[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Kichnęła pani trzy razy.Nie ma potrzeby do tych  doświadczeń z Corners, dodawaćgrypy lub zapalenia płuc.- Zciągnął brzegi marynarki mocno pod szyją i zapiął guziki.Valancypoddała się temu z tajoną radością.Jak to miło mieć kogoś, kto o ciebie dba! Wtuliła się wpachnące tytoniem sukno i zapragnęła, aby ta noc trwała wiecznie. Dziesięć minut pózniej oślepił ich samochód jadący do, miasta.Barney wyskoczył zLady Jane i pomachał ręką.Samochód zatrzymał się i Valancy zobaczyła stryja Wellingtona zOlivią, wpatrujących się w nią z przerażeniem.A więc stryj Wellington kupił auto! Musiał spędzać wieczór w Mistawis u kuzynaHerberta.Valancy omal nie roześmiała się, widząc wyraz jego twarzy, gdy ją rozpoznał.Stary,pompatyczny nudziarz!- Czy mógłby mi pan odstąpić trochę benzyny, tyle by starczyło do Deerwood? - zapytałuprzejmie Barney.Lecz stryj Wellington nie zwrócił na niego uwagi.- Valancy, jak się tutaj dostałaś? - zdumiał się.- Przez przypadek - odparła Valancy.- Z tym rzezimieszkiem, o północy! - zagrzmiał.Valancy zwróciła się do Barneya.Chmura już odpłynęła i w świetle księżyca widaćbyło jej oczy pełne kpiny i przekory.- Czy jest pan rzezimieszkiem?- A ma to jakieś znaczenie? - spytał z kolei Barney i jego oczy również rozbłysływesoło.- Nie dla mnie.Pytam tylko z ciekawości - ciągnęła Valancy.- W takim razie nie odpowiem.Nigdy nie zaspokajam niczyjej ciekawości.- Odwróciłsię do stryja Wellingtona i głos mu się trochę zmienił.- Panie Stirling, spytałem, czy może mipan odstąpić trochę benzyny.Jeśli tak, to dobrze i dziękuję.Jeśli nie, to nie chcemy panazatrzymywać bez potrzeby.Stryj Wellington stanął przed straszliwym dylematem.Dać benzynę tej bezwstydnejparze!? A z kolei nie dać? Odjechać i pozostawić ich w gąszczu lasów Mistawis, najpewniej ażdo świtu? Już lepiej dać benzynę i niech stąd znikną, zanim ich kto zobaczy.- Ma pan coś nabenzynę? - mruknął niechętnie.Barney wyjął z auta kanister i obaj mężczyzni podeszli do samochodu stryjaWellingtona.Valancy rzuciła zza kołnierza marynarki ukradkowe spojrzenie na Olivię.Tasiedziała wyprostowana, ponuro wpatrując się przed siebie, z wyrazem oburzenia na twarzy.Wcale nie miała zamiaru zauważać Valancy.Cecil niedawno przyjechał do Deerwood ioczywiście dowiedział się o niej.Przyznał, że jej umysł nie jest całkiem w porządku izaniepokoił się, czy to nie jest aby dziedziczna choroba.To poważna sprawa mieć w rodziniehm.taki przypadek.Bardzo poważna sprawa.Trzeba myśleć nie tylko o sobie, ale i.hm.opotomkach.- Ona ma to po Wansbarrach - stwierdziła kategorycznie Olivia.- Wśród Stirlingów nic takiego nie ma.Nic! - Mam nadzieję, mam nadzieję, że nie - odrzekł z powątpiewaniem Cecil.- Ale wynająćsię na służącą, bo jak to inaczej nazwać? Twoja kuzynka!Biedna Olivia pojęła implikację tej wypowiedzi.Price owie z Port Lawrence nie mielizwyczaju spokrewniać się z rodzinami, których członkowie komuś usługiwali.Valancy w końcu uległa pokusie.Wychyliła się do przodu i powiedziała: - Olivio, czyto boli?Olivia odparła sztywno: - Co boli?- No, kiedy się wygląda tak jak ty.Przez moment Olivia sądziła, że zignoruje obecność kuzynki, lecz poczucie obowiązkuwzięło górę.Nie wolno jej stracić okazji.- Doss- poprosiła, również nachylając się do przodu - nie mogłabyś wrócić do domu teraz,razem z nami?Valancy ziewnęła.- To brzmi jak powtórka w szkole - zauważyła.- Naprawdę.- Jeśli wrócisz.- Wszystko zostanie mi wybaczone.Wiem.- Tak - podchwyciła z zapałem Olivia.Byłoby wspaniale, gdyby nakłoniła do powrotumarnotrawną córkę.- Nigdy nie będziemy ci tego wypominać.Doss, są noce, kiedy myślę otobie i nie mogę spać.- A ja w tym czasie bawię się jak nigdy dotąd - roześmiała się Valancy.- Doss, nie wierzę, że zeszłaś na złą drogę.Zawsze mówiłaś.- Ja także nie wierzę, bym mogła to zrobić - przerwała jej Valancy.- Obawiam się, że jestem strasznie dobrze ułożona.Siedzę z Barneyem Snaithemdłuższy czas, a on nawet mnie nie pocałował.Wiesz, Olivio, nie miałabym nic przeciw temu,gdyby spróbował.Valancy uśmiechnięta pochyliła się jeszcze bardziej.Kapelusik z purpurową różązasłonił jej lewe oko.- Co się właściwie stało z Valancy?- zdziwiła się Olivia.Wyglądała.nie żeby ładnie, bo nigdy nie była ładna, aleprowokująco, pociągająco.Tak, właśnie tak! - Olivia wyprostowała się.Powiedzenie czegoświęcej poniżałoby jej godność.Najwidoczniej Valancy musi być i szalona i zepsuta.- Dziękuję, wystarczy - odezwał się Barney gdzieś z tyłu samochodu.- Jestemniezmiernie zobowiązany, panie Stirling.Dwa galony to siedemdziesiąt centów.Dziękujępanu. Zakłopotany stryj Wellington wdrapał się niezgrabnie do auta.Chciał wygarnąćSnaithowi, co o nim myśli, ale nie śmiał.Kto wie, co ten typek może zrobić, gdy zostaniesprowokowany? Bez wątpienia nosił ze sobą broń.Stryj spojrzał niezdecydowanie na Valancy.Ona jednak odwróciła się plecami ipatrzyła, jak Barney wlewa benzynę do zbiornika Lady Jane.- Jedzmy już - oznajmiła stanowczo Olivia.- Nie ma na co czekać.Zaraz ci powtórzę,co mi powiedziała.- Lekkomyślna dziewczyna! Bezwstydna, lekkomyślna dziewczyna - stwierdziłoburzony stryj Wellington. Rozdział ósmyWkrótce do Stirlingów dotarła wieść, że widziano Valancy z Barneyem Snaithem wPort Lawrence w kinie, a potem na kolacji w tamtejszej restauracji chińskiej.Była to prawda inikt bardziej się temu nie dziwił niż sama Valancy.Pewnego popołudnia zjawił się Barney wLady Jane i bezceremonialnie zaproponował jej, że jeśli chce się przejechać, to niech wskakujedo środka.- Jadę do Port.Chce pani pojechać ze mną?W jego oczach migotały figlarne ogniki, a w głosie brzmiało wyzwanie.Valancy, któranawet nie próbowała ukrywać przed sobą, że poszłaby za nim na koniec świata,  wskoczyłabez zbędnych słów.Pomknęli przez Deerwood [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl