[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Odebrał go w połowie pierwszego dzwonka.Dzwonił Russell.- Przepraszam, jeśli cię obudziłem.- Uchowaj Boże, jestem na nogach od wielu godzin.Jakieś nowe wieści?- Kilka minut temu dostałem e-mail od Henry ego Greena.Jego zespół przygotowałjakieś obliczenia i chcą nam je pokazać dzisiaj o dziewiątej rano.Kiedy najwcześniej mogępo ciebie podjechać?- Choćby teraz.A co mówił o tych obliczeniach? Dzwoniłeś do niego?- Nie.Pisał, żeby nie dzwonić, tylko wpaść.- Czyli nie mamy pojęcia, co tam wyliczyli.Zwietnie.No dobra, podjedz.Jestemgotowy.- Edmund się rozłączył.Nic, o czym myślał po spotkaniu w Statistical Solutions poprzedniego dnia, nieprzyniosło mu wielkiej pociechy.Nie miał takiej głowy do liczb jak Russell, ale rozumiałogromne ryzyko, jakie stanowiły dla nich polisy, które odkupili od diabetyków.A wydawałosię, że cukrzyca to taki solidny fundament interesu: powszechna i przewlekła chorobaobciążona poważnymi powikłaniami oraz mnóstwo ubezpieczonych z kiepskimi dochodami.Widział całe kopy e-maili od agentów z informacją, że dotarli do kogoś, kto zalega zeskładkami i za chwilę straci polisę.To byli najlepsi kandydaci: ludzie gotowi sprzedać pokursie dziesięć centów od dolara coś, co dla nich i tak nie miało żadnej wartości.Edmund nie należał do ludzi, którzy trawią czas na próżne żale czy oskarżenia.Gdycoś się psuło, trzeba było to naprawić.Cała sztuka polegała na tym, by działać z wyprzedzeniem, zanim problem stanie się poważny.Edmund cenił ludzi czynu.Jego ulubionąpostacią historyczną był generał George S.Patton.Był pewien, że gdyby Pattonowipozwolono dotrzeć do Berlina w 1945 roku, a potem kontynuować marsz na Moskwę, losyświata potoczyłyby się zupełnie inaczej.Ale ludzie małostkowi i słabi zawsze rzucali takimwielkim umysłom kłody pod nogi.On sam niczego nie cierpiał tak bardzo jak uczucia bezsilności, a wypadki ostatnichdni sprawiły, że tak właśnie się czuł.Pierwsza zaatakowała Gloria Croft, potem Green zadałostateczny cios.Edmund był tym kompletnie zaskoczony.Nie spodziewał się tego, podobniejak Russell.Tyle że to rzekomo Russell miał odpowiadać za informacje, to on znał ludzi,którzy wiedzieli, co się dzieje, i miał uważać na to, co w trawie piszczy.Edmund to wszystkomu wygarnął podczas długiej podróży powrotnej do domu ze Statistical Solutionspoprzedniego wieczoru.Gloria byłaby wniebowzięta, gdyby wiedziała, ile czasu spędzili wkorku.Kiedy w końcu Edmund dotarł do domu, przestał przygadywać Russellowi i na jegotwarzy zagościła ciemna chmura.Alice kolejny wieczór z rzędu starała się schodzić mu zdrogi, a on kolejny raz z rzędu nie znalazł czasu dla syna.W towarzystwie butelki szkockiejzabrał się do odprawiania czarów.Usiłował przeniknąć do symulacyjnego software uHenry ego Greena i sprawić siłą woli, by opracował jakiś sposób na ograniczenie strat, jakiezawisły nad LifeDeals. Rozdział 14Centrum Medyczne Uniwersytetu ColumbiaNowy Jork3 marca 2011, 7.15Wczorajszy telefon od babci Sally dał George owi do myślenia.Dzień wcześniejnatknął się w szpitalnej stołówce na Pię.Siedziała w towarzystwie Willa McKinleya.Byłatam też Lesley Wong, ale George myślał tylko o tym, że McKinley załatwił sobie miesiącpraktyk u boku Pii.Choć uważał, że sam ma łatwość w kontaktach z kobietami, w tym sensie,że dogadywał się z większością, Will miał zdecydowanie więcej doświadczenia w sztuceuwodzenia i zdecydowanie mniej skrupułów.George nie wyobrażał sobie, że taka dziewczynajak Pia może się zainteresować gościem w rodzaju McKinleya, ale nigdy nic nie wiadomo.Zazdrość to okrutne uczucie i kiedy siedzieli tak we czwórkę, cierpiał podwójnie, przekonany,że Will się upaja jego skrępowaniem.McKinley nigdy nie ukrywał, że Pia mu się bardzopodoba.Zdarzało się nawet, że pytał George a, co taka dziewczyna w nim widzi, co w duchucieszyło George a, bo oznaczało, że i Will i reszta studentów uważa jego i Pię za parę.Znał swoją babcię na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie polubiłaby Pii.Czy raczejuznałaby, że jego zainteresowanie nią jest chorobliwe i mu nie służy.Po raz tysięczny samzachodził w głowę, dlaczego ugania się za nią, mając tyle do stracenia.Nie chodziło nawet oczas, który mu to zabierało, choć zabierało go dużo, lecz o masę energii, jaką temu poświęcał,analizując słowa i czyny Pii, obmyślając plany zdobycia jej wzajemności czy martwiąc sięojej dobro.Powinien oszczędzać tę energię na naukę.Bardziej niż czegokolwiek na świeciepragnął zostać dobrym lekarzem.Wiedział, jak mocno jego bliscy trzymają kciuki za niego i jego sukces [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl