[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wsunął nogę między jej uda, jeszcze mocniej odchylił głowę w tył. Nie wyjęczała, wyrywając się z jego uścisku. Jak to: nie? spytał zaskoczony, ale szybko się opanował. Dlaczegomiałbym cię nie całować? Należysz teraz do mnie, kroszka.Nie znała tego słowa, ale brzmiało jak wyzwisko.Miał tyle przyzwoitości, by nie napastować jej więcej, przynajmniej na razie.Chciał się natomiast dowiedzieć, kto, skoro nie on, był celem oszustki Bree wHonolulu.Na darmo tłumaczyła mu, że nikt, że dawno z tym skończyła, aspotkanie z nim przy pokerze było przypadkiem i oznaką straszliwego pecha,jaki ją prześladował. Masz dwa wyjścia oznajmił zimno, najwidoczniej nie wierząc w jejtłumaczenia. Możesz pójść ze mną do łóżka lub szorować moje podłogi,obojętne mi, co wybierzesz.Za pięć minut masz być na dole. Wyszedł, nieoglądając się za siebie.Nareszcie pojęła wszystko.Władimir nie uwierzył w jej miłość.Uznał, żeudawała uczucie, aby go oszukać, a teraz zapragnął zemsty.Z rozkoszą będziesię pławił w jej upokorzeniu, niszczył jej dumę, ciało i duszę, aż zostanie z niejtylko pusta skorupa.Szlochając żałośnie, zakryła twarz rękami.ROZDZIAA CZWARTYSiedem godzin pózniej brudna i spocona Bree odetchnęła z zadowoleniem,wyciskając gąbkę nad wiadrem wody z dodatkiem środka czyszczącego.Marmurowe posadzki lśniły czystością, zapewne sprzątane codziennie przezsłużbę, mimo to tyran kazał jej się trudzić.Bolały ją plecy, ramiona i nogi, leczna szczęście miała na sobie ubranie.Jeśli Władimir mniemał, że upokorzy jąfunkcją sprzątaczki, to się srogo pomylił.Bree przyznawała w duchu, że rezydencja jest bardzo piękna.Co rusz zerkałaprzez okno, planując rychłą ucieczkę.Od strony lądu znajdowały się kortytenisowe, a dalej grupka niskich drewnianych chat, w których mieszkałaniewidzialna armia służących.Wszystko to znamionowało niebywały luksus,mimo to czuła się tu jak w więzieniu, a przystojny, władczy książę był jejsurowym strażnikiem.Sposępniała, przypomniawszy sobie, z jaką rozkoszą jej się przyglądał, gdyna czworakach szorowała jego gabinet.Burczało jej w brzuchu, gdy Władimirdelektował się obfitym śniadaniem, podanym na srebrnej tacy.Odurzającyzapach bekonu i świeżo parzonej kawy był prawdziwą torturą, zwłaszcza że odwczoraj niczego nie jadła i spała tylko dwie godziny.Była z siebie dumna, żezniosła to z godnością i bez narzekania.Wzdrygnęła się, gdy Władimir nagle wmaszerował do kuchni, i jeszczepilniej zaczęła ścierać podłogę.Kątem oka spostrzegła, że otworzył drzwiogromnej lodówki, a potem wyjął z szafki chleb domowego wypieku i odłamałspory kawałek.Położył go na talerzu obok sera, udka kurczęcia i pomidora.Dodał serwetkę i butelkę wody, po czym oznajmił zimno, że to jej lunch.Znówzaburczało jej w brzuchu.Przysiadła na piętach, otarła spocone czoło i odważyłasię spojrzeć na swego prześladowcę.Wyglądał elegancko i świeżo w czarnych dopasowanych spodniach iciemnoszarej, rozpiętej pod szyją koszuli.Roztaczał delikatną woń szamponu iwody kolońskiej.Natomiast Bree prezentowała sobą obraz nędzy i rozpaczy.Była boso, pięknewłosy upięła nieporządnie na karku, T-shirt był przepocony i brudny.Wypisz,wymaluj straszydło ze starego horroru.Ale nie zamierzała łatwo się poddać. Nie lubię pomidorów oznajmiła kapryśnie. Trudno. Postawił przed nią talerz na podłodze jak psią miskę. Kucharkama dzisiaj wolne.Smacznego. Odwrócił się do odejścia. Zostawiłaś plamę burknął, pokazując lśniący fragment przy drzwiach.Gotując się z gniewu, umyła ręce i zasiadła z talerzem do stołu jak osobacywilizowana.Z niejakim rozczarowaniem przyjęła, że Władimir nie wrócił dokuchni, bo chętnie by się z nim o to pokłóciła.Głodna jak wilk, odłożyła na bokpomidora i wbiła zęby w kanapkę.Popiła kęs wodą z butelki.W uszachdzwięczały jej brutalne słowa Władimira, że latami będzie dla niego pracowała,i to za darmo.Ha, nie wiedział, z kim ma do czynienia! Sprzątanie nie stanowiłoproblemu, zajmowała się tym przez ostatnie lata.W międzyczasie uknuje planucieczki i skutecznie wcieli go w życie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]