[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Mimo wszystko zastanawiam się,czy nie powinnam znalezć kogo innego, kto będzie miał na ciebie oko.Ten rodzaj zajęć,którym zamierzam się oddawać, nie przynosi zaszczytu.Nie jestem pewna, czy chciała-bym, żeby taki mój obraz stawał ci przed oczami, ile razy na mnie spojrzysz.Charlotte poczuła nagle nieprzyjemny skurcz żołądka.- Jak uważasz.Jeśli nikt nie będzie mnie nagabywał, wszystko będzie w porządku.- Uwierz mi.Nikt cię nie zaczepi.Uczestników tej niekonwencjonalnej imprezypod hasłem  Róbcie, co chcecie" obowiązuje zasada, że nikogo nie wolno do niczegozmuszać.Charlotte spojrzała na białą opaskę na rękawie.RLT - Wierzę ci, Lino.Nie martw się - powiedziała, choć wcale nie była co do tegoprzekonana.Adrian stał z boku, obserwując ceremonię.Nie włożył habitu ani innego przebra-nia, w jakich gustowali uczestnicy imprezy.Wolał grzeszyć jawnie.Szczycił się tym, żenie ma rzeczy, której nie byłby gotów zrobić.Nie zamierzał ukrywać się przed nikim,włącznie z jego szanowanym, skorym do krytyki ojcem-hipokrytą, który dopuszczał siętakich samych ekscesów w jeszcze pózniejszym wieku niż Adrian, liczący sobie dwu-dziesty ósmy rok życia.Matka to inna sprawa.Za bardzo się o niego martwiła.Adrian mógł polegać na jejdyskrecji, nieraz kryła go przed ojcem.Pragnęła, aby się ożenił, dał jej wnuki, i Adrianzakładał, że w końcu się na to zdobędzie po to tylko, by ją uszczęśliwić.Nie byłaby ura-dowana, wiedząc, że jej syn bierze udział w wyuzdanych spotkaniach.Ktoś lepszy niż onliczyłby się z jej odczuciami, ale przecież był złym człowiekiem, o czym kuzyn Etienne,hulaka, birbant i rozpustnik najgorszego gatunku, z radością go zapewniał.Pochwały zust Etienne'a powinien przyjmować jako wyraz najwyższego uznania, nie był jednak zsiebie szczególnie dumny.Generalnie, Adrian odczuwał jedynie przyjemności, jakichdostarczają zmysły.Thomas Montague stał na podium.Z ironicznym uśmieszkiem na inteligentnejtwarzy witał różnobarwny tłum.Był bledszy niż zazwyczaj.Adrian uzmysłowił sobie, żeMonty musi być chory.Przyjaciel drżącą dłonią wysoko uniósł puchar, z którego mielipić wszyscy.Adrian na ogół unikał tej części imprezy - był zbyt wybredny, by umoczyćusta w tym samym kielichu, co inni.Poza tym nie ufał składnikom tworzącym mieszankęwina i wywaru z ziół.Przy jednej z podobnych okazji eliksir ze sporyszu przyprawił całetowarzystwo o halucynacje prowadzące w skrajnych przypadkach do utraty świadomo-ści.Jeden z jego znajomych, niejaki Pawlfrey, nie wrócił do rzeczywistości.Dopełniałteraz żywota zamknięty w rodzinnym majątku na wsi jako kompletny wariat.Adrian miał więcej wiary w wytrzymałość swojego umysłu, wolał jednak sam de-cydować o używkach, jakie przyjmuje.Wiedział, że dobrze toleruje absynt czy opium,RLT ale umiejętnie je dawkował.Nie dopuszczał myśli, że mógłby narażać się na skutki uży-cia jakiejś nieznanej substancji.Zauważył lady Whitmore.Bez wątpienia należała do najpiękniejszych kobiet wlondyńskim towarzystwie i nie kryła, że chętnie zawarłaby bliższą znajomość z Adria-nem.Wystarczyło dać jej znak głową, w którą stronę powinna się udać, a w ciągu nie-wielu minut już tuliłby ją w ramionach.Coś go jednak powstrzymało.Przy całej swojej zalotności, rzucaniu omdlewają-cych spojrzeń, sprawiała na nim wrażenie kobiety zimnej.A może namówi do igraszekjej sztywną kuzynkę, pannę Spenser? Przekonałby się, czy jej piersi, brzuch i uda po-krywają takie piegi jak te, które widać na twarzy.W tym momencie Montague uniósł głos w chwiejnym crescendo i przekazał pu-char stojącej najbliżej osobie, po czym wycofał się z pierwszej linii.Lady Whitmore niemogła się doczekać swojej kolejki.Adrian wiedział, że musi się zdecydować.EvangelinaWhitmore była piękna, chętna i nigdy jej nie miał.Tylko głupiec by się zastanawiał.Kiedy przesunęła się do przodu, zauważył skrytego do tej pory za jej plecami wy-sokiego mnicha.Zmarszczył brwi.Wybrała już partnera na najbliższą godzinę, a może nacałe trzy dni? Dostrzegł białą wstążkę na ramieniu mnicha.Oznaczała, że jest jedynieobserwatorem.Ze zdziwieniem zauważył, że Lina i mnich się rozdzielają.Zastanawiałsię, czy się nie pomylił [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl