[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Cyril mnie puścił, wziął w dłonie moją twarz i zacząć mnieobcałowywać.To były drobne, rozpaczliwe pocałunki, okazującuczucie, które mnie całkowicie zaskoczyło, bo zupełnie do niego niepasowało. Zdecydowanie odsunęłam go od siebie.- Hej, co to ma znaczyć? Skończ z tym!- Przepraszam - wydukał.- Nie chciałem cię.To tylko.- Przerwał iopuścił ręce.W jego oczach krył się głęboki niepokój.- Co, Cyrilu, co? - krzyknęłam na niego.- Szszsz.- Usiłował położyć swoje palce na moich ustach, ale od-trąciłam jego rękę i cofnęłam się o krok.- Znowu została zamordowana dziewczyna - szepnął.- Co? - wydusiłam z siebie.- Nie!- Nie znasz jej - powiedział.- To jakaś turystka, córka brytyjskiegoprzedsiębiorcy.Chcieli tylko spędzić kilka dni na Sark.Opadłam na mur.- Kiedy to się stało? - spytałam bardzo cicho.- Wczoraj w nocy.Była z kilkorgiem przyjaciół w Mermaid Tavern, apotem nie dotarła do domu.- Gdzie ją znaleziono? Może w tym samym miejscu co Lauren? Cyrilpotrząsnął przecząco głową.- Nie.Leżała dobry kawałek na północny wschód od wsi.Na łące.- Usiadł obok mnie i wahając się, objął mnie ramieniem.- Posłuchaj,Elodie.Myślę, że powinniśmy potraktować serio to, co widziała i możenadal widzi Cecily Windom.- Od początku to robiłam - odparłam.- W przeciwieństwie do ciebiealbo Ruby.- zamilkłam, kiedy zauważyłam jego przenikliwespojrzenie.- Musisz wracać do domu - powiedział Cyril.- Natychmiast.W pierwszym momencie mnie zatkało, potem pokiwałam głową.- Może uważasz także, że jestem winna śmierci tej dziewczyny? wydusiłam z siebie, nic nie rozumiejąc.- I że wydarzy się jeszczewięcej zabójstw, jeśli zostanę tu, na Guernsey? - Liczyłam się zewszystkim, ale na pewno nie z tym.- Jasne, że to nie twoja wina! - odparł Cyril.- Wręcz przeciwnie,Elodie.Znajdujesz się w śmiertelnym niebezpieczeństwie! - Szszsz.- Znowu mogłam tylko potrząsnąć głową.- Jak mogłeśwpaść na coś tak głupiego?- To nie jest nic głupiego - odparł Cyril.- Proszę cię, nie zadawajżadnych pytań, tylko po prostu mi uwierz.- Ja tobie? Nie, Cyrilu - powiedziałam zdecydowanie.- Masz przedemną zbyt wiele tajemnic.Ani mi nie powiedziałeś, gdzie mieszkasz,ani co porabiałeś przez ostatni tydzień na Sark.Ty.ty.- Wposzukiwaniu odpowiednich słów zaczęłam się jąkać.- Zgadza się - przerwał mi.- Masz rację.Mam przed tobą tajemnice,ale też swoje powody.Kiedyś, prawdopodobnie już niedługo, sama sięwszystkiego dowiesz.Teraz jeszcze nie nadszedł na to odpowiedniczas.Proszę, Elodie, zaufaj mi! - Cyril znowu tak mocno mnieprzytulił, że ledwo mogłam oddychać.Przejechał mi po włosach,złapał mnie za brodę i spojrzał na mnie błagalnie.- Proszę -szepnął.-Proszę, Elodie, proszę!- Cyrilu, tak nie może być - wysapałam.To, co mówił, denerwowało mnie.Doprowadzało do wściekłości.Zebrałam wszystkie moje siły, żeby się uwolnić z jego uścisku, jednakbył dla mnie za mocny.- Uspokój się - powiedział przenikliwie.- Nie zmuszaj mnie.- Do czego?- %7łebym musiał zrobić coś, czego w normalnej sytuacji nigdy bym niezrobił, jeśli.W tym momencie bezpośrednio obok nas przez mur obronnyprzeskoczył cień i Cyril natychmiast poluznił chwyt.Przed nami stanął - nie mogłam w to uwierzyć - Gordy! W dżinsach,swetrze i trampkach.Spojrzał na Cyrila ze złością w oczach. Oszalałeś! Co ty tutaj robisz" - wymsknęło mi się niemalże.Wdosłownie ostatniej sekundzie ugryzłam się w język i rzuciłamGordy'emu przerażone spojrzenie.Jednak on na mnie nie zważał.Jegooczy były skupione na Cyrilu, który w międzyczasie wstał, złapał siępod boki i groznie wyprężył pierś.  To nie może być prawda - pomyślałam.Chyba nie urządzą tutajwalki kogutów!".- Stop! - Wyskoczyłam i stanęłam między nimi.- Zanim dojdzie tutajdo jakichś nieporozumień.Gordy, to jest Cyril, mój dobryprzyjaciel.Cyrilu, to jest Gordian, chłopak, który uratował mnieprzed utonięciem.- Przed utonięciem? - Usta Cyrila wyszczerzyły się w szerokimgrymasie.- Uratować - Kręcąc głową zdjął dłonie z bioder.Potem sięodwrócił i głośno się śmiejąc odszedł.Zupełnie osłupiała spoglądałam za nim.Gdyby Gordy nie pod-prowadził mnie do roweru i nie syknął: - Dalej, spadaj stąd! - stałabymtam jeszcze jakiś kwadrans.A tak pedałowałam obok Gordiana, któryszybkimi, giętkimi krokami pędził drogą wzdłuż wybrzeża do PerelleBay.Na szczęście światło słoneczne nadal było słabe, dzięki czemu podemną i moim rowerem rysował się tylko zarys cienia.Mimo to bardzosię martwiłam, że komuś mógłby wpaść w oko brak jakiegokolwiekzarysu pod stopami Gordy'ego.W każdym razie byłam szczęśliwa, kiedy zostawiliśmy za sobąVazon Bay i pojawiły się pierwsze domy Richmond.- Zaczekam na ciebie w twoim pokoju! - zawołał Gordy i nagleprzeskoczył przez żywopłot, znikając w ogródku sąsiadów tak szybko,że nie zdążyłam go ostrzec przed ciotką [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl