[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Było ich niewiele, w półtoratysięcznej masieniełatwo było je wypatrzyć.Jeśli udało się nam przynieść dzieciom paręłyków mleka, było już dobrze.W tym celu zabierałyśmy ze sobą garnuszkii butelki.Niewielkie, ma się rozumieć, żeby nie rzucały się w oczy.Pokazywałam Kasi, jak rośnie szczaw, jak można jego listki płukać wrzece i żuć.Bardzo jej się to spodobało.Potem trafiłam w zaroślach nakrzaki jeżyn.Były dojrzałe i słodkie.Jeśli chodzi o zaspokojenie głodu,szczęście nam tego dnia dopisywało.Kasia zjadła trzy kromki chleba,popijając je ciepłym owczym mlekiem.Ja poprzestałam na szczawiu ijeżynach.Zaczynałam się cieszyć, że ją zabrałam.Biegała wokół mnie,zachwycała się jagniętami, interesowała się wszystkim i szczebiotała jakwróbel.Po południu poczuła się senna.Rozłożyłam więc mój żakiet napiasku za skarpą, która osłaniała od wiatru, ułożyłam ją i usnęła.Spałaponad godzinę.Odwróciłam jej buzię od słońca, żeby się nie spiekła,przykryłam głowę chusteczką.Poszłam w zarośla, żeby do reszty obrać krzewy jeżyn z owoców.Iwtedy usłyszałam rozpaczliwy płacz i wołanie dziecka.Owce, pasąc się,RS 76przysunęły się do rzeki.Czasem wchodziły do niej, żeby się napić.Kasiawłaśnie się obudziła i pierwszym, co ujrzała, był wielki baran ozakręconych rogach, który biegł w jej stronę na czele stada.Kierował sięna piasek do wodopoju.Kasia przerażona wdrapała się na skarpę i biegławzdłuż brzegu.Ale owce całą ławą ruszyły w jej stronę, były już naskarpie.Widziałam to wszystko z pagórka i puściłam się pędem w stronędziecka.Zanim dobiegłam do brzegu, Kasia, odsuwając się od owiec,ześlizgnęła się ze skarpy do rzeki.Byłam już blisko, ale na moment znik-nęła mi z oczu pod wodą.Skoczyłam do niej natychmiast.Było tu dośćgłęboko, woda sięgała mi po szyję.Zobaczyłam unoszącą się sukienkęKasi, złapałam ją i wyciągnęłam małą na powierzchnię.Trzymając jąwysoko, szłam do miejsca, gdzie brzeg był niższy.Położyłam ją na trawie,a potem sama wdrapałam się na skarpę.Kasia krzyczała wniebogłosy,kaszląc i wypluwając wodę.Trochę zdążyła się już jej nałykać, bo kiedypłakała, buzię miała cały czas otwartą.Nic jej się nie stało, ale była bardzowystraszona.Pocieszałam ją, jak mogłam, lecz trudno ją było uspokoić.Rozebrałam ją i owinęłam w mój żakiet.Ubranko wykręciłam irozwiesiłam na krzaku.Powinno wyschnąć do zmierzchu na tym wietrze.To samo uczyniłam z moim i zostałam tylko w halce.Lusia odpędziłaowce dalej.Mała trzęsła się jeszcze przez jakiś czas pochlipując, ażwreszcie zdrzemnęła się przytulona mocno do mnie.Po niemałym wysiłkuudało mi się odciąć nożem kawałek odklejonej zelówki sandałka.Solidnaskóra z warsztatu teścia Kajtka nie dawała się łatwo.Myślałam, żezaradziłam złu, ale nie miałam racji.W drodze powrotnej cieńsza opołowę zelówka podwijała się i dziecko nie mogło iść.Musiałam ją braćco jakiś czas na ręce, a od wsi niosłam już ją aż do bazy.Z trudem zbie-rałam siły i myślałam, że nie zdołam dojść do końca.Lusia sama, dwojącsię i trojąc, poganiała stado.Aż dziw, że nie pogubiłyśmy tego dnia owiec.Kiedy po liczeniu weszłyśmy do kantorka po chleb, byłam bez tchu.Posadziłam Kasię na ladzie, a ona kołysząc sennie główką, oglądała swojezakurzone, podarte sandałki.Wydający chleb Sowiet popatrzył na nią.- A ty co, popracowałaś uczciwie? - Patrzyła na niego pytająco.- Zuch zciebie, o masz.Zarobiłaś.Należy ci się - podał jej taką samączterystugramową porcję chleba jak mnie.- Podziękuj, Kasiu, powiedziałam ze ściśniętym gardłem, bo niespodziewałam się po nim takiego odruchu.- Spasiba wam, spasiba - powiedziałam.RS 77- A co myślisz, że wśród nas nie trafiają się ludzie?- Ludzie są wszędzie - powiedziałam, myśląc o kołchoznicy, którapodzieliła się ze mną kiedyś masłem.Następnego dnia Kasia obudziła się, kiedy wstawałam, ale tylkoprzytuliła się do mnie na chwilę i znowu zasnęła.Nie wracałyśmy więcejdo tematu, czy mam ją zabierać ze sobą.Kiedy ostatni raz wygnałyśmy owce z Lusią, zdarzyło się nieszczęście.Dzieci bawiły się na podwórku, pani Bunia pitrasiła coś w kuchni.MałaJulcia Lusi, choć tylko o parę miesięcy starsza od Kasi, potrafiłaopiekować się swoim kalekim bratem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl