X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Nie chcę słuchać mechanicznego głosu w ostatnich minutach swojego życia, Lenie.Proszę cię.Po prostu - zostań ze mną.Kobieta odwraca wzrok i kiwa potakująco głową.- Kurwa mać, Lenie.Tak strasznie się boję.- Wiem - mówi łagodnie Clarke.- To oczekiwanie po prostu.Boże, Lenie, nawet psu nie kazałabym przez to przechodzić.Proszę.Ta zamyka oczy i czeka.- Odblokuj właz.Kobieta potrząsa głową.- Joel, nie potrafiłam nawet zabić siebie.Ani kiedy miałam jedenaście lat, ani.ani nawetzeszłej nocy.Jak niby miałabym.- Mam pogruchotane nogi, Len.Nic więcej nie czuję.L-ledwie mogę mówić.Proszę.- Dlaczego nam to zrobili, Joel? Co tu się dzieje?Mężczyzna nie odpowiada.- Co ich tak wystraszyło? Dlaczego tak bardzo się.Pilot porusza się. Szarpie się do góry i opada na bok.Wyciąga ręce; jedną chwyta za krawędz włazu, drugązaciska na kole w jego centrum.Jego nogi wykręcają się groteskowo, ale Joel wydaje się w ogóle tego nie zauważać.- Przepraszam - szepcze Clarke.- Nie potrafiłam.Mężczyzna z trudem przesuwa dłoń i kładzie ją na kole, obok drugiej.- %7ładen problem.- O Boże.Joel.Pilot wpatruje się we właz.Zaciska palce.- Wiesz co, Lenie Clarke? - W jego głosie pobrzmiewa wyziębienie i strach, ale pojawiasię w nim także nagła determinacja.Kobieta potrząsa głową.Nic już nie wiem.- Chętnie bym cię przeleciał.Clarke nie ma pojęcia, co na to odpowiedzieć.Joel kręci kołem i ciągnie za dzwignię.Właz wpada do wnętrza Forcipigera, a za nim ocean.Jakimś cudem organizm LenieClarke zdążył się na to przygotować, gdy jej uwaga skupiona była na czym innym.Uderza w nią ciało mężczyzny.Może walczy.A może to po prostu pęd Pacyfiku.Kobietanie ma pojęcia, czy pilot jeszcze żyje, czy już nie.Mimo tego trzyma go kurczowo.Oceanobraca ich wokół własnej osi, aż nie ma już żadnych wątpliwości.Pozbawiony atmosfery, Forcipiger przyspiesza.Lenie Clarke chwyta Joela za ręce iwyciąga go za sobą na zewnątrz.Oboje wypływają w lepką przestrzeń.Pod nimi skaf opadaw dół, wirując, niknąc z oczu w ciągu zaledwie kilku chwil.Clarke puszcza Joela, łagodnie go popychając.Jego ciało zaczyna dryfować powoli wkierunku powierzchni.Kobieta podąża za nim wzrokiem.Coś dotyka jej od tyłu.Ledwie wyczuwa to przez  skórę".Odwraca się.Wokół jej nadgarstka owija się delikatnie cienka, półprzejrzysta macka.Jej drugi koniecniknie w mroku, kompletnie czarnym dla większości ludzi, lecz szaro-fioletowym dla LenieClarke.Kobieta przygląda się jej bliżej.Z opuchniętej końcówki wystrzeliwują w stronę jejpalców lepkie nici.Clarke ściera je i rusza śladem macki przez wodę.Po drodze natrafia na inne macki,słabe, chude, ledwie podrygujące pod wpływem prądów morskich.Wszystkie prowadzą doczegoś długiego, grubego i niewyraznego.Kobieta opływa to coś naokoło.Okazuje się, że to wielka kolumna wijących się żołądków przypominających robaki. Wszystkie pulsują nikłym, bioluminescencyjnym światłem.Clarke wali w nie pięścią z obrzydzeniem.Stwór reaguje natychmiast, pozbywając siękulących się kawałków, które rozbłyskują i płoną niczym tłuste świetliki.Centralna kolumnamomentalnie ciemnieje i zwija się w sobie.Pulsując, ucieka, korzystając z siły odrzutu iosłony, jaką zapewniają jej odrzucone fragmenty własnego ciała.Kobieta nie zwraca uwagina poświęcone odpady, lecz rzuca się w pościg za ciałem właściwym.Uderza raz jeszcze.Iznowu.W wodzie robi się gęsto od pulsujących, rozczłonkowanych przynęt.Clarke ignorujeje wszystkie i nie przestaje atakować centralnej kolumny, aż wreszcie zostają z niej tylkowirujące strzępy Joel.Joel Kita.Clarke uświadamia sobie, że go lubiła.Ledwie go znała, aletak czy inaczej go lubiła.A oni tak po prostu go zabili.Zabili nas wszystkich, myśli.Z rozmysłem.Rozmyślnie.Nawet nie powiedzieli nam,dlaczego.To wszystko ich wina.Wszystko.Coś rozpala się we wnętrzu Lenie Clarke.W tej jednej chwili przypomina jej się każdy,kto kiedykolwiek ją uderzył, albo zgwałcił, albo pogłaskał po głowie mówiąc: nie martw się,wszystko będzie dobrze.Każdy, kto kiedykolwiek udawał jej przyjaciela.Każdy, kto udawałjej kochanka.Każdy, kto kiedykolwiek ją wykorzystał i stojąc na jej plecach powtarzałwszystkim, że jest od niej lepszy.Każdy, kto żerował na niej za każdym razem, kiedy tylkowłączył jebane światło.Oni wszyscy czekają tam, na lądzie.Tylko się o to prosząc.Tyle tu gniewu.Tyle nienawiści.Tyle tu tego, że trzeba się na kimś wyładować.Tym razem będzie to miało znaczenie.Unosi ją prąd, gdzieś na środku OceanuSpokojnego, trzysta kilometrów od brzegu.Jest sama.Nie ma co jeść.Nie ma to jednakżadnego znaczenia.%7ładna z tych rzeczy nie ma znaczenia.%7łyje; samo to daje jej przewagę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl
  • Drogi uĚĽytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam siÄ™ na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerĂłw w celu dopasowania treĹ›ci do moich potrzeb. PrzeczytaĹ‚em(am) PolitykÄ™ prywatnoĹ›ci. Rozumiem jÄ… i akceptujÄ™.

     Tak, zgadzam siÄ™ na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerĂłw w celu personalizowania wyĹ›wietlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treĹ›ci marketingowych. PrzeczytaĹ‚em(am) PolitykÄ™ prywatnoĹ›ci. Rozumiem jÄ… i akceptujÄ™.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.