[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jago zbierał się w sobie, by w końcu pójść na górę i zamordować dzieci.Ciężko mu szło, natyle ciężko, że niemal z radością powitał okrzyk Kandana, który wbiegł do sali: Jaaagooo! Gdzie wór?  zapytał Jago. Ktoś nadjeżdża traktem od południa! Rozpoznałeś kto? Chyba ten rycerz.Ten.Kwaidan! Niedobrze  mruknął Jago. Przecie to nie jego sprawa  zauważył Kawalkado,  Po co ma się wtrącać? I żywotem ryzykować? Słyszałem, że z niego taki sam drań, jak my wszyscy. Kiedyś taki był  przyznał Jago. Ale potem zabił dziecko.Dziewczynę.Mówią, że cośw nim pękło.Boga jął szukać.Wycofał się z rzemiosła.Ale boję się, że bachory mogą być jegoczutym punktem.Jago myślał gorączkowo.Negocjacje nie miały sensu ze względu na oczywiste trudnościw komunikacji.Należało zatem rycerza ubić.Kandan to gołowąs, jeszcze nie kosztowałprawdziwej walki, nie przyda się.Jago wysłał go do lochu z kobietami.Cnob właśnie wyzionąłducha, więc zostało ich dwóch, jak zawsze: Jago i Kawalkado.Kawalkado i Jago.Ramię przyramieniu.Sentymenty?  pomyślał ze wstrętem Jago. W moim wieku? Usłyszeli tętent na dziedzińcu.Spokojnie sięgnęli po miecze. Naprawdę jest aż tak dobry?  zapytał Kawalkado. Tylko raz widziałem, jak wywijał mieczem  odparł wymijająco Jago. Będzie z dziesięćlat temu.Pojedynkował się z jakimś durniem, który miał nieszczęście zle wyrazić się o jego.uszach. Już wtedy miał kłopoty z uszami?  zainteresował się uprzejmie Kawalkado. Tak.Wtedy miał je w nadmiarze.za duże były.Odstające.Pod hełm nie wchodziły. I co? Co: co? Jak zakończył się pojedynek? Był krótki.Trwał tyle, co mgnienie oka.Nigdy nie widziałem nikogo tak szybkiego jakKwaidan, Nigdy.Ale to było dziesięć lat temu. Pocieszyłeś mnie.Mam nadzieję, że będzie ci to policzone. Do nieba i tak nie trafimy. A piekło przepełnione.W czasie, gdy najemnicy wymieniali niezobowiązujące uwagi, Kwaidan zaglądał doprzesiąkniętego krwią wora.Z wolna narastała w nim furia, z gatunku tych niebezpiecznych, bozimnych.Tymczasem w lochu Kandan dzielił swe zainteresowania na dwoje.Po pierwsze, dawno niemiał kobiety, a Kroni jawiła mu się ucieleśnieniem piękna.Po drugie, zaciekawiła go dziwacznamachina tortur  nigdy przedtem takiej nie widział, choć hobbistycznie zwiedzał różne lochy.Słyszał oczywiście o rezydującym tu legendarnym Kacie Bez Imienia i jego technicznychinnowacjach.Kandan z kolei wyobrazni technicznej nie miał, zatem bez obaw położył głowę podostrzem, by z takiej perspektywy poprzyglądać się Kroni.Potem jeszcze nieostrożnie oparł sięo dzwignię i już nie tylko zainteresowania dzielił na dwoje.Kwaidan nie spieszył się  podążał krwawym tropem, choć ten nie był już tak obfity. Zostawił go po sobie nieszczęsny Cnob, widłami przebity.Rycerz od dawna się nie bił, zatempróbował wprawić się w odpowiedni nastrój  furię jeszcze trochę schłodzić, by nie wpływała zlena przytomność myśli.Gdy dotarł do sali biesiadnej, był już właściwie usposobiony.Kawalkado swoim zwyczajem zaczął od obelg.To, że przeciwnik nie mógł ich słyszeć, niebyło istotne  obelgi podtrzymywały w najemniku determinację na wysokim poziomie.Jednakjuż pierwszy wypad  pchnięcie pozornie szybkie, a nawet błyskotliwe, bo niczymniesygnalizowane, które miało przebić Kwaidanowe serce  zakończył się dla Kawalkadafatalnie.Rycerz wykonał błyskawiczny unik piruetem, co wyglądało jak taniec zeskomplikowaną choreografią.Następnie ciął z góry, pozbawiając najemnika prawej dłoni wrazz mieczem.Ból był potworny, choć nerwy zadziałały z błogosławionym opóznieniem  przedoczami Kawalkado spacerowały dostojnie czerwone plamy.Zginąłby niechybnie, gdyby nie atakJagona, który odwrócił uwagę rycerza. Myślisz, że to ból?  zapytał chłodno Kwaidan. To żaden ból w porównaniu z bólemistnienia, psie.Rycerz był głęboko przekonany, że to on doświadczył największego cierpienia w historiiludzkości: bólu własnej duszy.Kawalkado w duchu zgodził się nawet z przeciwnikiem; sam też doświadczał w życiuwiększego cierpienia  choćby wtedy, gdy przypiekano mu boki celem zdobycia informacji,których niestety nie posiadał.Do dziś swąd palonego mięsa przyprawiał go o mdłości, zatemwolał spożywać mięso gotowane.Teraz słaniał się na nogach, krew wypływała z rany, jakby ktośnieostrożnie otworzył w jego ciele zawór.A jednak pochylił się, by podnieść miecz lewą ręką.Nim zdążył się wyprostować, Jago już był martwy.Spokojna starość, przemknęło Kawalkadoprzez myśl jakoś ironicznie.Zebrał się w sobie i znów błysnął elokwencją, obrzucającprzeciwnika stekiem plugawych przekleństw, od których rycerzowi niewątpliwie spuchłyby uszy.Gdyby je posiadał.Najemnik zdążył pomyśleć, że to dobry dzień na umieranie, i rzeczywiście w chwilę pózniej już nie żył.Kwaidan nigdy nie zobaczył uratowanych przez siebie chłopców.Nawet nie wiedział, że ichuratował.Nigdy by nie przypuścił, jak blisko znalazł się cudu, którego przez całe życieoczekiwał.Może i nie zasłużył na tę świadomość, było w tym jednak niewątpliwe okrucieństwolosu.Kiedy odjeżdżał na południe, niema kobieta, która wyczuła trawiącą go pustkę, pomyślała, żeto, czego dokonał, będzie mu policzone w niebie.Dokładnie w tym samym momencie Kroni, która również przygotowywała się do podróży,krzyknęła za znikającym w oddali rycerzem: Będzie ci policzone! W piekle!Oczywiście nie mógł jej usłyszeć. Wieczór Trzech PsówNie dawajcie psom tego, co święteEwangelia wg św.MateuszaTego wieczoru myślenie nie przychodziło Dolsilwie łatwo. Być.żyć.Być.rzyć.Być.wyć  szukał gorączkowo dobrych rymów, lecz znajdowałwyłącznie banalne. Być albo nie być.Taaa, to dobre pytanie.Cisnął wściekle gęsie pióro na ziemię i jął tratować buciorami; wcześniej bezwiedniepozbawił narzędzie pracy puchu.Przyczyną takich zachowań poety była męka twórcza, coprzyprawia swe ofiary o gorączkę w oczach, niezborną i gwałtowną gestykulację orazmamrotanie słów niechętnych do układania się w zdania.Dolsilwa jak zawsze usiłował wymierzyć sprawiedliwość widzialnemu światu.Ale świat jakoś tego nie dostrzegał.Nawet miejsce (podrzędny lupanar), w którym przyszło zatrzymać się poecie, nie sprzyjałotwórczym nastrojom [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl