[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeden z nich natychmiast rzucił się na Jacka, który upuścił Trifolda Focusa, kiedy znacznie większy od niego mężczyzna z całej siły rąbnął go w plecy.- Uciekaj, Pete! - wykrzyknął Jack tuż przed tym, jakten sam mężczyzna zdzielił go w głowę.Pete pobiegła prosto do kuchni i z szuflady na lewo odzlewu wyciągnęła potężną, żelazną patelnię.Jeden z intruzów rzucił się za nią w pościg.Gdy wbiegł do kuchni,Pete zamachnęła się na niego patelnią.Nie trafiła jednakw głowę, tylko w ramię.Mężczyzna trzymał w ręce jakiś czarny przedmiot z grubą lufą - Pete pomyślała, że to paralizator.- Niezła sztuczka, suko, ale masz pecha.Po tym, jak poradziliście sobie ze zjawami, wysłali na was ludzi.Chłodneżelazo nie działa na nas, głupia krowo.- Wyszeptał pod nosem jakieś zaklęcie i ciało Pete stężało mimowolnie, spodziewając się bólu.Nie została jednak trafiona pociskiem, a przedmiot w ręce bandyty okazał się nie paralizatorem, tylko magicznąróżdżką.Pete poczuła najpierw mrozny podmuch, a potemuderzenie, jakby wpadła głową pod ciężarówkę.Wyleciaław powietrze, wywinęła kozła i rąbnęła o przeciwległą ścianę kuchni, osuwając się bezwładnie na ziemię.Czarownik podszedł i wycelował lśniącą czarną różdżkę między jej oczy.- Chcesz coś powiedzieć, wiedzmowa szmato?Pete z wysiłkiem złapała się krawędzi kuchennego blatui zamarła.Wiedziała, że teraz liczy się dosłownie każda sekunda i musi grać na zwłokę.- Owszem.Otóż najchętniej wsadziłabym ci tę różdżkęw dupę.Domyślam się, że pewnie lubisz takie zabawy, więcpomyślałam, że zamiast tego po prostu zrobię ci krzywdę.Czarownik warknął z wściekłością i znowu wzniósł różdżkę.Pete błyskawicznie zerwała się, wykręciła mu ramięi skierowała różdżkę w odwrotną stronę.Czarownik spóznił się o ułamek sekundy.Czar eksplodował, a wraz z nimjego ciało, jakby zderzył się czołowo z samochodem przypełnej prędkości.Pete zostawiła go wykrwawiającego się na podłodze i pobiegła odszukać Jacka.Dwóch zamaskowanych mężczyznprzyciskało go do podłogi, a trzeci tłukł po twarzy, klnącprzy tym niemiłosiernie.- Pete.- zdołał wykrztusić między kolejnymi ciosamiJack -.wracaj.Pete potraktowała najbliższego oprawcę patelnią, wkładając w ten cios całą swoją siłę.Mężczyzna nawet nie krzyknął, tylko zwalił się na ziemię z pękniętą czaszką.Ten, który bił Jacka, odwrócił się i zamachnął na Pete nożem, którywyciągnął z rękawa płaszcza.Pete uniknęła ostrza, kopnęła napastnika w żołądek, a kiedy czarownik zgiął się wpół,przywaliła mu patelnią w tył głowy.- Stop! - Trzeci mężczyzna, który dotąd przytrzymywałJacka, przyłożył mu różdżkę do głowy.Różdżka była patykowata i brązowa, przypominała jakiś korzeń.- Odstąpalbo zamienię jego mózg w galaretę.Pete spojrzała Jackowi w oczy.Serce waliło jej w piersi.Miała szczerą ochotę tak długo tłuc mężczyzn, którzy pobili Jacka, aż zamienią się w krwawą miazgę.- Posłuchaj go - Jack wymamrotał przez rozcięte usta.- To czarownicy, zwykle wiedzą, co mówią.- 236 -Kiedy czarownik popatrzył na Pete, Jack ukradkowo wsunął dłoń do kieszeni.Pete zmarszczyła lekko brwi.Jack odwzajemnił jej spojrzenie, a potem puścił oczko tak szybko,że Pete zastanowiła się, czy przypadkiem jej się nie przywidziało.Miała nadzieję, że nie.- Jesteś głucha, panienko? Odłóż patelnię i podejdz tunatychmiast!