[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- No dobrze, Charles, powtórzmy.Co masz powie-dzieć dziś wieczór Danowi Garnerowi?Charles opuścił chusteczkę.Krwawienie już prawieustało.- Jestem zmęczony.Tak bardzo zmęczony, że zemdlałem.Potrzebuję trzech tygodni urlopu.Nie chcę,by pod moją nieobecność w dziale biologicznym podejmowano jakiekolwiek ważne decyzje.Zwykle nie brał urlopu zimą, ale to miało sens.Bezodpoczynku, długiego odpoczynku, znów mógłby ze-mdleć i się zranić.A to byłoby złe.- Doskonale, Charles.Po urlopie poczujesz się znacz-nie lepiej, odprężony i wypoczęty.- Amy zmartwi się, że zemdlałem i się zraniłem.Czemu ja się nie martwię?- Bo jesteś w transie hipnotycznym, Charles, i kaza-łem ci się nie martwić.Kiedy się zbudzisz, będziesz pa-miętał, że wpadłem do ciebie, by pogadać o wspólnychprezentach dla sekretarek w pracy, i zaproponowałeś,powiedzmy, blok orzechowy.Będziesz pamiętał, że upa-dłeś i uderzyłeś się w głowę.Głowa będzie cię boleć, aletylko dziś do szóstej wieczór.Nie chcesz iść do lekarza.Nie potrzebujesz leków.Jeśli ktoś cię spyta, odmówiszpójścia do lekarza, kliniki czy na pogotowie i przypo-mnisz, że sam jesteś lekarzem.Gdyby nalegał, wpadnieszw złość i stawisz jeszcze większy opór.Będzieszpamiętał, co powiedzieć Donowi, i wierzył, że wzięciewolnego to wyłącznie twój pomysł.Zapomnisz owszystkim innym, o czym rozmawialiśmy od chwili, gdyprzekroczyłem próg twojego domu.Nie będziesz czułbólu ani dyskomfortu po punkcji lędzwiowej, niezauważysz pozostawionej rany.Nie wspomnisz nikomu odoświadczeniu z botami w tkankach nerwowych.Jeśliktoś spyta cię o nie, odpowiesz, że szalki Petriego byłybez wątpienia zanieczyszczone, wszelkie obserwacje niemiały znaczenia, toteż zniszczyłeś hodowlę.Charles zmrużył oczy w skupieniu, ponownie zdzie-rając strup na czole.- Po co miałbym niszczyć hodowlę?- Nie chcesz, by ktoś wyciągnął błędne wnioski z za-nieczyszczonych kultur.Byłoby fatalnie, gdyby parębrudnych szalek Petriego powstrzymało zbliżające sięwojskowe testy polowe.Wściekłbyś się na samą myśl opodobnej głupocie.- Opóznienie faktycznie byłoby złe - zgodził sięCharles.- Mogłoby zaszkodzić firmie i powstrzymać wejściena giełdę.To kosztowałoby nas majątek.Kosztowałobyciebie majątek, Charles.Twoja rodzina by ucierpiała.- W takim razie hodowle powinny zostać zniszczone -oznajmił stanowczo Charles.Testy wojskowe musiały siępowieść, by firma weszła na giełdę.Oczywiście to jejwejście zaszkodzi Amy, nie jego fiasko.Zabawna ironia,ale nie obchodzi nikogo prócz niego.- I zapisykomputerowe.- Owszem, powinny, Charles.Zwietnie, że to rozu-miesz.Jeśli mogę mówić dalej, po przebudzeniu uwie-rzysz we wszystko, co ci powiem.Odpowiesz szczerze idokładnie na każde pytanie, posłuchasz bez żadnychzastrzeżeń wszelkich moich sugestii i uznasz, że to zu-pełnie naturalne.Gdy tylko odczytasz bądz usłyszyszfrazę raz, dwa, trzy, abakus", natychmiast wejdziesz wtrans, a wyjdziesz z niego, dopiero gdy otrzymaszpolecenie.Bez słowa komentarza będziesz przyjmowałwszystko, co cię spotka, nieważne jak dziwne.Będzieszsłuchał tych poleceń, ale nie zapamiętasz świadomie, żeje otrzymałeś.Zrozumiałeś, co masz robić, Charles?- Ale nie zniszczyłem przecież kultur tkankowych,prawda?- Poproś mnie, żebym zrobił to za ciebie, Charles.- Zechcesz zniszczyć za mnie te kultury?- Zechcę.Toteż pośrednio tyje zniszczyłeś.- Brentzawiesił głos, czekając, aż Charles przytaknie.- Jakiejest twoje hasło, Charles, bym mógł skasować zapisy?- Nie powinienem podawać nikomu swojego hasła,prawda?- Mnie możesz zaufać - rzekł kojąco Brent.- Po-prosiłeś mnie przecież, żebym zniszczył te informacje,pamiętasz?- Jasne.Dobrze, moje hasło to tobonan2001".To nanobot" zapisane od tyłu.- Czy to hasło daje dostęp do wszystkich plików zpracowni biologicznych?-Tak.- Znakomicie.Teraz zapomnij, że powierzyłeśmi to zadanie i przekazałeś hasło.Pamiętaj tylko, że samzniszczyłeś hodowle i zapisy.Zrozumiałeś instrukcje?- Zrozumiałem.- A teraz popraw koszulę i wsadz w spodnie.Połóżsię na podłodze, tak jak parę minut wcześniej.Charles posłuchał.- Zacznę odliczać od trzech, Charles.Kiedy powiem zero", obudzisz się.Trzy, dwa, jeden, zero.- Spokojnie, wielkoludzie! - rzucił Brent.Trząsł sięcały i nie bez powodu.Jeśli to się nie uda, ma/mająprzechlapane.- Nic ci nie jest?- Dlaczego leżę na podłodze? Boli mnie głowa.-Charles rozejrzał się oszołomiony.Usiadł.- Chybazemdlałem i uderzyłem się w głowę.- Mówiłeś coś o dołożeniu do ognia.Wstałeś z fotelai się wy wróciłeś.Chyba po drodze trafiłeś głową wstolik.Na dywanie leżała szklanka.Dywan był suchy.Brentpatrzył, jak Charles porządkuje myśli.- Może za dużo szkockiej?Najwyrazniej zapomniał wszystko zgodnie z pole-ceniem - także to, że Brent wstrzyknął mu nanobo-ty.Powiedzenie wszystkiego stanowiło skalkulowaneryzyko.Zaszczepienie informacji w pamięci Charlesastanowiło najlepszy sposób zapewnienia powstałej oso-bowości dostępu do danych na temat własnego pocho-dzenia.Lecz czy Charles zapamiętał wszystko, co powinien?- Chyba za wiele pracujesz.- Potrzebny mi urlop.Powinienem zadzwonić doDana i wziąć trochę wolnego.Trzy tygodnie na plaży todobry pomysł.Dotąd wszystko świetnie.- Trochę krwawi ci czoło.Może pojedziemy na ostrydyżur?Charles pomacał się po czole.Skrzywił się, gdy palca-mi trafił na ranę, po czym z beznamiętną miną obejrzałplamę krwi na opuszkach.Podniósł się ostrożnie i po-szedł się przejrzeć w ciemnym monitorze komputera.- Zaraz oczyszczę to skaleczenie i zakleję plastrem.Nic mi nie będzie.- Na pewno?- Kto tu jest lekarzem? - warknął Charles.Znakomicie.- W takim razie już sobie idę.Brent wyjął z kieszeni okulary VR, nie mogąc siędoczekać połączenia ze światem.- Charles, powinieneś sprawić sobie podobne okulary.Spędzić trochę czasu w VirtuaLife, kiedy będzieszna plaży.Przyślę ci zaproszenie na moją prywatnąwyspę.Charles zmarszczył brwi.- Nie grywam w gry VR.Nawet zahipnotyzowanego człowieka nie da się zmu-sić do czegoś wbrew jego woli.Polecenia, jakie wydawałBrent, miały wartość sugestii.Nie mogły jednak sprawić,by ktoś zaczął działać wbrew własnej naturze.- Charles, zle mnie zrozumiałeś.Nie chodzi o gry VR
[ Pobierz całość w formacie PDF ]