[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Podążył za nią, ogromnie niezadowolony ze sposobu, w jaki go trak-towała.- Nie chcesz przestraszyć Sama, ale rzucasz się do wody, nie zważa-jąc, że możesz utonąć.Zatrzymała się w pół kroku i odwróciła się.Złość, jaką usłyszała wjego głosie, zaskoczyła ją.- Nie narażałam się na niebezpieczeństwo.Gdybym nie potrafiłauratować kangura, nie ryzykowałabym.- A gdyby porwał cię prąd?- Wiesz dobrze, że przy ujściu jest płytko, a prąd jest tam znaczniesłabszy.Wypłynęłabym, zanim dotarłabym do skał.To oczywiste.- Och, Molly, mogłaś zginąć.- Nieprawda.Nie rób ze mnie jakiejś lekkomyślnej, głupiej bohater-ki.- A niby kim jesteś? Stajesz na głowie, żeby uratować żabę, ryzyku-jesz życie, by wyłowić kangura, adoptujesz sierotę.- Przestań! - Tym razem ona nie kryła złości.- Wzięłam Sama dlasiebie samej.To prawda, że on mnie potrzebuje, ale i ja potrzebuję jego.Dzięki niemu nie jestem samotna.Jeśli chcesz znalezć bohaterkę, szu-kaj jej w powieściach przygodowych, a mnie daj spokój.SR - Ja tylko.- I nie sądz, że rzucę cj się w ramiona, jak zrobiłaby to większośćkobiet - warknęła, ruszając energicznie naprzód.- Nigdy tak nie myślałem.- W takim razie, dlaczego mnie pocałowałeś? - spytała, ponowniesię zatrzymując.- Specjalnie się nie broniłaś.Oparła dłonie na biodrach i popatrzyła na niego kpiąco.Jackson niemógł oderwać od niej zachwyconego spojrzenia.- Odwzajemniłam pocałunek, chociaż wcale nie miałam takiego za-miaru.Było mi zimno.- Drżałaś.- Ty również.- Ja? Drżałem? - Uniósł w zdziwieniu brwi.- Tak.Pan Bohater Baird drżał jak osika.- Nieprawda.- Właśnie, że tak.Bałam się, że doznałeś szoku i zaraz umrzesz.- Nie chciałaś stracić cennego klienta?- Naturalnie.Powiedziałam ci już, że Trevor by mnie zabił, gdybycoś ci się stało.Tylko dlatego cię pocałowałam.%7łebyś się uspokoił.- Dobre sobie.Nic więcej nie pozostało do powiedzenia, ruszyli więc zgodnymkrokiem do konia.Nadal czuli dziwną więz.Zupełnie jakby byli parą.Nie, to przecież czyste szaleństwo.- Mam mokre skarpetki - jęknął Jackson, kiedy doszli do miejsca,gdzie stał uwiązany jego koń.SR - Ja swoje zdejmuję.- Molly usiadła na trawie i w-prowadziła słowaw czyn.Jackson przyglądał się jej z dziwnym wyrazem twarzy.- Co?Nigdy nie widziałeś gołych stóp?Naturalnie, że widział.Nie miał pojęcia, dlaczego tym razem tenniewinny widok tak go poruszył.- To szalenie seksowne - mruknął, a ona w odpowiedzi zachichotałapod nosem.- Nie masz zamiaru zrobić tego, co ja?- Masz na myśli striptiz? Bynajmniej.- Usiadł i założył buty na mo-kre skarpety.- Boisz się, że zasłabnę, jak zobaczę twoje nagie palce u nóg?- Nie, ale nie założę butów na bose stopy.Zdarłbym skórę.- Przecież nie musisz iść.Masz konia.- Ty na nim pojedziesz.- Cóż za wspaniałomyślność.Dziękuję bardzo, ale nie skorzystam,- A to dlaczego?- %7łeby Trevor dowiedział się, że kazałam klientowi iść pieszo? Nicz tego.Za bardzo zależy mi na posadzie u niego.- Wsiadaj.Nic nie powiem Trevorowi.- Nie ma mowy.- W takim razie idziemy oboje na piechotę.- To śmieszne.- Zmieszne czy nie, ale tak właśnie będzie.SR Rozdział piątyMniej więcej pół godziny pózniej Gregor ujrzał zbliżającą się dodomu przemoczoną parę.Jackson prowadził konia za uzdę, a Mody szłaz drugiej strony.Gregor odetchnął z ulgą.Nie chciał martwić żony, alebył już gotowy wsiąść na motor i nie bacząc na chore biodro, wyruszyćna poszukiwanie wycieczkowiczów.Najwyrazniej jednak nic poważnego im się nie przydarzyło.Dziew-czyna śmiała się, a i koń wyglądał na zdrowego.Tylko dlaczego szli napiechotę?- Wystraszyliśmy was? - krzyknęła Molly w stronę gospodarza.- Nie, panienko.No, może trochę.Gdy zobaczyłem samego konia,pomyślałem, że pani z niego spadła.- Nic podobnego.Po prostu za lekko go przywiązałam.- Ratowaliśmy małego kangurka porwanego przez prąd rzeki - wyja-śnił Jackson, nie spuszczając wzroku z Molly.Ta dziewczyna corazbardziej go fascynowała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl