[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Poprosiła gotylko dlatego, że miał pojemnego pickupa.Gdy tylko przekroczyli próg domu Reese, Peyton domyśliła się o cochodzi.W pokoju Lane, ubrana w jeansy i podkoszulkę odkurzała dywan.Dean inaczej uchwycił jedno z pudeł Peyton, aby ją lepiej widzieć.- Cześć.Zwietnie wyglądasz - powiedział.- Dzięki - Lane przekrzykiwała hałas odkurzacza.Kiedy wszystkie pudła były już w środku, Peyton podziękowałasłodko Deanowi i powiedziała: - A teraz zmykajcie oboje do kuchni.Lanezrobi ci mrożonej herbaty, obiecała mi.42 Nawet jeśli Dean dostrzegł zdziwione i wściekłe zarazem spojrzeniejakie Lane rzuciła Peyton, udawał, że nic nie widzi.I tym sposobem znalezli się sami - czuli się w swoim towarzystwie taksamo dobrze, jak przed laty.- Muszę zaraz wyjść na wywiad - rzekła szybko Lane.- Czy zjesz ze mną dziś kolację? - zapytał Dean.- Nie mogę.- Masz jakiś powód?- Znasz mój powód! Jesteś żonaty!- I będę żonaty dopóki nie stwierdzę gdzie przebywa moja żona odtygodnia - powiedział.Wyciągnął z kieszeni wycinek z gazety.-Przeczytaj to, co zaznaczyłem - poprosił.-  Do Jean L.Collins.Niniejszym zawiadamiam, że wszczęte zostałopostępowanie rozwodowe." - spojrzała na niego.- Publicznieoświadczasz, że się z nią rozwodzisz?Pokiwał głową.- Mój adwokat twierdzi, że to pierwszy krok.Poczuła cierpienie w jego głosie.- Och, Dean, musisz to bardzoprzeżywać.- Naprawdę mu współczuła.Przytaknął.- Nikt nie lubi przegrywać, a moje małżeństwo z całąpewnością było pomyłką.- Co się nie ułożyło? - zapytała Lane delikatnie.Wydawało jej się, żeDean ma ochotę porozmawiać o tym,- Cokolwiek bym powiedział czy zrobił, nigdy nie mogłem zadowolićJeannie - powiedział smutno.- Dlaczego? Jesteś najmilszym człowiekiem jakiego znam.- Chyba sądziła, że jej nie kocham.Twierdziła, że ożeniłem się z nią,aby zapomnieć i nigdy nie byłem w stanie przekonać jej, że było inaczej.- Zapomnieć o czym?- O tobie.43 SavannahLane była zaszokowana.- O mnie? Byłam tysiące kilometrów stąd!- Zżerała ją zazdrość o ciebie.Mówiła, że nigdy nie przestałem ciękochać.Lane cała drżała - sama nie wiedziała czy ze złości czy z innegopowodu.- Ależ to śmieszne! - powiedziała.- To wcale nie jest śmieszne - odrzekł cicho.Wziął ją w ramiona ipocałował, a ona oddała pocałunek, zapominając o wszystkich swoichzasadach.44 6Trzeba ich było widzieć, mamo - opowiadała Peyton.- Edwarddostał ataku wściekłości, a Reese zalała się łzami.Piękna scena.Jej matka oparła się o niewygodne, plastikowe krzesełko.Miałasmutne oczy, a jej skóra zaczęła przybierać ten niezdrowy, mdły odcień,jak skóra więzniów, którzy całymi tygodniami nie widzą światłasłonecznego.- Cieszy cię nieszczęście innych - powiedziała wzdychającciężko.- Cieszę się nieszczęściem Edwarda Burtona.Czerpię z niegoogromną przyjemność.Co za łajdak - żeby przez tyle lat tak traktowaćciebie i mnie!- Nie stać cię na odrobinę wyrozumiałości?- Mamo, czy ten człowiek kiedykolwiek prosił o wybaczenie? Czykiedykolwiek przeprosił cię za to, jak cię traktował? Nie wspominając jużo mnie - przecież jestem jego córką, prawda? Czy kiedykolwiek prosił,abyś wybaczyła mu, że traktuje mnie jak cholerny cel dobroczynny? Aty? Jesteś jego służącą! Czy kiedyś okazał wyrzuty sumienia, że tak ciętraktuje?Lucille ponownie westchnęła.Bolało ją to, że tak bardzo oddalają sięod siebie.Bolało bardziej niż zbliżająca się rozprawa.- Dawno się z tympogodziłam - powiedziała.- Nie martwię się o Edwarda, nie myślę o jegoprzeprosinach.Peyton, jedyną osobą, którą krzywdzisz, gdy jesteś pełnanienawiści, jesteś ty sama.~ Mamo, spójrz wokół siebie! Jesteś w więzieniu! Mogą cię skazać naśmierć! I wybaczasz łajdakowi, który trzymał cię w czyśćcu przez tewszystkie lata? I traktował twoją córkę jak śmiecia? Nie rozumiem jakmożesz być taka.Ponosisz karę i ponosiłaś ją całe swoje45 życie, Mój Boże, nie chciałabyś zobaczyć jak ten człowiek smaży sięw piekle?- Całą winę biorę na siebie - brzmiała odpowiedz Lucille.Dopro-wadziła Peyton do wściekłości.- Na siebie! ?Lucille przytaknęła.- Nigdy nie powinnam była zostawać w tymdomu, ale myślałam, że to cudowne miejsce dla ciebie, i miałam nadzieję,że gdy będę w pobliżu, jeśli będzie mnie widział codziennie i polegał namnie, może.- zawiesiła głos.- Może co? - chciała wiedzieć Peyton.- Odwdzięczy ci się? Jak?Lucille milczała.Spojrzała na swoje sprane, niebieskie, więziennespodnie.Ku swojemu zdziwieniu Peyton poczuła, że ta zrezygnowana, po-zbawiona nadziei kobieta, która była jej matką, wzruszyła ją.Kiedy sięponownie odezwała, jej głos był cieplejszy.- Nadal jesteś zakochana w tym potworze.Lucille potrząsnęła głową.- On nie jest potworem, powiedziała.- Czy przyszedł cię odwiedzić?- Przyjdzie.- Jak możesz być tak ślepa? - Peyton znów się rozzłościła, ale po razpierwszy w życiu współczuła swojej matce.Czekała całe swoje życie nato, żeby ten sukinsyn wyznał jej miłość.A resztę spędziprawdopodobnie za kratkami czekając na śmierć.Dla dobra matki Peytonzaproponowała: - Poproszę go, aby przyszedł ze mną następnym razem.- Dziękuję ci, kochanie - odpowiedziała Lucille.Peyton nie mogłapatrzeć na iskierki nadziei, które pojawiły się w oczach matki.Wstała iwyszła bez pożegnania.W końcu matka myślała o Edwardzie, a nie oniej.Jak kobieta może się tak poniżyć dla mężczyzny? Jak można46 Savannahupaść tak nisko i żyć takim podłym życiem - dla miłości? Na samamyśl o tym Peyton robiło się niedobrze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl