[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A dlaciebie, Kaje?- Wzięłaś od niej autograf? - Kaje patrzyła na mnie szeroko otwartymioczami.- Od kogo?- Od Czarskiej.- Jakoś nie przyszło mi to do głowy, wybacz.Montezuma się roześmiała.- Jak widzę, obie macie nierówno pod sufitem.No dobrze.NajpierwKaje - Montezuma wyjęła z barku butelkę koniaku „Remy Martin” iszybko rozlała go do kieliszków.- Opowiedz Warwarze wszystko, co miopowiedziałaś.- Zacząć od tego, jak Juri pokazał mi jej zdjęcie?- Te mrożące krew w żyłach szczegóły możesz sobie odpuścić - Mon-tezuma z właściwą sobie energią zaczęła przewodzić akcją „Ocalenieświętej Barbary”.- I to, jak o mało co nie urodziłaś przed czasem małegogliniarza - też.- Juri pokazał mi ten.- Portret pamięciowy - podpowiedziałam usłużnie.- No właśnie.Niezbyt jesteś na nim do siebie podobna, ale można cięrozpoznać.Juri powiedział, że wysłali pisma do Estonii i Austrii, gdziemieszkała ofiara.I że z Estonii przyszła odpowiedź.Popatrzyłam z wyrzutem na Montezumę.- Okazuje się, że wasze.- Kaje prztyknęła palcami -.wasze sorme-jaig 26 wciągnęli do rejestru.Przysłali dane.Nic szczególnego tam niebyło.Po prostu rodzaj zajęcia.26 Sormejaig- (est.) odciski palców- No właśnie, kiedy wreszcie zmienisz ten rodzaj zajęcia? - wtrąciłasię Montezuma.- Możesz uważać, że już zmieniłam.- Potem ustalili, gdzie mieszkasz.Twój dowód osobisty jest podobnodo odebrania w Urzędzie Miasta.To prawda, Waria?- Tym dowodem można się teraz podetrzeć - podsumowała Monte-zuma.- I zapomnieć o nim raz na zawsze.Mów o wersjach, Kaje.Kaje odchyliła głowę do tyłu i zaczęła opowiadać:- Krótko mówiąc, mają dwie wersje wydarzeń.Jedną z nich rozpra-cowuje Juri, a drugą jakiś chłopak z FSB.Nazywa się Lemieszonek.Straszna z niego świnia.Chce odsunąć Jurija od sprawy.- Kaje, te ministerialne kłótnie też sobie odpuśćmy.Myślę, że Warwa-ra ma gdzieś, kto ją wsadzi - czy twój mąż, czy jakiś tam efesbeszny du-pek.Proszę o wybaczenie za brzydkie słownictwo.- Ale wy nie znacie Jurija! - Kaje targały sprzeczne uczucia: kobiecaprzyjacielska solidarność oraz wielka, prawdziwa miłość do męża.-Gdybyśmy mu o wszystkim powiedziały, na pewno by zrozumiał i po-mógł.- Na pewno by pomógł - rzekła cynicznie Montezuma.- Pomógłby za-cisnąć nam pętlę na szyi.W ogóle wątpię w zdolności umysłowe męż-czyzn.I im dłużej żyję - tym bardziej wątpię.Wracaj do tematu, Kaje.W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.Wystraszona Kaje usiłowałazasłonić się swoim brzuchem, a ja z trudem powstrzymałam się odwskoczenia pod biurko i pozostania tam na zawsze.- Tak, dziewczyny - zauważyła Montezuma, zbliżając się do drzwi -widzę, że nerwy macie już doszczętnie zszargane.To tylko Akop.- Ty to masz dobrze.- znów zaczęła chlipać Kaje.-.Ciebie nikt nieruszy.Twoje meble stoją w domku letniskowym gubernatora.Do gabinetu, z szacunkiem, zgiąwszy się wpół, wszedł barman zogromnym koszem w rękach.Zgiąwszy się jeszcze bardziej i z jeszczewiększym szacunkiem (biedak!!!), zaczął wykładać serwetki, sztućce italerzyki zjedzeniem.- To co, dziewczyny, przekąsimy coś? - Montezuma uwielbiała rolęgościnnej gospodyni.- Dawno się razem nie spotykałyśmy.Szkoda tyl-ko, że okazja jest wątpliwa.Może zaprosimy któregoś z moich chłop-ców?- A po co? - zdziwiłam się.- Potańczyliby dla nas podczas kolacji.Mają akurat nowy program.Taniec brzucha.Robi wrażenie.- Ja się nie zgadzam - wtrąciła natychmiast Kaje.- Mina naine abie-lus! 2727 Mina naine abielus! - (est.) jestem zamężna!- Boże, co za nudziara! - Montezuma nadziała na widelec kawałekwędzonego węgorza.- W takim razie, jeśli nie chcesz się trochę zabawić,to leć dalej z tymi wersjami.- Juri uważa, że poznaliście się jeszcze w Estonii - w odróżnieniu odMontezumy Kaje ograniczyła się do brzoskwiń i winogron.- I że coś wasłączyło.I że jesteś.wariatką.- Jak miło z jego strony.- Przepraszam, Waria.to znaczy, może niezupełnie wariatką.Mia-łaś rachunki do wyrównania i z Kiwi, i ze Stasem.Pracowałaś dla Stasa.Stas podsunął ci klienta.Klient okazał się twoim starym znajomym.Byćmoże źle cię potraktował.Broniłaś się i go zabiłaś.Potem wpadłaś wszał.Wróciłaś do Stasa i zrobiłaś z nim to samo, gdyż był twoim alfon-sem.I też cię źle traktował.- Poczekaj, poczekaj.Czyja to tak naprawdę wersja? Twojego mężaczy może raczej twoja własna?Kaje zamyśliła się, odruchowo oderwała kulkę winogrona i rozgniotłają w palcach.Nie spodziewała się takiego pytania.- Oboje tak sądzimy, Waria.I ja, i Juri.To jest bardzo rozsądne wy-jaśnienie.A poza tym, kiedy tak myślałam, nie wiedziałam jeszcze, żenikogo nie zabiłaś.- A druga wersja?- Lemieszonek chce pokazać, że jest lepszy od Jurija i zająć jego sta-nowisko - Kaje potrząsnęła głową.- Uważa, że to wszystko nie jest takieproste i że najprawdopodobniej jesteś płatnym zabójcą.Montezuma popatrzyła na mnie z zazdrością.- Ja? Płatnym zabójcą? - zapytałam.- Tak.I że sprawa jest bardziej skomplikowana.Że ma jakiś związek zbiżuterią.- Z jaką biżuterią? - zaniepokoiłam się.- Kiwi posiadał dużą kolekcję brylantów.Znaną w całej Europie.Byćmoże został zabity właśnie przez te kamienie.- Zakosiłaś je?! Przyznaj się w tej chwili! - Montezuma postukała pa-znokciem w mój kieliszek.Jedyną cenną rzeczą, która została mi w spadku po Olewie Kiwi, byłpierścionek jego żony.Jednak nie zamierzałam się nim chwalić przeddziewczynami.- Nie widziałam żadnych kamieni.A co, to on je przywiózł ze sobą?- Nie - Kaje zmarszczyła czoło.- Przynajmniej na granicy niczego niezadeklarował.Ale równie dobrze mógł nabyć coś tutaj.W jego notesieznaleziono adres pewnego jubilera.Nielegalnego.- Co to za jeden? - zapytałam.Montezuma czujnie uniosła cienką brew.- Żadnych poczynań na własną rękę! I tak już ugrzęzłaś po same uszy.- Otóż to.Nie mam nic do stracenia - próbowałam ją przekonać.Bezskutecznie.- Masz.W przeciwnym razie byś nie zadzwoniła.Bo przecież zadzwo-niłaś, żeby.- spojrzała na mnie wyczekująco.- Zgadza się
[ Pobierz całość w formacie PDF ]