[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Dobrze, popłynę z tobą, ale pod warunkiem że wyruszymy przed Bożym Narodzeniem.Na twarzy Randolpha odmalowało się rozczarowanie.Chwilę pózniej można byłoby o nim powiedzieć, że wygląda jak surowy Szkot.- Czy twoja misja tutaj dobiegła końca?Znów go nie doceniła.Po raz kolejny nie udało jej się niczego dowiedzieć.Odwzajemniła jego ostrespojrzenie, ale milczał.- Ja odpowiedziałem na twoje pytanie, a ty nie odpłaciłaś mi tym samym.Tak naprawdę Randolph nic jej nie powiedział, poza bajeczką o religijności Hiszpanów.- Chcesz się porównywać z naszym królem? Ja służę tylko jego sprawom. - A cóż to za sprawy?Pozornie ich rozmowa utknęła w martwym punkcie, jednak od jej rozwoju zależały ich dalszestosunki, ich wzajemne uczucia i szacunek.Elizabeth nie chciała ryzykować utraty tego wszystkiego.336- Nie pytaj więcej o moją misję, milordzie, a ja nie będę pytać ciebie, co zamierzasz robić w czasieświąt.Randolph zrozumiał, że niczego się od niej nie dowie.Jednak przecież to na niej samej mu zależało najbardziej.Do diabła z polityką, która zresztą przywiodła tu ich oboje.Aączyły ich sprawy lekkie i przyjemne ina tym należało poprzestać.Będzie musiał po prostu w przyszłości uważać na słowa - niemal wygadał się o zgromadzeniu zjednoczeniowym, czym mógłby narazić naniebezpieczeństwo wszystkich jego uczestników.Przyłożył zgrzebło do serca i oświadczył:- Masz na to moje słowo.A teraz pomóż mi.Chcę wyczyścić tej damie kopyta.Elizabeth weszła do boksu Królowej, a klacz zaczęła się zachowywać jak Szczeniak.Aasiła się doswej pani, domagając się pieszczot.Elizabeth chętnie spełniała zachcianki ulubienicy.Aby zdobyć jej uczucie, Randolph gotów był pertraktować z samym diabłem.Zastanawiał się, conajbardziej w niej lubił, lecz było tego tak wiele.Podobało mu się, jak się śmiała, kiedy prawił jejkomplementy.Uwielbiał patrzeć na nieskrywaną radość Elizabeth, zajmującej się końmi.Cieszył się,że jest taka inteligentna i wyobrażał sobie swój zamek pełen córek tak samo pięknych i bystrych jakich matka.Czuł nawet zadowolenie ze zmian, jakie zaszły w nim samym od momentu, kiedy ją poznał.W tej chwili jego największym pragnieniem było spędzić z tą kobietą resztę życia.Drzwi stajni otworzyły się nagle.- Na Boga!Randolph zesztywniał.Edward, król Anglii! Przyszedłprosto z kaplicy, u pasa miał różaniec.Ubrany był w podbitą skórami bobrów pelerynę, obramowanyfutrem kaftan i spodnie sięgające kolan.Zamiast ciężkiej korony, na jego głowie błyszczał złotydiadem wysadzany rubinami.337 Jego jasna bródka była skręcona w długie loczki według angielskiej mody.- Wciąż sama dbasz o swoje konie, lady Elizabeth?Elizabeth wyszła z boksu Królowej i skłoniła się Edwardowi.- Wciąż sprawia mi to przyjemność, wasza wysokość.- Pewien jestem, że i bez tego nie brakuje ci przyjemności.Nawet Edward Plantagenet więcej o niej wiedział niż Randolph.Stanął u jej boku i skłonił siękrólowi, mając nadzieję, że ten nie chce jej jeszcze odesłać do Bruce'a z wiadomością.Angielski monarcha skinął głową, jednocześnie uważnie im się przyglądając.Zapewne sprawdzał,czy Randolph ma broń.- Czy próbujesz uwieść szanowanego sługę twojego władcy?Rozmowa z wrogiem była poniżej jego godności.- Moje zamiary względem lady Elizabeth to moja prywatna sprawa.- Randuff - odezwała się Elizabeth po szkocku.- Nie odzywaj się i zaufaj mi.Chciałby ufać jej bezgranicznie, ale przecież była lojalna przede wszystkim wobec Bruce'a.Jednak zpewnością nie uda mu się zdobyć zaufania Elizabeth, jeśli teraz sam jej nie zaufa.- Dobrze, Ealasaid - zgodził się.- Para Szkotów mówiących po szkocku! - Król spoglądał raz na nią, raz na niego.- Co tam knujecie?- Nic nie knujemy, wasza wysokość - odparła Elizabeth.- Macqueen jest tutaj, żeby złożyć wyrazyszacunku Redowi Douglasowi i spotkać się ze starszym bratem, któremu tak wspaniałomyślniewybaczyłeś, najjaśniejszy panie.- Przysięgasz?338- Na mą duszę, wasza wysokość.- Dlaczego więc spotykasz się z Macqueenem w stajni?Randolph ujął ją pod ramię.- Przed przyjazdem tutaj nie znałem nawet lady Elizabeth.- On jezdzi innymi drogami niż ja - oznajmiła dziewczyna. - Ach, tak? On, zdaje się, pochodzi z gór? - odezwałsię ponuro Edward.- Lady Elizabeth była tak łaskawa, że pozwoliła mi dosiąść swojej klaczy - Randolph niechętniewłączył się do rozmowy z wrogiem.- Macqueen jest dla mnie odpowiednim towarzyszem- dodała Elizabeth.- Czuję się bezpieczniej, jeżdżąc po okolicy, jeśli on mi towarzyszy.- Anglicy nie są dla ciebie odpowiednim towarzystwem, pani? - spytał Edward drwiąco.Elizabeth spojrzała na niego śmiało.- Jak pamiętam, podczas mojej ostatniej wizyty w Londynie ty sam, najjaśniejszy panie, musiałeśmnie chronić przed zbyt natarczywymi zalotami pewnego angielskiego lorda.- Westmoreland do tej pory myśli o tobie.- Do końca moich dni będę pamiętać jego umizgi, będąc jednocześnie wdzięczna za interwencjęwaszej wysokości.Król potrząsnął głową i zachichotał.- Masz wyczucie i inteligencję obce większości twych ziomków.- Robię co mogę, najjaśniejszy panie.- Elizabeth przechyliła głowę na bok i uśmiechnęła się.- Szkoda, że za rządów mojego ojca tak dobrze służyłaś Bruce'owi.- Apetyt ojca waszej wysokości na Szkocję był wielki.Po gładkich rysach Edwarda przebiegł cień goryczy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl