[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dotarło na miejsce, lecz zaraz się przewróciło,straciwszy w płomieniach jedną nogę.- Ten zapach.- zaczął Jarlaxle, przykładając dłoń do nosa.- Pochodzi z mocy! - dokończyłGromph, mrużąc czerwone oczy i rozchylając wąskie nozdrza.Czarodziej wziął głęboki oddech inapawał się odorem.- To nie Lloth popiera nieprawidłowość w powietrzu - powiedział nagle Jarlaxle, chcącwyprowadzić Grompha z wyraznego gniewu, zakończyć z nim sprawę i opuścić to cuchnącemiejsce.- Co wiesz? - zażądał odpowiedzi Gromph, nagle znów stając się wystraszony.- Nie więcej niż ty - odparł Jarlaxle.- Lloth jest najprawdopodobniej zła z powodu ucieczkiDrizzta oraz szkód wyrządzonych kaplicy.Ty bardziej niż inni doceniasz znaczenie tej kaplicy.-Przebiegły ton Jarlaxle'a spowodował, iż nozdrza Grompha znów się rozchyliły.Najemnikwiedział, że trafił w czuły punkt, w lukę w opancerzonych szatach arcymaga.Gromph stworzyłzwieńczenie kaplicy Baenre, gigantyczną, migoczącą iluzję, unoszącą się nad centralnymołtarzem.Zmieniała ona bezustannie formę, przechodząc z pięknej drowki w wielkiego pająka i zpowrotem.Nie było tajemnicą w Menzoberranzan, iż Gromph nie jest zbyt oddanym czcicielemLloth i że stworzenie wspaniałej iluzji oszczędziło go przed bezlitosnym gniewem matki.- Dzieje się jednak zbyt wiele rzeczy, by Lloth mogła być jedyną przyczyną - podjął Jarlaxlepo nasyceniu się przez chwilę tym drobnym zwycięstwem.- Zaś zbyt wielu przeciwnikówchciałoby ugodzić w podstawę potęgi Lloth.- Wrogie bóstwo? - spytał Gromph, ujawniając więcej, niż zamierzał.- Lub też podziemnarewolta? - Czarodziej usiadł nagle z powrotem, uważając, że na coś wpadł, sądząc, że podziemnybunt z pewnością podchodził pod domenę pewnego przywódcy najemników.Jarlaxle nie został jednak w żaden sposób zapędzony w róg, bowiem jeśli nawet któreś zpodejrzeń Grompha miało jakieś podstawy, Jarlaxle tego nie wiedział.- Coś - to było wszystko, co odrzekł najemnik.- Coś, co być może jest niebezpieczne dla naswszystkich.Przez ponad dwie dziesiątki lat ten czy inny dom przeceniał wartość schwytaniarenegata Drizzta Do'Urdena i właśnie owa gorliwość podniosła jego pozycję oraz spotęgowaławywołane przez niego kłopoty.- A więc sądzisz, że to wszystko jest powiązane z ucieczką Drizzta - uznał Gromph.- Sądzę, że wiele matek opiekunek by w to uwierzyło - szybko odparł Jarlaxle.- W tensposób ucieczka Drizzta istotnie odegra rolę w tym, co nastąpi.Nie powiedziałem jednak, iż to,co sądzisz, że jest nieprawidłowe, jest rezultatem ucieczki renegata z domu Baenre.Gromph zamknął oczy i zastanowił się nad tym rozumowaniem.Jarlaxle miał oczywiścierację.Menzoberranzan było miejscem tak pogrążonym w intrygach, iż prawda miała mniejszeznaczenie niż podejrzenia, iż podejrzenia stawały się często samospełniającymi sięprzepowiedniami, a w związku z tym tworzyły prawdę.- Mogę zechcieć znów z tobą porozmawiać, najemniku - powiedział cicho arcymag, aJarlaxle zauważył drzwi blisko miejsca, w którym wszedł do pozawymiarowej kieszeni.Oboknich wciąż płonął zombie, będący teraz jedynie czarną stertą niemal nagich kości.Jarlaxle ruszył do drzwi.- Niestety - Gromph rzekł dramatycznie, a Jarlaxle przystanął.- M'tarł nie przeżył.- Jego strata - odparł Jarlaxle, nie chcąc, by Gromph myślał, iż strata ta w jakikolwiek sposóbugodzi w Bregan D'aerthe.Jarlaxle wyszedł przez drzwi, wzdłuż sznura, i wślizgnął się w cienie miasta, starając sięprzetrawić to wszystko, co miało miejsce.Rzadko rozmawiał z Gromphem, a jeszcze rzadziejGromph prosił, na swój zawiły sposób, o rozmowę.Jarlaxle zdawał sobie sprawę, iż ten fakt jestznaczący.Działo się tu coś bardzo dziwnego, lekkie mrowienie w powietrzu.Jarlaxle, miłośnikchaosu (głównie dlatego, że zawsze wydawał się wychodzić z niego na swoje), byłzaintrygowany.Jeszcze bardziej zaś było intrygujące to, że Gromph, pomimo swych obaw orazwszystkiego, co miał do stracenia, również był zaintrygowany!Dowodziła tego wzmianka arcymaga o ewentualnym drugim bóstwie.Gromph był bowiemstarym śmieciem, pomimo faktu, że dotarł w życiu wyżej, niż miałby nadzieję znalezć sięjakikolwiek drow mężczyzna w Menzoberranzan.Nie, nie pomimo tego faktu, w myślach skorygował się Jarlaxle.Gromph był zgorzkniały,był taki od wieków, ponieważ w wyniosłym postrzeganiu własnej wartości, nawet pozycjęarcymaga uważał za bezwartościową, za granicę narzuconą przez płeć.Jarlaxle wiedział, iż największą słabością Menzoberranzan nie była rywalizacja rozmaitychdomów, lecz ścisły matriarchalny system narzucony przez wyznawczynie Lloth.Połowapopulacji drowów była podrzędna jedynie dlatego, że urodziła się jako mężczyzni.To była słabość.Podrzędność zaś w nieunikniony sposób rodziła zgorzknienie, nawet - zwłaszcza! - w kimś,kto dotarł tak wysoko jak Gromph
[ Pobierz całość w formacie PDF ]