[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jej reakcja nie uszła zapewne uwagi Aidana, bo wyciągnął rękę idotknął jej policzka.Odruchowo obróciła głowę w drugą stronę iprzygryzła wargę.- Caleb tęsknił za tobą - powiedziała nieoczekiwanie.- Za chwilę pójdę do niego. Jego dłoń zsunęła się niżej i spoczęłana wypukłości między szyją a ramieniem.Tętnica pod jego kciukiemzaczęła pulsować gwałtownie.Dlaczego nie dotknie brzucha, zdumiała się Katrina.Nie sprawdzi,czy dziecko się rusza.Stephen robił to często.Natychmiast złajałasiebie w duchu za takie myśli.Po co te porównania? Po cóżwspomnienia czasu, jaki spędzała ze Stephenem? Musi z tymskończyć!- Czy twoja niechęć jest zwrócona przeciw mnie? - zapytał Aidan.Nabrała głęboko tchu, chciała zaprzeczyć, zamiast tego jednakwyrzuciła z siebie:- Dlaczego nie było cię przy mnie? Momentalnie cofnął rękę.- Już ci to wyjaśniłem.- I sądzisz, że to wystarczy?- Powiedzmy, że miałem taką nadzieję - odparł ostrożnie.Niedoczekawszy się odpowiedzi, podniósł się z widocznym wahaniem.- Gdy pragnę ciebie, nie wystarcza mi list - powiedziała cicho, kiedydochodził już do drzwi.Odwrócił się powoli i poprzez mrok odszukał ją wzrokiem.- Może tym listem dałem ci z siebie więcej, niż przypuszczasz.Zanimzdobyła się na jakąś odpowiedz, odwrócił się ponownie i wyszedł.Ashley nie potrafiła pojąć, dlaczego, w przeciwieństwie do Katriny,nie zdołała się wymówić od większości zobowiązań towarzyskich.Jejprzyjaciółka wydała do tej pory tylko jedno duże przyjęcie i jedenwieczorek, kilka razy zaprosiła też na kolację w wybranym gronie.Ponadto ona i Aidan rzadko przyjmowali zaproszenia, nie częściej, niżwymagał tego dobry ton.Wieczorem w klubie organizowano bał, na którym swą obecnośćzapowiedzieli wszyscy liczący się w Ooty.Nawet Katrina nie po-zwoliłaby sobie na odrzucenie zaproszenia, ale tym razem uspra-wiedliwiał ją stan, w jakim się znajdowała.Tym samym również Aidanbył zwolniony z tego obowiązku.Imprezy okazywały się czasembardzo udane, tak też zapowiadało się i dziś.Ashley w swojejjedwabnej sukni o barwie nocnego nieba sunęła z wdziękiem polśniącym parkiecie, w blasku lamp iskrzyły się brylanty zdobiące jejszyję i fryzurę.Nicolas był wprost olśniony jej zarazliwą wesołością,Ashley od dłuższego czasu przejawiała ją nadzwyczaj rzadko.Udawało jej się nawet ignorować Ingrama Frazera, choć ten ścigał jądwuznacznym, wręcz obleśnym wzrokiem.Początkowo wydawało jejsię, że dostrzega w jego spojrzeniu cień jakiegoś zimnegowyrachowania, ale zignorowała i to.Postanowiła nie pokazywać sięsama tam, gdzie spodziewała się jego obecności; nie znalazła innegowyjścia z tej sytuacji.Amelia Holt, która przybyła na bal w towarzystwie swoich teściów,podeszła do niej, machając energicznie wachlarzem.Mimo otwartychokien, za którymi szumiała ulewa, w salach robiło się powoli duszno.Ze wszystkich gości właśnie Amelia zwracała uwagę brakiem humoru,jednak nie mogło to nikogo dziwić.Dzięki Katrinie Ashley poznała jąlepiej i obie łączyło teraz coś w rodzaju luznej przyjazni.- Mam takie poczucie - wyznała Amelia, zerkając na teściów -jakbymgrała na scenie główną rolę w jakiejś sztuce i bała się cały czas, żezapomnę tekstu.Ashley pokiwała głową.Sama nie doświadczyła jeszcze wprawdzietakiego uczucia, ale mogła je sobie doskonale wyobrazić.- Właściwie nie chciałam wcale przyjść - zwierzała się dalej Amelia -ale on - wskazała ukradkiem na teścia - uważa, że powinnam bywaćczęściej w towarzystwie.Uzgodniliśmy, że będę mogła zatrzymaćDaniela, jeśli znajdę sobie odpowiedniego męża.- Doprawdy? - Ashley nie ukrywała zaskoczenia.- A zatem tak daleceposzedł na ustępstwa?- Tak, za namową mojej teściowej, od której wcale nie oczekiwałamwsparcia.Ale pewnie pamięta, jak sama się czuła, kiedy straciła syna, ichce mi tego oszczędzić.- Jej usta wykrzywiły się w bolesnymgrymasie, jak zawsze, kiedy rozmowa schodziła na temat jej zmarłegomęża.Ktokolwiekją poślubi, pomyślała Ashley, będzie miał twardyorzech do zgryzienia, aby zmierzyć się z tą pamięcią.Jej wzrok padł na Ingrama, który ponownie znalazł się w pobliżu iwpatrywał się w nią uporczywie.Tego wieczoru był szczególnienatrętny, przywodził na myśl orła, który krąży nad upatrzoną ofiarą.Nie szkodzi; najważniejsze to nie dać mu okazji.Nawet jeśli będziemusiała się udać do pokoju wypoczynkowego dla pań, pójdzie tamtylko w czyimś towarzystwie.Amelia zapytała o coś, ale Ashley niedosłyszała jej słów i dopiero wyczekujący wzrok przyjaciółki wyrwałją z zadumy.- Wybacz, moja droga, co mówiłaś?- Wydajesz się jakaś niespokojna - powiedziała Amelia.- Coś nie wporządku?- Nie, to nic takiego, tylko lekka niedyspozycja.Amelia przechyliłanieco głowę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]