- Pożałujesz tego - odparła Pete, ale posłusznie upuściła patelnię.- Ruszaj się! - warknął czarownik.A potem zwrócił siędo Jacka: - Zanim ją zabiję, chętnie ją przelecę.Jest całkiem apetyczna, Winter, muszę ci to przyznać.Pete westchnęła.- To najgorsza rzecz, jaką mogłeś powiedzieć.Jack błyskawicznie otworzył nóż składany, który wydobył z kieszeni, i wyszarpnął rękę.Na moment spowiła godelikatna poświata - raczej iskra niż płomień - a kiedy Pete spojrzała na niego znowu, Jack wyślizgnął się już z uścisku czarownika.Mężczyzna wytrzeszczył oczy, ale spóznił się z reakcjąo ułamek sekundy.Jack wbił mu nóż w krtań po samą rękojeść.- Nie tylko najgorsza, ale ostatnia - oznajmił, po czymzachwiał się lekko na nogach i usiadł z głuchym łoskotemna ziemi.Czarownik zabulgotał i upadł na plecy.Różdżka potoczyła się na bok, a z rany trysnęła krew, pulsując coraz słabiej z każdym biciem jego gasnącego serca.Pete uklękłaobok Jacka i podniosła go, wsadzając mu ramię pod głowę.Pod palcami wyczuła lepkie od krwi rozcięcie.- O, Boże - jęknęła.- Jack.- 237 -- Nic mi nie będzie, skarbie.- Jack splunął krwią, a potem usiadł i na wszelki wypadek poruszał szczęką.- Nic złamanego, tylko parę seksownych otarć i stłuczeń.to wszystko.Mogło się skończyć dużo gorzej.Jack miał paskudnie podbite jedno oko i potrójną szramę na lewym policzku, która przykrywała starą bliznę.Z policzka sączyła się krew, ale zdołał uśmiechnąć się do Pete,chociaż jęknął z bólu.- Wyglądasz, jakbyś przed chwilą stoczył walkę z drużyną Manchesteru United - orzekła Pete.- Stłuczenia i rany nie są ani trochę seksowne.- Rumieniec na twojej twarzy mówi coś zupełnie innego - odparł Jack.- Martwiłam się, że cię zabili - powiedziała poważnymtonem Pete.- Coś nie daje mi spokoju.- Nie potrafiłaokreślić, co to takiego, z powodu krążącej wciąż w jej żyłach adrenaliny.- Tylko nie mów, że to nic nadzwyczajnego! To nie jest normalne, że pięciu czarowników włamuje się do mojego mieszkania i spuszcza mi łomot - dodałai poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła.- Do diabła!Przecież było ich pięciu!W tym momencie czarownik otoczony obłokiem czarnego, mroznego dymu wychynął z ciemnego kąta pokoju.Celował do Pete i Jacka z rewolweru.- Zwietnie radzisz sobie z magią, Winter, ale założę się,że nawet ty nie potrafisz zatrzymać kuli.Jack spojrzał na Pete.- Ma rację.- Mówiłem tamtym - ciągnął czarownik - że powinniśmy cię odnalezć, kiedy mieliśmy szansę, kiedy byłeś ćpu-nem, i naszprycować cię narkotykami tak, żebyś zdechł.- 238 -Jednak wtedy nie stanowiłeś dla nas zagrożenia.Nie jestem w stanie ci powiedzieć, jak bardzo jestem szczęśliwy,że to się zmieniło i nareszcie trafiłem na równego sobie.Jack stłumił westchnięcie.- Synku, czy my się znamy?- Nie - odparł czarownik, uśmiechając się pod maską.- Niebawem wszyscy w Czerni dowiedzą się.Będą odwracać się na mój widok i szeptać: Oto idzie zabójca JackaWintera, morderca, który stanął nad zwłokami KruczegoMaga i zabrał całą jego moc dla siebie".Zbyt długo cieszyłeś się talentem i darem, Winter.Nadszedł czas, żebysię poddać.Czarownik ruszył w stronę Jacka i Pete, naciskając spustrewolweru.- Uważaj, żeby.- zaczął Jack, lecz było za pózno.Czarownik potknął się o kabel wyznaczający granicę kręgu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]