[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy Gilles wprowadziÅ‚ srebrny wózek z niemal pustymimbrykiem i do poÅ‚owy zjedzonÄ… wie\Ä… z ciasta, odwróciÅ‚a siÄ™ do niego. Nie  powiedziaÅ‚a. Zawiez ciasto do solarium.Tam siÄ™ spotkamy. Z kim, moja pani? Z Reynartem. Doña Vorchenza ruszyÅ‚a ju\ z powrotem ku drzwiomprowadzÄ…cym do apartamentów sÄ…siadujÄ…cych z tarasem.Pantofle uderzaÅ‚y ochodnik i echo niosÅ‚o stuk-stuk-stuk. Znajdz Reynarta.Niewa\ne, co robi.Znajdz go i przyÅ›lij do mnie, gdy tylko odwieziesz ciasto.W apartamentach otworzyÅ‚a zabezpieczone zamkiem drzwi i ruszyÅ‚a podgórÄ™ krÄ™conymi schodami, klnÄ…c pod nosem: kolana, stopy, kostki. Cholerna starość  mruknęła. Szczam na bogów za ich dar reumatyzmu.Szybko siÄ™ zadyszaÅ‚a, ale tylko rozpięła surdut i szÅ‚a dalej.Na szczycie, na samym czubku wewnÄ™trznej wie\y, znajdowaÅ‚y siÄ™ okute\elazem dÄ™bowe drzwi.WyciÄ…gnęła klucz, przywiÄ…zany na srebrnymsznureczku do prawego nadgarstka.Wsunęła go do srebrnego zamka nadkrysztaÅ‚owÄ… klamkÄ…, jednoczeÅ›nie ostro\nie dociskajÄ…c mosiÄ™\nÄ… pÅ‚ytkÄ™jednego z kinkietów.RozlegÅ‚o siÄ™ kilka kliknięć w Å›cianach i drzwi otworzyÅ‚ysiÄ™ do Å›rodka.yle by byÅ‚o, gdyby zapomniaÅ‚a o mosiÄ™\nej pÅ‚ytce.Kiedy trzydzieÅ›ci latwczeÅ›niej instalowaÅ‚a puÅ‚apkÄ™, zamówiÅ‚a kuszÄ™ z wyjÄ…tkowo mocnymnaciÄ…giem.ZnalazÅ‚a siÄ™ w solarium, osiem piÄ™ter nad poziomem tarasu.PomieszczeniezajmowaÅ‚o caÅ‚y wierzchoÅ‚ek wie\y: pięćdziesiÄ…t stóp od jednej krawÄ™dzi dodrugiej.PodÅ‚ogÄ™ wyÅ‚o\ono grubym dywanem; dÅ‚uga, zakrÄ™cajÄ…ca galeria zmosiÄ™\nÄ… balustradÄ… ciÄ…gnęła siÄ™ wzdÅ‚u\ północnej części, a na obu jej koÅ„cachznajdowaÅ‚y siÄ™ schody.Na galerii staÅ‚ rzÄ…d wysokich regałów zwiedzmodrzewia, podzielonych na tysiÄ…ce tysiÄ™cy schowków i przegródek.Przez przezroczystÄ… czaszÄ™ sufitu byÅ‚o widać nisko zawieszone chmury,podobne do wrzÄ…cego jeziora dymu.Doña Vorchenza postukaÅ‚a w kulealchemiczne, by je o\ywić, i weszÅ‚a po schodach na galeriÄ™ z kartotekÄ….Praca pochÅ‚onęła jÄ… bez reszty, tak \e przestaÅ‚a zwa\ać na upÅ‚yw czasu.JejsmukÅ‚e palce przeskakiwaÅ‚y od przegródki do przegródki.Wyjęła kilka stosówpergaminów i odÅ‚o\yÅ‚a je na bok, przejrzaÅ‚a kilka innych i wÅ‚o\yÅ‚a z powrotemna miejsce, mruczÄ…c pod nosem, gdy coÅ› sobie przypominaÅ‚a i snuÅ‚a przypuszczenia.WyrwaÅ‚a siÄ™ z transu dopiero wtedy, gdy drzwi solariumponownie siÄ™ otworzyÅ‚y.MÄ™\czyzna, który przez nie wszedÅ‚, byÅ‚ wysoki i barczysty.MiaÅ‚kwadratowÄ… twarz Vadranina i popielatoblond wÅ‚osy, zwiÄ…zane z tyÅ‚u wstÄ…\kÄ….NosiÅ‚ kaftan z marszczonej skóry, spod którego wystawaÅ‚y rozciÄ™te, czarnerÄ™kawy, do tego czarne spodnie i wysokie, czarne buty.Drobne srebrne szpilkiu koÅ‚nierza zdradzaÅ‚y rangÄ™ kapitana w Kompanii Nocnego SzkÅ‚a  kompaniiczarnych kurtek.Osobista stra\ ksiÄ™cia.Przy prawym biodrze nosiÅ‚ rapier oprostej rÄ™kojeÅ›ci. Stephen. powiedziaÅ‚a bez zbÄ™dnych wstÄ™pów Doña Vorchenza. CzyktoÅ› z twoich chÅ‚opców lub dziewczÄ…t skÅ‚adaÅ‚ ostatnio wizytÄ™ Donowi i DoñiSalvarom z Isla Durona? Salvarom? Nie, z pewnoÅ›ciÄ… nie, moja pani. Na pewno? JesteÅ› caÅ‚kowicie pewny?  Z pergaminami w rÄ™ku iuniesionymi brwiami Doña Vorchenza zeszÅ‚a po schodach, z trudemzachowujÄ…c równowagÄ™. MuszÄ™ znać prawdÄ™.Sprawa jest naglÄ…ca jak diabli. Znam Salvarów, moja pani.PoznaÅ‚em ich w zeszÅ‚ym roku w czasieuroczystoÅ›ci z okazji Dnia Zmian.JechaliÅ›my razem w tej samej klatce doPodniebnego Ogrodu. I nie wysÅ‚aÅ‚eÅ› \adnych Nocnych, \eby zÅ‚o\yli im wizytÄ™? Na dwunastu bogów, nie.Nikogo nie wysyÅ‚aÅ‚em.Nie miaÅ‚em powodu. WiÄ™c ktoÅ› nadu\ywa naszego dobrego imienia, Stephen.Ale myÅ›lÄ™, \ewreszcie mamy Ciernia Camorry.Reynart wytrzeszczyÅ‚ oczy, a potem uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ od ucha do ucha. Å›artuje pani, prawda? ProszÄ™ mnie uszczypnąć, ja chyba Å›niÄ™.Co siÄ™staÅ‚o? Po kolei.Wiem, \e szybciej myÅ›lisz, gdy mo\esz dać upust tej swojejprzeklÄ™tej sÅ‚aboÅ›ci do sÅ‚odyczy.Zajrzyj do windy kuchennej.Ja sobie usiÄ…dÄ™. O rety. powiedziaÅ‚ Reynart, spoglÄ…dajÄ…c w gÅ‚Ä…b szybu, w którymporuszaÅ‚a siÄ™ winda kuchenna. WyglÄ…da na to, \e ktoÅ› ju\ siÄ™ zabawiÅ‚ kosztemtego biednego piernika.ZakoÅ„czÄ™ jego mÄ™ki.WidzÄ™ te\ kieliszki i wino, chybaktóreÅ› biaÅ‚e, sÅ‚odkie. Niech bogowie bÅ‚ogosÅ‚awiÄ… Gillesa.ZapomniaÅ‚am go poprosić o wino, taksiÄ™ spieszyÅ‚am, \eby siÄ™ dostać do kartoteki.BÄ…dz miÅ‚ym, dobrym podwÅ‚adnymi nalej nam po kieliszku. MiÅ‚ym, dobrym podwÅ‚adnym.Nie da siÄ™ ukryć.Za takie ciastowyglansowaÅ‚bym pani pantofle. Zachowam sobie tÄ™ obietnicÄ™ na nastÄ™pny raz, gdy mnie zirytujesz,Stephenie.Oj, nalej do peÅ‚na, nie mam trzynastu lat.A teraz siadaj i sÅ‚uchaj.Wszystko wskazuje na to, \e ten nikczemnik zostaÅ‚ nam podany na srebrnejtacy, i to w trakcie jednego ze swoich przekrÄ™tów. Jak to?  Odpowiem pytaniem na pytanie. Doña pociÄ…gnęła solidny Å‚yk biaÅ‚egowina i rozsiadÅ‚a siÄ™ wygodniej. Powiedz mi, na ile znasz legendy otaczajÄ…cebrandy z Austershalin?3 PodaÅ‚ siÄ™ za jednego z nas  rozmyÅ›laÅ‚ na gÅ‚os Reynart, gdy starsza damaskoÅ„czyÅ‚a opowieść. Niech go szlag, co za bezczelność! Jest pani pewna, \eto CierÅ„? JeÅ›li to nie on, moglibyÅ›my jedynie przypuszczać, \e mamy jeszczejednego równie utalentowanego i zuchwaÅ‚ego zÅ‚odzieja, który zaglÄ…da dokieszeni arystokracji.Uwa\am, \e to zbyt daleko idÄ…ce zaÅ‚o\enie.Nawet jak namiasto tak peÅ‚ne duchów, jak Camorra. A nie mógÅ‚by to być Szary Król? Z raportów wynika, \e jest odpowiedniocwany. Hmm.Nie, Szary Król mordowaÅ‚ ludzi Barsaviego.A CierÅ„ tylkooszukuje ofiary.O ile wiem, do tej pory nie przelaÅ‚ ani jednej kropli krwi.NiesÄ…dzÄ™, \eby to byÅ‚ przypadek.Reynart odstawiÅ‚ pusty talerz po cieÅ›cie i napiÅ‚ siÄ™ wina. WiÄ™c jeÅ›li wierzyć w historiÄ™ Doñi Salvary, szukamy gangu skÅ‚adajÄ…cegosiÄ™ z co najmniej czterech ludzi: Ciernia, którego dla wygody nazwijmyLukasem Fehrwightem; Graumanna, jego sÅ‚u\Ä…cego; i tych dwóch, którzywÅ‚amali siÄ™ do dworku Salvarów. To dopiero poczÄ…tek, Stephen.Ale powiedziaÅ‚abym, \e gangprawdopodobnie skÅ‚ada siÄ™ z piÄ™ciu lub szeÅ›ciu osób. Jak pani na to wpadÅ‚a? WierzÄ™, \e faÅ‚szywy Nocny nie kÅ‚amaÅ‚, kiedy powiedziaÅ‚ DonowiSalvarze, \e napad przy Å›wiÄ…tyni PomyÅ›lnych Wód byÅ‚ sfingowany.MusiaÅ‚o takbyć, bo plan jest niezwykle zÅ‚o\ony.Mamy wiÄ™c jeszcze dwóch wspólników:zamaskowanych napastników. ZakÅ‚adajÄ…c, \e nie wynajÄ™to do tego zadania przypadkowych ludzi. WÄ…tpiÄ™.Zwa\ywszy, jak niewiele informacji dotarÅ‚o do nas wczeÅ›niej [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl