[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I miał już do czynienia z oficerami dyżurnymi.A może sam kiedyś byłtakim oficerem?Dlaczego więc prowadził samochód, którym jechali dwaj mordercyi zakładniczka?I dlaczego zadzwonił, a potem zaraz odłożył słuchawkę?Przestała stawiać kolejne pytania, ponieważ w tym momenciezadzwoniła komórka, której elektroniczny sygnał rozbrzmiał donośniei głęboko w głośnikach w bocznych słupkach samochodu i w głośnikachw drzwiach.Sorenson odrobinę ściszyła i dotknęła przycisk „odbierz”.Dzwonił jej agent dyżurny z biura terenowego w Omaha.Ten, który niezdążył wtedy odebrać.– Masz na linii naczelnika.Sorenson zwolniła.Spojrzała na drogę przed sobą i zerknęław lusterka.– Połącz – powiedziała.Rozległ się trzask, podkreślony przez głośniki.Potem odezwał sięgłos:– Sorenson?– Słucham.Naczelnik biura.Jej przełożony.Jej szef.Nazywał się Perry, miałpięćdziesiąt cztery lata, całe życie spędził w FBI, był ambitny, miał naimię Anthony, wszyscy mówili mu Tony, a za jego plecami nazywali goStony, ponieważ w miejscu, gdzie powinien mieć serce, miał twardąskałę3.– Dzwoniłem na tę stację w Iowa.– Pan dzwonił?– Nie śpię, postanowiłem więc zrobić coś pożytecznego.– No i co?– Nie mają zapisu wideo.3 Stony (ang.) – kamienny.– Ale?– Nocny kasjer to chyba bystry chłopak.Opowiedział nam dośćskładną historię.– Czyli?– To był granatowy chevrolet impala.Chłopak nie pamiętanumerów rejestracyjnych.Przyjechały nim cztery osoby, trzej mężczyźnii kobieta.Początkowo jeden mężczyzna i kobieta zostali w samochodzie.Drugi mężczyzna tankował.I tu pierwszy ciekawy fakt: użył kartykredytowej, która, jak właśnie ustaliliśmy, była lipna.– Miała związek z kartą użytą na lotnisku w Denver?– Chyba nie.Prawie na pewno pochodziły z różnych źródeł.Drugiciekawy fakt jest taki, że samochód zatankował tylko niecałe czternaścielitrów, co chłopakowi ze stacji wydało się dziwne.W tym miejscu każdynalewa około pięćdziesięciu litrów, chyba że bierze kanister do kosiarki.– Więc albo nie nalali do pełna, co może znaczyć, że są blisko celu,albo dopełnili bak, co znaczy, że tankowali już wcześniej.– Sprawdzamy, czy tą kartą płacono tej nocy gdzie indziej.Na razienie ma żadnych rezultatów.Ale tak czy inaczej, w czasie tankowania dosklepu wszedł trzeci mężczyzna, zaczekał, aż zamkną się drzwi,a potem zapytał o telefon.– To był kierowca?– Tak.Chłopak opisał go jako wielkoluda ze świeżo rozbitymnosem, ze skorupą zaschniętej krwi.Chłopak przyznał, że z początkutrochę się przestraszył.Facet wyglądał jak postać z krwawego horroru.Jak dzikus.Miał bardzo brudne ubranie i potargane włosy.Ale mówiłnormalnie i okazał się uprzejmy.Chłopak pokazał mu automat, którybył za drzwiami przy toaletach.Dlatego nie wie, czy facet zadzwonił,czy nie.Potem mężczyzna, który wcześniej siedział w samochodzie,wszedł, żeby skorzystać z toalety.Facet z horroru wyszedł zza drzwi,wziął kawę dla wszystkich, a potem wyszedł ten drugi i razem poszli dosamochodu.Chevrolet spokojnie odjechał i skierował się na południe.– Napięta atmosfera? Coś podejrzanego?– Niczego takiego nie zauważył.Był środek nocy, więc wszyscywyglądali na trochę zmęczonych i rozkojarzonych, ale nie padły żadnewulgarne słowa i o ile dobrze zrozumiałem, nie wyczuwało się napięciaani nawet pośpiechu.– Słuchał pan nagrania z telefonu alarmowego?– Tak, dostałem kopię, oczywiście.– Coś zwróciło pana uwagę?– Słowo „prawdopodobnie”.Wydaje się bez sensu.Jeżeli jestjednym z nich, wie, gdzie popełniono zbrodnię.Powiedziałby wtedy, żema informacje dla Omaha w Nebrasce, koniec kropka.– Sądzi pan, że nie jest jednym z nich?– Sądzę, że to prosty człowiek z obstawy.Jest ich kierowcą, przynosikawę.Nie zna szczegółów.Bzdura, Stony, pomyślała Sorenson.Na mnie nie sprawił wrażeniaprostego człowieka.Wydał mi się bystrzejszy od, na przykład, ciebie.– Dziękuję panu – powiedziała.– To cenne uwagi.– Będziemy w kontakcie – odparł naczelnik i się rozłączył.Sorenson zastanawiała się przez następny kilometr, po czymprzyspieszyła do stu czterdziestu na godzinę i wróciła do e-maila.Podkręciła głośność i jeszcze raz odtworzyła nagranie.„Proszę mnie po prostu połączyć, szybko”.Pierwsze zdanie było konkretne, wypowiedziane spokojnymi rzeczowym tonem.„Mam informacje, prawdopodobnie dla waszegobiura terenowego w Omaha w Nebrasce”.Wprowadzenie.Wstęp.Nieodniosło jednak pożądanego skutku.Dyżurny nie kwapił się, bynatychmiast spełnić jego prośbę.Dlatego wielkolud z rozbitym nosemstracił cierpliwość
[ Pobierz całość w formacie PDF ]