[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Nie, bardzo mi to odpowiada. W takim razie, skoro nic więcej nie mogę dla was w tej chwilizrobić, zostawię was samych, byście się odświeżyli po podróży.Lokaj zarazwniesie bagaże, kazałam też służącym przynieść gorącej wody.to znaczyw dzbankach, na górę.A może chcecie, żebym przysłała tacę z jedzeniem?Albo dobrej gorącej herbaty?Już otwierałam usta, by przyjąć jej propozycję, ale w poręprzypomniałam sobie o obecności Axela i nie odezwałam się.Spojrzał namnie unosząc brwi, a gdy leciutko skinęłam głową, stwierdził: Herbata będzie wspaniała, Alice.Proszę, powiedz reszcie rodziny,że dołączymy do nich najszybciej, jak zdołamy.Herbata rzeczywiście mnie orzezwiła.Marie Claire pomogła mi sięumyć i przebrać, poprawiła mi też fryzurę i siedząc wystrojona w świeżąsuknię, zaczęłam się rozglądać po moim nowym otoczeniu.Pokoje byłynaprawdę przepiękne.Umeblowaniu z pewnością nie dostawało owejcharakterystycznej londyńskiej lekkości, ale każdy najdrobniejszy sprzęt57RSnosił znamiona dzieła sztuki powstałego we wcześniejszych wiekach, adługie aksamitne zasłony w oknach i wokół łóżka znakomicie topodkreślały.Odsunęłam jedną storę i wyjrzałam w noc.Było zbyt ciemno,bym cokolwiek zobaczyła, niemniej wydało mi się, że dostrzegam w oddalimrugające światła Rye i Winchelsea.Axel przyszedł do mnie ze swojej ubieralni w parę minut pózniej.Nosił szary frak, kamizelkę w paski i długie beżowe spodnie skrojonepodług francuskiej mody, rozcięte do wysokości kostki po bokach, akamerdyner ogolił go już po raz drugi dzisiejszego dnia.Wyglądałnadzwyczaj elegancko i dziwacznie nie na miejscu w tym spokojnymangielskim wiejskim domu.Zaniepokojona pomyślałam, że być możerównież wyglądam za elegancko, a nawet na zbytnio wystrojoną.Pośpiesznie zerknęłam w lustro, ale zanim zdołałam to osądzić, Axeloświadczył: Bogu niech będą dzięki, że nie prezentujesz się jak Alice ipocałował mnie w kark.Wyraznie próbował zatrzeć swoje szorstkie przemówienie w Rye. Ale czy jestem stosownie ubrana? spytałam, szukającupewnienia. Nie chciałabym wywrzeć nieodpowiedniego wrażenia. Będę naprawdę zły, jeśli zmienisz suknię odparł. I nie martwsię, że wywrzesz złe wrażenie, dopóki wyglądasz tak jak teraz.Zeszliśmy na dół.Kiedy pojawiliśmy się w salonie, Alice robiła nadrutach.Pamiętam, w jakie mnie to wprawiło zdumienie; wszystkie znanemi panie spędzały wolne godziny na szyciu i nigdy dotąd nie widziałamosoby robiącej na drutach.Na kanapie obok Alice siedziała dziewczynka,niezdarna istota o figurze jak kloc drewna, twarzy pokrytej krostami i58RSspojrzeniu krótkowidza.Z pewnością Mary, wychowanica RobertaBrandsona, o której Axel mi wspominał.Przeniosłam wzrok z tych dwóchkobiet na trzecią,siedzącą przy kominku na krześle z wysokim oparciem, ijuż nie odwróciłam od niej wzroku.Nie była może tak piękna ani nawet takatrakcyjna jak moja matka, ale niewiele widziałam w życiu bardziejprzyciągających ludzkie oczy kobiet.Nadzwyczaj przystojna, miała okołoczterdziestu pięciu lat, czarne włosy, już lekko naznaczone siwizną naskroniach, i te same co Ned podłużne, lekko skośne, szeroko rozstawioneoczy.Podniosła się na nogi i ruszyła ku nam przez pokój; każdy jej ruchpodkreślał, że jest osobą dominującą nad otoczeniem. No, George zwróciła się do Axela znalezienie angielskiejnarzeczonej zajęło ci dziesięć miesięcy, ale muszę przyznać, że zwlekanieprzyniosło jak najlepszy rezultat.Jest naprawdę czarująca. Przyciągnęłamnie do siebie i ucałowała chłodnymi suchymi wargami w oba policzki.Witaj w domu, dziecko.Nie podobało mi się, że nazwała mnie dzieckiem", mimo to zdołałamsię uśmiechnąć, skłonić i wymamrotać słowa podzięki. Miło cię widzieć, Esther powiedział Axel do macochy, ale nieuczynił nawet ruchu, by ją ucałować, i w tym samym momencie zdałamsobie sprawę, że nie okazał ani cienia przywiązania nikomu z rodziny.Wyglądasz dużo lepiej niż ostatnim razem, kiedy cię widziałem.Proszę cię, George, nie przypominaj mi tych strasznych dni procesu.Mary, podejdz tutaj, nie przykuto cię przecież do kanapy, prawda? No,dobrze.To Mary Moore, moja droga, wychowanica mego męża, któramieszka z nami.ach, Vere, jesteś nareszcie! Gdzie się podziewałeś?George z żoną właśnie do nas dołączyli.59RSVere był szczupłym mężczyzną o bladej twarzy.Odziedziczył pomatce drobniejszą budowę ciała, ale poza tym w ogóle jej nie przypominał.Miał jasne włosy i rzęsy, delikatną, niemal kobiecą cerę.W jego twarzynajbardziej uderzały głęboko osadzone oczy o intensywnej niebieskiejbarwie; zwróciłam na nie szczególnie uwagę, ponieważ nie zmieniły wyrazunawet, gdy się uśmiechnął. Witaj, George powiedział, a jego wymowa była bez zarzutu, aniśladu wiejskich naleciałości.Głos, podobnie jak oczy był pozbawionywszelkiej ekspresji. Już zaczęliśmy myśleć, że nigdy nie wrócisz doHaraldsdyke.Mogło w tym zabrzmieć rozczarowanie, ale nie zabrzmiało.Zadowolenie zresztą też nie.Ten przedziwny głos pozbawiony wszelkiejmodulacji sprawił, że poczułam się nieswojo.Zostałam przedstawionaVere'owi i chociaż odnosił się do mnie bardzo grzecznie, skrępowanie nieminęło.Rozmawialiśmy uprzejmie około dziesięciu minut w pięknym, bogatooświetlonym salonie, a potem przyszedł główny lokaj, by oznajmić, żepodano do stołu.Przeszliśmy przez hol do jadalni, gdzie czekała kolacja.Byłam głodna po długiej podróży, więc ucieszyłam się, że tradycyjnąherbatę o szóstej zdecydowano się dziś zastąpić posiłkiem.Zjedliśmywprawdzie po południu obiad w jednej z gospód rozmieszczonych wzdłużgranicy Sussex, ale wydawało mi się, że było to lata temu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]