast tego pożałował.W lewym ramieniu pulsował tępy ból.Ściany zafalowały i coś zaszeptało w wiecznej ciszy.Wziął głęboki oddech i spróbował jeszcze raz.Wtedy otworzyły się drzwi i weszła pielęgniarka.Była osobą mocno zbudowaną i emanowała matczynym ciepłem.Miała duże, opiekuńcze dłonie.Podeszła szybko do Manninga i ułożyła go z powrotem na poduszce.- Nie wolno panu tego robić.Nie powinien się pannawet ruszać.- Gdzie jestem? - wychrypiał jakiś obcy głos, którynie miał z nim nic wspólnego.- W szpitalu.W Nassau.Jest pan tutaj już od trzechdni.Niech pan leży spokojnie.Zaraz zawołam doktora.Pielęgniarka wyszła z pokoju, a on leżał, próbującułożyć fragmenty wspomnień w jakąś logiczną całość, aleniestety bez skutku.Bolało go całe ciało, a uporczywebrzęczenie w uszach przeszkadzało się skupić.Kilka minut później drzwi otworzyły się ponowniei ktoś zbliżył się do łóżka.Manning otworzył oczy i ujrzał198brązową, sympatyczną twarz okoloną stalowoszarymi włosami.- Nazywam się Flynn.Zajmowałem się panem.Jak się pan czuje?- Beznadziejnie.Mężczyzna wyciągnął oftalmoskop i obejrzał uważniegałki Manninga.Po chwili chrząknął i schował przyrząd dokieszeni.- Nie sądzę, żeby nastąpiły jakieś trwałe zmiany.- A co się stało?- Zatrucie azotem.Kurcze ciśnieniowe.Kiedy przywieziono tu pana trzy dni temu, nie dawałem panu wiele szans.Stracił pan morze krwi.A jakby tego było mało, zszedłpan o wiele za głęboko.Fragmenty układanki wskoczyły na swoje miejscei przez chwilę Manning znów znalazł się tam, bezskuteczniesięgając w stronę szczupłej postaci, schodzącej coraz głębiejw mroczną wodę.- Przypomina pan sobie?- Mniej więcej.Mam wrażenie, że to się przydarzyłokomuś innemu.Flynn pokiwał głową.- Narkoza azotowa.Tak zwanepijaństwo głębokościowe.Skutki zależą od indywidualnejodporności.W pana stanie miał pan mało szans, żeby jakośz tego wyleźć.Całe szczęście, że był w pobliżu panaprzyjaciel, pan Smith.- Smith? - powtórzył Manning bezmyślnie.- Mężczyzna, który pana wyciągnął.Musieliśmyumieścić go w komorze dekompresyjnej, ale nie na długo.Pan przebywał w niej aż dziesięć godzin.Orłow.To było jedyne możliwe wyjaśnienie.Prawdopodobnie Morrison zdecydował, że lepiej będzie dla Rosjanina, jeżeli jego prawdziwa tożsamość pozostanie na razie nie ujawniona.199- Kiedy stąd wychodzę?- Dobry Boże! Człowieku, nie wcześniej niż za dwatygodnie.- Flynn roześmiał się.- Niech pan się za szybkonie wybiera na zewnątrz.Zadzwonię po pana przyjaciela,pana Morrisona.Jak tylko skończę obchód.Przesiadywał tuprawie bez przerwy w ciągu tych kilku dni.Po wyjściu lekarza Manning leżał wpatrując się w sufiti myśląc o Marii Salas.Z całą rozwagą wybrała sposóbodejścia, ucieczki z życia, ponieważ nie przeprowadziłaswego ponurego zamierzenia.W ciszy pokoju Manningowiwydawało się, że słyszy jej głos, wysoki, pełen brawury,powtarzający końcówkę flamenco, gdy znikała w głębinie.Ale po chwili nic nie czuł.Zawładnęły nim tylko pustkai chłód, które trudno było zrozumieć.Raptem otworzyły się drzwi i wszedł Papa Melos.Miałna sobie piżamę, a na nią zarzucony błękitny szlafrok.Praweramię podtrzymywał mu temblak.Przysiadł na brzegu łóżkai uśmiechnął się radośnie.- Nie mogłem wytrzymać, chłopcze.Kiedy doktorpowiedział mi, że wreszcie oprzytomniałeś, poczekałemtylko, aż pielęgniarka spuści mnie z oczu, i uciekłem.Annaobiecała, że przekaże wiadomość Sethowi, gdy wróci na łódź.On też pewnie będzie chciał tu przyjść.- Anna? - zdumiał się Manning.- Była tu dzisiaj?Stary wyglądał na zdezorientowanego i trochę zmieszanego.- Przychodziła tutaj codziennie, Harry.Właśnie mnie odwiedziła, kiedy nadszedł doktor i powiedział, że odzyskałeś przytomność.- Zdawał się szukać odpowiednich słów.- Słuchaj, synu, to nie mój interes, ale wygląda na to,że się posprzeczaliście czy coś takiego.Anna ma wiele dumy.I nie będzie się pchała tam, gdzie jej nie chcą.Zapadła niezręczna cisza, więc Manning spróbowałzmienić temat.- Jak tam ramię?- W porządku, Harry, w porządku.- Stary człowiek200uśmiechnął się szeroko.- Właściwie wszystko jest w porządku.Zamierzają dać mi nową łódź.Najlepszą, jaką można kupić.Pan Morrison powiedział, że sekretarz stanunalegał, by tak było.Manning uniósł się i serdecznie uścisnął staremudłoń.- Cieszę się, Papa.Bardzo się z tego cieszę.Drzwi otworzyły się z trzaskiem i do pokoju wkroczyłaogromna pielęgniarka w średnim wieku.Papa Melos popatrzył na nią z miną winowajcy i wstał.- Mogłam to przewidzieć - powiedziała.Papa Melos uśmiechnął się do Manninga.- Przypomina mi moją matkę.Gdyby żyła, Panie świeć nad jej duszą, byłaby mniej więcej w tym samym wieku.Dał nurka pod jej ramieniem i znalazł się na korytarzu,a ona podążyła za nim, zamykając za sobą drzwi.Wróciła jakiś czas później, przynosząc Manningowiposiłek.Kiedy stawiała mu tacę na kolanach, zauważyłw wazonie przy oknie świeże kwiaty i zapytał, skąd się tuwzięły.Pielęgniarka uśmiechnęła się.- Zostawiła je pannaMelos.Każdego dnia przynosi świeże.Kiedy kobieta zabrała tacę, Manning leżał, wpatrującsię w poranne słońce i myśląc o Annie.Zmysły miałniezwykle wyostrzone, bardziej wyczulone niż kiedykolwiek.Czuł zapach kwiatów i napełniało go to bolesną tęsknotą zadziewczyną.Drzwi skrzypnęły, cicho uchylone.Manning odwróciłsię niespokojnie i ujrzał w nich Siergieja Orłowa.Przybyszmiał na sobie świetnie skrojony ciemnobrązowy garniturz tropikalnego samodziału i okulary przeciwsłoneczne.- Pan Smith, jak się domyślam? - zapytał Manning.Rosjanin wyszczerzył zęby w uśmiechu, zdjął okulary201i usiadł w nogach łóżka.- Morrison przyjdzie za kilka minut.Rozmawia z doktorem.Jak się pan czuje?- Czuję, że nie powinienem się tutaj znajdować -odparł Manning.- Powiedziano mi, że zszedł pan za mnąw dół
[ Pobierz całość w formacie PDF ]