[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Czyż wÄ…tpisz jeszcze? Dlaczego tedy nie ióiesz zmieszać siÄ™ z tÅ‚umem, który oczywiecznie na ZiemiÄ™ wytrzeszcza? czemu przystÄ…piÅ‚eÅ› do Bractwa Prawdy? Bo chcÄ™ znalezć prawdÄ™ za wszelkÄ… cenÄ™ odrzekÅ‚ Mataret krótko i powstaÅ‚z miejsca, przerywajÄ…c rozmowÄ™.Przy stole tymczasem nad mapÄ… wszczęła siÄ™ kłótnia.ChoóiÅ‚o mianowicie o zna-czenie linii powtórzonej tutaj również za oryginalnymi kartami Starego CzÅ‚owieka, naktórych wyrysowana byÅ‚a odóielnie& Linia ta falista, czerwonÄ… barwÄ… wyciÄ…gniÄ™ta, po-czynaÅ‚a siÄ™ krzyżykiem, w miejscu oznaczonym óiwnÄ… nazwÄ… Sin s est m, biegÅ‚a w lek-kich skrÄ™tach przez are mbri m, aż po górÄ™ latona, zaÅ‚amujÄ…c siÄ™ tutaj nagle kuwschodowi, aby dalej przew3ać siÄ™ znów wÅ›ród gór ku północnemu biegunowi Księży-ca&CzÅ‚onkowie Bractwa Prawdy starali siÄ™ od dawna wytÅ‚umaczyć sobie znaczenie tegokrÄ™tego węża, przecinajÄ…cego czwartÄ… część księżycowej kuli.Niektórzy przypuszczali, żejest to Å›lad drogi, przebytej niegdyÅ› przez Starego CzÅ‚owieka, ale mistrz Roda przeciwnybyÅ‚ takiemu mniemaniu owszem, uważaÅ‚ je nawet za herezjÄ™ wobec prawdy. Po cóż by bowiem mówiÅ‚ Stary CzÅ‚owiek miaÅ‚ siÄ™ posuwać z trudem i w nie-bezpieczeÅ„stwie po martwej powierzchni Księżyca, kiedy musi istnieć pod powierzchniÄ…wygodna komunikacja mięóy ukrytymi osadami?Linia czerwona pozostaÅ‚a tedy nadal niepokojÄ…cÄ… czÅ‚onków Bractwa zagadkÄ…, powo-dem czÄ™stych, a niekoÅ„czÄ…cych siÄ™ sporów pomięóy gorÄ™tszymi wyznawcami Prawdy.Jeden z nich, mÅ‚oóieniec o rozwichrzonej czuprynie, który przemawiaÅ‚ byÅ‚ wÅ‚aÅ›nieóisiaj, w chwili gdy Roda przybyÅ‚ na zgromaóenie, wystÄ…piÅ‚ teraz z nowÄ… teoriÄ….Utrzy-mywaÅ‚ on mianowicie, że jest to linia niebezpieczeÅ„stwa , jak siÄ™ wyrażaÅ‚& Nie drogaprzez Starego CzÅ‚owieka przebyta, lecz droga na powierzchni do przebycia możliwa, któ-rej mieszkaÅ„cy ielkie styni strzegÄ… zapewne w ciÄ…gÅ‚ej obawie powrotu wyóieói-czonych &PrawdaRzuciÅ‚ tÄ™ myÅ›l jako przypuszczenie, w miarÄ™ jednak, jak mu zaczÄ™to oponować, zapalaÅ‚siÄ™ coraz baróiej i upieraÅ‚, aż w koÅ„cu poczÄ…Å‚ uważać domysÅ‚ swój za prawdÄ™ niewÄ…tpliwÄ…i udowodnionÄ… i żądaÅ‚ nawet, aby Bractwo wyciÄ…gnęło stÄ…d praktyczne konsekwencjew celu dostania siÄ™ bez pomocy ZwyciÄ™zcy do tajemniczego kraju pod ielk styni.Wezwano RodÄ™ do rozstrzygniÄ™cia sporu.Mataret, stojÄ…c we drzwiach, patrzyÅ‚ przez chwilÄ™, jak mistrz z niezmiernÄ… powagÄ…zdanie swoje wygÅ‚aszaÅ‚, woóąc palcem po rozÅ‚ożonej mapie& ZrobiÅ‚ nawet ruch, jakgdyby siÄ™ miaÅ‚ zbliżyć i posÅ‚uchać, ale uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ tylko i rÄ™kÄ™ poÅ‚ożyÅ‚ na klamce&DÅ‚ugim, wÄ…skim i ciemnym korytarzem dostaÅ‚ siÄ™ niepostrzeżenie na ulicÄ™.ByÅ‚a tonajnęóniejsza óielnica w mieÅ›cie, siedlisko ubogich wyrobników, na wpół zaprzedanychw niewolÄ™ kupcom i fabrykantom mieszkajÄ…cym w piÄ™knych domach tam, w Å›rodku osa-dy, w pobliżu Å›wiÄ…tyni i arcykapÅ‚aÅ„skiego paÅ‚acu.Lepianki marne i krzywe cisnęły siÄ™z obu stron ciasnej ulicy, opadajÄ…cej w zaÅ‚omach ku morskiemu brzegowi.Kupy Å›mieciawalaÅ‚y siÄ™ przed progami, gn3Ä…c w żarze poÅ‚udniowego sÅ‚oÅ„ca zza rozwalonych opÅ‚ot-ków sterczaÅ‚y wiÄ™dnÄ…ce badyle bujnych chwastów.W cieniu wylegiwaÅ‚o siÄ™ kilka psów,zleniwiaÅ‚ych upaÅ‚em.Mataret przebiegÅ‚ szybko zauÅ‚ek, oglÄ…dajÄ…c siÄ™, czy go kto nie wiói.DomyÅ›lano siÄ™,że jest czÅ‚onkiem tajnego Bractwa Prawdy, znienawióonego zwÅ‚aszcza w tej óielnicy,góie ZwyciÄ™zca miaÅ‚ najgorÄ™tszych wyznawców i zwolenników.Luóie, w ciężkiej pracyi truóie gorzkim żyjÄ…cy, wióieli w tym jasnym ziemskim przybyszu naóiejÄ™ lepszejprzyszÅ‚oÅ›ci i oczekiwali z niecierpliwoÅ›ciÄ… chwili, kiedy pokonawszy szernów, powróci zzamorza, aby Å‚ad nowy na Księżycu zaprowaóić.Ale óisiaj nikt z okna nie wyjrzaÅ‚ ani nie rzuciÅ‚ przez zÄ™by przekleÅ„stwa, m3ajÄ…cw przechoóie pustyniarza , jak pogardliwie tutaj czÅ‚onków Bractwa nazywano.òiel-rzy ż a ski Trylogia księżycowa 220nica, która zazwyczaj nawet podczas najwiÄ™kszych poÅ‚udniowych upałów roiÅ‚a siÄ™ ludzmi,nęóą do pracy zmuszonymi, wyglÄ…daÅ‚a jak gdyby wymarÅ‚a.Dopiero na szerszym placu,skÄ…d siÄ™ już piÄ™knie brukowane drogi ku Å›ródmieÅ›ciu poczynaÅ‚y, spotkaÅ‚ Mataret grupkÄ™z kilku robotników zÅ‚ożonÄ….Stali w cieniu jakiegoÅ› pustego kramu i rozmawiali żywo,z widocznym niepokojem poglÄ…dajÄ…c ku morzu.Z kilku zasÅ‚yszanych w przelocie słów Mataret wyrozumiaÅ‚, iż staÅ‚o siÄ™ coÅ› ważnego,co miaÅ‚o zwiÄ…zek z wyprawÄ… ZwyciÄ™zcy na poÅ‚udnie.PrzyÅ›pieszyÅ‚ tedy kroku, zwracajÄ…csiÄ™ w stronÄ™ miasta, góie spoóiewaÅ‚ siÄ™ zasiÄ™gnąć pewnych wiadomoÅ›ci.Plac przed Å›wiÄ…tyniÄ… byÅ‚ natÅ‚oczony ludem.Rozprawiano o przybyciu posłów, któ-rzy z powodu niesprzyjajÄ…cego wiatru w nocy zmylili drogÄ™ i wylÄ…dowawszy nad ranemdaleko na wschód za szczytem tamora, pół dnia zużyć musieli, nim siÄ™ pieszo zdoÅ‚alidobić do miasta.Mataret przysÅ‚uchiwaÅ‚ siÄ™ z zajÄ™ciem krzyżujÄ…cym siÄ™ w powietrzu zda-niom
[ Pobierz całość w formacie PDF ]