[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Druga strona była jedną ciągłąlinią.Nie miał dobrych doświadczeń z kobietami, ale życie bez kobiety jest ciężkie.Wiedział o tym.Powinien znalezć sobie żonę.Nie ma na co czekać.Ale nie byłołatwo.W kontaktach z kobietami odczuwał zawstydzenie.Jego chłopięcanieśmiałość pogłębiała się na sam widok płci przeciwnej.Kiedy kobieta była ładna,plątał mu się język.Kiedy była piękna, chciał ją zbić, potłuc, jak tłucze sięporcelanową lalkę.Chciał zrobić rysę na jej doskonałości i sprawdzić, czy jestprawdziwa.Chciał ją sprowokować do ludzkich gestów.Ludzkie było wycie,skomlenie, pisk, ludzki był lament nad podbitym okiem.To znał.Patrzył na jeepa Marii B.i wiedział, że nie powinno jej tu być.Na tymparkingu Las Vegas.W taką zimną noc.I z tym prokuratorem.Z miłości jąnaprawi.Pomaluje jej oko na kolor śliwki.Potem przytuli z całych sił.Obejmiemocno i ochroni.Bo już będzie wiedział, że to jest człowiek.Taki jak on.Tak mu się śniła Maria B.przez całą noc, z fioletowym okiem.Na tle białegośniegu.* * *Dzieci zjeżdżały, na czym się dało.Nie było wątpliwości, że nie jest to jednaz warszawskich górek, pełna identycznych sanek z hipermarketów.Tutaj odbywałsię konkurs na najbardziej oryginalne zjeżdżajki.W ruch poszły większereklamówki, syntetyczne torby na zakupy, opony samochodowe, kurtki ortalionowe,kawałki plastiku niewiadomego pochodzenia.Oczywiście były też sanki.A nasankach Julka.Właściwie na bobsleju.Z bajerami w postaci hamulcówi kierownicy.Inne dzieci patrzyły na nią z zazdrością, a Julka beczała.Azyzamarzały jej na skórze i roztapiały się na powrót od rozgrzanych policzków.Maria B.z trudem kryła rozczarowanie.Zamówiła sanki w katalogu jeszczew Warszawie, wiozła je potem trzysta kilometrów tylko po to, żeby teraz smarkulabała się zjechać.Cóż strasznego mogło być w wiejskiej górce? Rozjeżdżonejw każdą stronę, włączając tę, która wychodziła na jezioro? Czego można się bać?Przecież górka nie powstanie z kolan jak jakiś potwór i nie okaże się nagle, że jestwiększa, niż się wydawało.Julka siedziała w bobsleju, zaciskając kurczowohamulce po bokach. Psze pani, psze pani, ja z nią zjadę zaoferował się ochoczo jakiśchłopaczek.Maria B.była coraz bardziej speszona.Była jedynym rodzicem, któryprzyszedł w sobotę z dzieckiem na sanki.Wprawiło ją w zakłopotanie to, żez propozycją rozwiązania wyszedł jakiś smark, podczas gdy oczy wszystkichzwrócone były na nią.Musiałaby albo wspiąć się na górkę w kozaczkach naszpilkach, albo pozwolić obcemu dzieciakowi wcisnąć się do bobsleja.Zanimwymyśliła, jak wyjść z tego impasu, sytuacja rozwiązała się sama.Któreś z dziecipopchnęło sanki i bobslej ruszył.Wszyscy wstrzymali oddech i patrzyli, jak piękniezjeżdża, zostawiając za sobą ślad dwóch hamulców.Na końcu sanki przewróciły sięi Julka wpadła w prawdziwą histerię.Nic nie było w stanie jej uspokoić.Stałai prężyła się jak bezradne niemowlę.Maria B.próbowała po dobroci, doprawdy byliświadkowie, że próbowała.Ale Julka stała, cała w śniegu jak bałwanek, i niesłuchała.Maria B.zostawiła więc dziecko na dole i, nie zważając na obcasy,podniosła sanki, po czym krok za krokiem wdrapała się na szczyt.Córka patrzyła nanią skonsternowana.Przestała płakać, gdy matka zgrabnym ruchem wsiadła dobobsleja, zwolniła hamulec i ruszyła prosto na nią.Zjazd był zaiste imponujący.Sanki przechylały się z prawej na lewą jak żaglówka na wodzie.Wiraże pokazały,jak są zwrotne i bezpieczne.Maria B., najwyrazniej zadowolona z siebie,zahamowała przed Julką i powiedziała: Widzisz, tak to się robi.Wszystkiemu z oddali przyglądał się Mariusz K.Nie myśląc wiele, wsiadł namotor, podjechał do niej i spytał ośmielony jej poczynaniami: Chyba macie ochotę na kulig!Maria B.chciała zejść z oczu widowni.Spektakl był skończony, ale nikt nieklaskał
[ Pobierz całość w formacie PDF ]