[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Musieli się więc poddać.Mohammed Emin darował życie swym wrogom,lecz zabrał im część ich trzód oraz zażądał bezterminowej daniny, która mabyć rokrocznie uiszczana".— A co się stało z tym obcym wodzem? — spytał Ali bej.— Powiedział: „Es selam 'alejkum!" — po czym uniósł się na swymczarnym koniu w niebo i zniknął w chmurach — brzmiała odpowiedźKurda.— Twoja opowieść jest piękna.Czy jesteś jednak pewny, że to wydarzeniemiało naprawdę miejsce?— Ta historia jest prawdziwa.Pięciu mężczyzn z Dżelu było w tym czasiew Selamije, gdzie usłyszeli o tym od Haddedihnów.Potem, przechodząctędy, opowiedzieli wszystko mnie i moim ludziom:— Masz rację — oświadczył Ali bej — to się istotnie zdarzyło, leczinaczej, niż słyszałeś.Czy chciałbyś zobaczyć czarnego rumaka tegoseraskiera?— To przecież niemożliwe, beju!— Możliwe, gdyż ten koń stoi w pobliżu.To ten kary ogier!— Żartujesz, beju!— Nie żartuję, mówię prawdę.— Koń jest wspaniały.Nie widziałem jeszcze takiego.Ale to przecieżwierzchowiec człowieka, który ci towarzyszy.— A ten człowiek jest właśnie owym obcym seraskierem, o którymopowiadałeś.— Niemożliwe! — Kurd ze zdziwienia rozdziawił usta.— Niemożliwe mówisz? Czy cię kiedyś okłamałem? Zapewniam cięponownie, że to on.Oczy i usta Husseina agi otwierały się coraz szerzej.Wlepił we mnie wzrokjak urzeczony, wyciągając przy tym mimowolnie rękę do miski z miodem;chybił jednak i sięgnął obok do worka z tabaką.Nie zauważył omyłki,nabrał pełną garść tego narkotycznego ziela i wsunął je między swojelśniącobiałe zęby.Tabaka podziałała momentalnie.PrzywódcaBadynańczyków natychmiast rozwarł, szczęki i wypluł zawartość jamyustnej Alemu bejowi w twarz.— Na Proroka! Czy to naprawdę on? — spytał Kurd ponownie znajwiększym zakłopotaniem.— Przecież już cię o tym zapewniłem — roześmiał się opluty, wycierającsobie twarz końcem swojej szaty.— O seraskierze — zwrócił się teraz Kurd do mnie — atina ta insziallah,keira — daj Boże, żeby twoja wizyta przyniosła nam szczęście!— Zapewniam cię, że przyniesie ci szczęście — zaszwargotałem łamanymżargonem, ale on mnie zrozumiał.— Twój czarny rumak jest tutaj — kontynuował Hussein aga — lecz gdziejest twoja tarcza z rubinem, twoja zbroja, twój hełm, twoja lanca, twojaszabla?— Posłuchaj, co ci powiem! Jestem tym obcym wojownikiem, który był uMohammeda Emina, lecz nie zstąpiłem z nieba.Przybyłem z dalekiegokraju, ale nie jestem naczelnym dowódcą jego wojska.Nie miałem złotejani srebrnej broni.Możesz tu natomiast zobaczyć broń, jakiej wy nieposiadacie.Ta broń pozwala mi nie obawiać się wrogów.Czy mam cipokazać, jak się strzela z tych fuzji?— Sere ta, ser babe ta, ser hemszer ta Ali Bej — na twoją głowę, na głowętwego ojca oraz na głowę twego przyjaciela, Alego beja, zaklinam cię, nierób tego! — prosił wystraszony.— Odłożyłeś tamtą zbroję, dzidę, tarczę imiecz, zaopatrując się w inną, która być może jest jeszcze bardziejniebezpieczna.Nie wiem, czym cię obdarować; przyrzeknij mi jednak, że zechcesz zostać moim przyjacielem!— Jakaż korzyść z twojej przyjaźni? W twoim kraju znane jest przysłowie:„Diszmini be akil szi yari be akil czitire — Rozumny nieprzyjaciel jestlepszy, niż przyjaciel bez rozumu".— Czy byłem nierozumny, panie?— Nie wiesz, że należy przywitać gościa, zwłaszcza gdy przybywa z twoimprzyjacielem?— Masz rację.Ukarałeś mnie przysłowiem.Pozwól, że odpowiem ciinnym: „Beczuk lasime thabe'i mesinan bebe — Mały musi słuchaćwielkiego".Bądź ty tym wielkim! Ja ci będę posłuszny.— Bądź przede wszystkim posłuszny mojemu przyjacielowi, Alemubejowi! On zwycięży, a ty otrzymasz przyrzeczone ci tureckie strzelby.— Gniewasz się? Przebacz mi! Ser sere men; bu kalmeta ta czu taksirnakem — Na moją głowę; niczego nie pożałuję, żeby ci służyć.Weź towinne grono i jedz z niego do woli; weź, ile chcesz tytoniu, i pal!— Dziękujemy ci — odpowiedział Ali bej w imieniu nas obu,przyzwyczajony do higieny i konsumpcji czystych potraw i łakoci.—Jadliśmy przed wyjazdem z domu, a poza tym nie możemy tracić czasu.Musimy jak najprędzej wrócić do Szeik Adi.Wstał z rozścielonego dywanu i ja poszedłem za jego przykładem.Husseinaga odprowadził nas aż do ścieżki Żegnając się z nami, przyrzekł jeszczeraz, że wywiąże się ze swojego zadania jak najlepiej.Wracaliśmy tą samądrogą, którą przybyliśmy do Kurdów [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl