[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. BÄ…dz pan spokojnym, potrafiÄ™ obalić jego, a gdy zechcÄ™ i gdy mi siÄ™ to podoba, was, i. ZamilkÅ‚a nagle, chustkÄ™ przyÅ‚ożyÅ‚a do oczów i nie mówiÄ…c sÅ‚owa, krokiem poważnym, milczÄ…ca, weszÅ‚a do sypialni.Drzwizatrzasnęła za sobÄ…, sÅ‚ychać byÅ‚o klucz okrÄ™cajÄ…cy siÄ™ w zamku: Brühl pozostaÅ‚ sam.VI.W maÅ‚éj uliczce pod murem starego miasta, która po wolnéj pochyÅ‚oÅ›ci schodziÅ‚a ku Elbie, staÅ‚ domek w ogródku, wÅ›róddrzewek, otoczony murem, z zamczystÄ… bramÄ….Poznać byÅ‚o po nim Å‚atwo, że go niedawno wzniesiono, starajÄ…c siÄ™, by trochÄ™wdziÄ™czniéj od innych kamienic wyglÄ…daÅ‚.Na Å›cianach poczepiaÅ‚ budowniczy girlandy kamiennych kwiatów, wkoÅ‚o okienposplataÅ‚ sznury, powyginaÅ‚ ozdoby tak, aby twardy piaskowiec wydawaÅ‚ siÄ™ miÄ™kkÄ… massÄ…, którÄ… jeden podmuch fantazyizmusiÅ‚ uÅ‚ożyć siÄ™ w zalotne ksztaÅ‚ty jakieÅ›, niewidzianéj architektury.Nigdzie linia prosta nie ostaÅ‚a siÄ™ dÅ‚ugo, kaprys rysownikakazaÅ‚ siÄ™ jéj zginać, opadać, zakreÅ›lać owale, zacierać kÄ…ty, a ze szpar patrzaÅ‚y wszÄ™dzie to wytrysÅ‚e niespodzianie liÅ›cie, towymarzone owoce, to gaÅ‚Ä™zie suche zwijajÄ…ce siÄ™ poÅ›miertnym uÅ›ciskiem.Na bramie staÅ‚y dwa wazony, niby z WÅ‚och kÄ™dyÅ› skradzione i przyniesione aby je przypominaÅ‚y.Z jednéj strony domuwystawka bluszczem opleciona, przypominaÅ‚a téż wÅ‚oskie pergole.Przodem kamieniczka zwrócona byÅ‚a ku Elbie, jakby namiasto patrzéć nie chciaÅ‚a.Zdala przed niÄ… Å›wieciÅ‚ paÅ‚ac JapoÅ„ski.Posadzone drzewa choć mÅ‚ode rosÅ‚y tu bujnie i już trochÄ™cieniu rzucaÅ‚y, a dwie starsze lipy pozostaÅ‚e z dawnych czasów, z popróchniaÅ‚emi pniami, szeroko roztaczaÅ‚y gaÅ‚Ä™zie.Nad znakiem u pierwszego piÄ™tra, jednego wieczoru jesieni na balkonie kamiennym, siedziaÅ‚a kobieta sama jedna.Istny tobyÅ‚ obraz tÄ™sknicy.MÅ‚oda, piÄ™kna, smutnÄ… byÅ‚a jak noc; czarne brwi Å›ciÄ…gniÄ™te, w ciemnych oczach Å›wieciÅ‚y Å‚zy niewyronione,rÄ™ce oparÅ‚a na kolanach obie, na biaÅ‚ych dÅ‚oniach zwiesiÅ‚a gÅ‚owÄ™ przechylonÄ… i patrzaÅ‚a w dal zadumana.Aatwo w niéj wÅ‚oszkÄ™ poznać byÅ‚o, bo tak bujnie rosnÄ… tylko kobiéty i kwiaty pod tamtém sÅ‚oÅ„cem ożywczém; tak piÄ™kneksztaÅ‚ty nadaje tylko natura wybranym dzieciom w atmosferze woniejÄ…céj kwiatem pomaraÅ„czowym i morskiemi zapachy.Naróżowych ustach wpół otwartych, z pod których perÅ‚owe wyglÄ…daÅ‚y zÄ…bki, bÅ‚Ä…kaÅ‚a siÄ™ piosenka.MyÅ›l jÄ… przerywaÅ‚a, gÅ‚os ustawaÅ‚i po chwili jakby od niechcenia, cichy pÅ‚ynÄ…Å‚ z piersi, niby senny, stÅ‚umiony i umieraÅ‚ milczeniem znowu i rodziÅ‚ siÄ™westchnieniem.ByÅ‚a sama z sobÄ…, caÅ‚a w sobie, skamieniaÅ‚a tÄ™sknicÄ…, zdrÄ™twiaÅ‚a nudÄ…, znÄ™kana życiem.Pieśń pÅ‚ynęła z naÅ‚ogu, Å‚zy pÅ‚ynęłyz serca.Ubrana jak w domu i do domu, mogÅ‚a Å›nić o wÅ‚oskiéj ciepÅ‚éj jesieni, tak dzieÅ„ byÅ‚ gorÄ…cy, a powietrze parne prawie.To téżzaledwie osÅ‚oniona, daÅ‚a biaÅ‚éj sukni spadać z ramion, a czarnym wÅ‚osom pÅ‚ynąć po ziemi i na nogach miaÅ‚a tylko pantofelki, arÄ™ce do pół wychodziÅ‚y jakby na okaz dla snycerza.Wieku trudno byÅ‚o odgadnąć, pierwsza mÅ‚odość uciekaÅ‚a ledwie, apoczynaÅ‚y siÄ™ te lata, co tÄ™skniÄ… już za niÄ… i pragnÄ… przyszÅ‚oÅ›ci a lÄ™kajÄ… siÄ™ jéj razem.Oczy już pÅ‚akać umiaÅ‚y, a usta Å›miaÅ‚y siÄ™nieraz pocaÅ‚unkom i nie zdawaÅ‚y siÄ™ ich pragnąć.MyÅ›lÄ… byÅ‚a gdzieÅ› daleko, za morzami, za górami, ale nie tu nad smutnÄ… ElbÄ…i pod niebem bladém Północy.Niekiedy jakby wewnÄ™trzna jakaÅ› fala niÄ… poruszaÅ‚a, koÅ‚ysaÅ‚a siÄ™ tak siedzÄ…c i naówczas Å›piewka gÅ‚oÅ›niéj dobywaÅ‚a siÄ™ z jéjpiersi, Å‚za spÅ‚ynęła po twarzyczce, oko po niéj czarniejszém i pÅ‚omienistszém siÄ™ zdawaÅ‚o.Na lewo w pomaraÅ„czowych blaskach zachodziÅ‚o sÅ‚oÅ„ce, ku téj części nieba miaÅ‚a zwrócone oczy.Wtém zaszeleÅ›ciaÅ‚o coÅ› wciasnéj uliczce: sÅ‚ychać byÅ‚o jakby poÅ›pieszne kroki.OdgÅ‚os ich uderzyÅ‚ ucho zamyÅ›lonéj kobiety i obudziÅ‚ jÄ… ze snu.StrwożyÅ‚asiÄ™, stanęła, sÅ‚uchaÅ‚a w milczeniu.W bramÄ™ ktoÅ› stuknÄ…Å‚.Przerażona, otulajÄ…c siÄ™ sukniÄ…, chwytajÄ…c wÅ‚osy rozrzucone, wbiegÅ‚a do domu i znikÅ‚a.Drugie stukniÄ™cie daÅ‚o siÄ™ sÅ‚yszéć w bramie, w domku byÅ‚o cicho; ktoÅ› uderzyÅ‚ raz trzeci i furtka siÄ™ otwarÅ‚a.Mężczyznastary, odarty, w bieliznie tylko i narzuconym na ramiona aksamitnym przyodziewku zszarzanym, w czapce włóczkowéj zblakÅ‚éj,na siwych rozczochranych wÅ‚osach, wyjrzaÅ‚ rozglÄ…dajÄ…c siÄ™ ciekawie.Przed bramÄ… staÅ‚ pÅ‚aszczykiem otulony mÅ‚ody mężczyzna,piÄ™knéj twarzy, który nie patrzÄ…c i nie pytajÄ…c, natychmiast wcisnÄ…Å‚ siÄ™ do wnÄ™trza [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl