[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rąbnąłem młotem Tubalki w żółty kamień.i jeszcze raz.i jeszcze!Macki Kalk ru wyciągały się w moją stronę!Rozległ się przerazliwy, suchy trzask, jakby gdzieś bardzo blisko uderzył piorun.%7łółtykamień w płycie rozleciał się w kawałki, które posypały się na mnie niczym grad mieciony podmuchem lodowatego huraganu.Wszystko wokół zadygotało jak przy trzęsieniu ziemi.Zwiątynia zakołysała się.Ramiona opadły mi bezwładnie, młot Tubalki, którego nie byłemw stanie dłużej utrzymać, gruchnął o ziemię.Lodowaty chłód wirował wokół mnie, wznosząc sięcoraz wyżej i wyżej.Potem rozległ się ostry, świdrujący w uszach pisk.Kształt Krakena zawisł na moment w miejscu, w którym przedtem była płyta, po czym sięskurczył, jakby coś wsysało go w jakąś bezmierną otchłań.Znikł.Odżyłem!Na kamiennej posadzce leżały pogruchotane resztki żółtego kamienia z czarnymi śladami poKrakenie w środku.Rozdeptałem je w drobny pył. Leifie!To głos Evalie.Przerazliwy, rozdzierający.Błyskawicznie się obróciłem.Lur nacierała namnie ze wzniesionym mieczem.Nim zdołałem się poruszyć, Evalie rzuciła się między nasi zaatakowała Czarownicę moim mieczem.Lur odparowała cios, natarła gwałtownie.uderzyła mocno.Evalie upadła.Teraz Czarownica skoczyła do mnie.Patrzyłem nieporuszony, obojętny, jak się zbliża.Krewna jej mieczu.To krew Evalie.Nagle jakby błysk światła dotknął jej piersi.Stanęła w miejscu jak odepchnięta czyjąś ręką.Powoli osunęła się na kolana i padła na ziemię.Ponad krawędz platformy wyskoczył wilczur i rzucił się na mnie z wyciem.Znów błysnęłoświatło.Wilczur przekoziołkował i padł w pół skoku.Zobaczyłem przykucniętego Tri.Jeden z jego oszczepów tkwił w piersi Lur, drugi,identyczny, w gardle wilka.Mały człowieczek podbiegł do Evalie.Wstała trzymając się zaramię, z którego ciekła strużka krwi.Szedłem do Lur.Poruszałem się sztywno jak automat.Biały wilk próbował się podnieść, alenie dał rady, czołgał się tylko.Przywlókł się do Czarownicy przede mną.Położył jej łeb na piersii zwrócił na mnie wściekłe, choć już gasnące spojrzenie.Czarownica patrzyła na mnie ze spokojem.Jej usta straciły wszelki ślad okrucieństwa.Byłyczułe.Uśmiechały się. Szkoda, żeś się tu zjawił, %7łółtowłosy. szepnęła.Potem jeszcze dodała:  Ai.ai.mojeJezioro Duchów.Podniosła z wysiłkiem rękę i położyła ją pieszczotliwym gestem na łbie konającego wilka.Westchnęła.Nie żyła.Spojrzałem w wylęknione twarze Evalie i Dary. Evalie.Twoja rana.  Niezbyt głęboka, Leifie.Szybko się zagoi.To głupstwo. Chwała ci, Dwayanu!  zawołała Dara. Dokonałeś dziś wielkich rzeczy!Uklękła i ucałowała moją dłoń.Teraz dopiero zauważyłem, że ci z moich ludzi, którzyprzeżyli bitwę w świątyni, weszli na platformę i klęczeli przede mną.A także, że przy kowadleTubalki leży Ouarda.Tri również klęczał, wpatrując się we mnie z uwielbieniem.Usłyszałem łomot bębnów małych Judzi.ale już nie na drugim brzegu Nanbu.Tutaj,w Karaku.A nawet bliżej. Wracajmy, panie, do Karaku  rzekła Dara. Teraz cały należy do ciebie. Uderz w swój bęben  poleciłem Tri. Przekaż im, że Evalie żyje.%7łe Lur zginęła.%7łewrota Kalk ru są zamknięte na zawsze.Niech już nie będzie zabijania. To, co zrobiłeś, położyło kres wojnie między moim ludem a Karakiem  odparł.Będziemy posłuszni tobie i Evalie.Powiem im o wszystkim.Przerzucił bęben do przodu i podniósł ręce, przygotowując się do uderzenia.Powstrzymałemgo. Zaczekaj, Tri.Nie zostanę tu, więc nie musicie mnie słuchać. Dwayanu!  krzyknęła Dara. Chyba nas nie opuścisz! Owszem, Daro.Udam się tam, skąd przybyłem. Nie wracam do Karaku.I z małymi ludzmi też już skończyłem. A ja, Leifie?  spytała Evalie wstrzymując oddech.Oparłem ręce na jej ramionach i zajrzałem w oczy. Ostatniej nocy szepnęłaś, że pojedziesz ze mną. Zwalniam cię z tej obietnicy.Myślę, że będziesz szczęśliwsza tutaj, ze swym małymludkiem.Sama wiem, gdzie moje szczęście  odpowiedziała spokojnie. Dotrzymam obietnicy,chyba.że ty się rozmyśliłeś. Oczywiście, że nie, czarnulko.Naprawdę cię pragnę.Odwróciła się do Tri. Przekaż im ode mnie wyrazy miłości.Nie zobaczę już mego ludu.Mały człowiek rzucił się przed nią na ziemię, przywarł do jej stóp, zraszając je łzami podosłoną włosów.Wreszcie przysiadł na piętach i przyglądał się długo zgruchotanym wrotomKrakena.Widziałem, że zaczyna pojmować sekret.Podszedł do mnie i wyciągnął ręce, bym gopodniósł.Kiedy to uczyniłem, uchylił moje powieki i zajrzał głęboko w oczy.Potem włożył mirękę pod koszulę i przyłożył głowę do piersi, nasłuchując bicia serca.Wreszcie zsunął się naziemię, pochylił ku sobie głowę Evalie i coś jej poszeptał. Wola Dwayanu jest naszą wolą  odezwała się Dara. A jednak tak trudno zrozumieć, czemu nie chce z nami zostać. Tri rozumie, Daro.Lepiej niż ja sam.Nie mogę.Evalie przysunęła się do mnie.Jej oczy błyszczały od łez. Tri mówi, że musimy ruszać zaraz, Leifie.Szybko.Mój lud nie może mnie zobaczyć.On im opowie językiem bębna jakąś historyjkę.Niebędzie już walki.Wreszcie zapanuje pokój.Karzełek uruchomił swój bęben.Początkowo nikt mu nie odpowiadał, dopiero kiedyskończył, odezwały się znowu.Brzmiały radośnie, triumfalnie.Potem pojawił się ton pytający.Jeszcze raz Tri przesłał wiadomość.Odpowiedz była gniewna, rozkazująca, lecz dzwięczałow niej jakieś dziwne niedowierzanie. Szybko, szybko  popędzał mnie Tri. Zostaniemy z tobą, Dwayanu  rzekła Dara.Kiwnąłem głową i spojrzałem na Lur.Na jej martwej dłoni zalśnił pierścień Kalk ru.Zdjąłem go, po czym roztrzaskałem na kowadle Tubalki, tak jak to poprzednio uczyniłemz pierścieniem Yodina. Tri zna drogę  rzekła Evalie  która prowadzi prosto do twojego świata, Leifie.To gdzieśw górze rzeki.On nas poprowadzi. Czy ta droga przebiega koło Jeziora Duchów? Spytam go.tak, przechodzi. To dobrze.Udajemy się do kraju, w którym nie mogę się pokazać w takim ubraniu.Ciebieteż trzeba jakoś zaopatrzyć.Zabrałem Tri na siodło.Obok mnie jechała Evalie, z drugiej strony Dara.Głos bębnówbrzmiał bardzo blisko.Przycichł, kiedy wypadliśmy z lasu na drogę.Pędziliśmy jak wiatr [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl