[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie wiedziałam, że potrafisz. A ja zapomniałem, że potrafi wtrącił się Major.Wskazał jej krzesło. Chodz,właśnie się zastanawiamy. Właśnie gadacie o babach powiedziała, siadając.Cały czas się uśmiechała i Czackipomyślał, że jest śliczna w tym uśmiechu i że cieszy się, że ją widzi. Mamy cztery gówniary, które rozpoznały szczeniaka. Jurka? Tak Major kiwnął głową. I zastanawiamy się, jak z nimi rozmawiać. Ja z nimi porozmawiam zaproponowała Kańska. Mogę?Major zawahał się. Mnie będzie łatwiej dodała, widząc wahanie. Ja będę z nimi rozmawiała prawiejak koleżanka.Wiem, jak to zrobić, mam młodziutką siostrzenicę.Przechodzę przez takierozmowy co najmniej kilka razy w miesiącu. Spojrzała na Majora prosząco.Pomyślał, że ma niesamowite oczy i że nigdy wcześniejnie zwrócił na to uwagi.Obejrzał się na Czackiego, ale on nadal patrzył na Kańską i bez przerwysię uśmiechał. Dobra zgodził się Major. Tu masz namiary. Podał jej kartkę. Tylkodzisiaj.Nie mamy już dużo czasu. Spojrzał na zegarek. Spróbuj się wyrobić do,powiedzmy, siedemnastej.O siedemnastej spotkamy się tutaj.Zobaczymy, co będziemy mieli.Amy zwrócił się do Czackiego spróbujemy dowiedzieć się czegoś o panu WaldemarzeBaryckim. Kto to? spytała Kańska. To przyjaciel pana Dragały uśmiechnął się Major. A ponieważ pan Dragała stałsię dzisiaj naszym przyjacielem, to teraz my spróbujemy się zaprzyjaznić z jego przyjacielem.Chodz powiedział do Czackiego mamy robotę. Mogę do pana mówić Sławek ? spytała Kańska, mrużąc oczy kokieteryjnie. Aja mogę do ciebie mówić Sabcia ? Nie, Sabcia nie, ale może pan mówić Sońka. Sońka niech mówi Psycholog.Ja będę mówił Sabcia.%7łeby ci się nie pomyliło zaśmiał się. OK? OK? Kańska spojrzała na Czackiego. Będzie mi miło wybąkał Czacki.Majorowi wydawało się, że Igor jest tak bardzo zakłopotany, że nawet się zarumienił.Kańska wstała i z uśmiechem wyciągnęła do nich zdrową rękę. Fajnie powiedziała. Sławek, Igor, Sabcia, Sońka.Aha dodała, przyglądającsię Majorowi wiem, dlaczego nazywają cię Major.Major spojrzał na Czackiego. Nie ode mnie.Waldemar Barycki spoglądał na nich ze zdjęcia bezczelnie, z uśmiechemprzepołowionym wielkim cygarem.Obok było zdjęcie z kartoteki.Około dwudziestoletnichłopak ze starannie zaczesanymi włosami.Siedzieli przed ekranem komputera i przeglądali przesłane im z CBZ materiały. Ceboś się nim zajmuje? zdziwił się Czacki. Nie Major machnął ręką i zaczął wykręcać numer. Kumpel ma kolegę, którego znajomy.rozumiesz?Czacki kiwnął głową.Barycki dziewięć lat temu wszedł w konflikt z prawem; próba uprowadzenia dla okupu.Udowodniono mu tylko czynną napaść na funkcjonariusza wypełniającego obowiązki służbowe.Wszystkiego odsiedział pół roku.Nigdy więcej nie wpadł.W materiałach była informacja, żeprzewijał się przy okazji różnych włamań i napadów, ale już nigdy się nie umoczył.Kilka lattemu przestał się nawet pojawiać w informacjach operacyjnych. Podobno wyjechał z kraju, to jest do sprawdzenia, tylko daj mi ze dwa dni powiedział Majorowi kumpel z Biura. W każdym razie wrócić musiał chyba niedawno. Nie mamy dwóch dni stwierdził krótko Major. Spróbuj jak najszybciej i dajznać. Przerwał połączenie i spojrzał na przyjaciela. Jedziemy do niego?Czacki chwilę się zastanawiał. Właściwie nic nie mamy.Po co? Moglibyśmy zasugerował Major posadzić mu ogon.Nasi przyjrzeliby się corobi, trochę pofotografowali, popatrzyli, z kim się spotyka. A kogo wskazała Lidka? Kto? Czacki westchnął. Ta dziwka z Poznańskiej. A, ta.Dwóch chłopaków z miasta Major zastanowił się. Tych akurat trochęznamy.Jeszcze kilka lat temu to był zupełny drobiazg.Może im też dać ogony? Możemy wkońcu spróbować wystawić Baryckiemu Dragałę.Zobaczymy, co zrobi. Czacki popatrzyłna niego uważnie. To gnój.Społeczeństwo na tym nie straci.Zresztą.możemy mu dać jakąś ochronę,żeby uważali na niego dodał, widząc wahanie Czackiego. Nomohori. Co? Major nie zrozumiał. Nomohori.Nikczemny fortel.Major zaśmiał się. Nazywaj to, jak ci się podoba. Jak chcesz to zrobić? zapytał Czacki. Nie wiem.Może po prostu zadzwonić do niego, przedstawić się i poprosić orozmowę w sprawie Dragały.Tak byle jak, pod lada pretekstem.%7łeby padło nazwisko.Czacki skrzywił się. To wymyśl lepiej! zaperzył się Major. Może niech ta twoja szmata zaproponował wydrukuje materiał o śmierci EmiliiNatolskiej i połączy jakoś. zastanowił się .chociaż nie.Natolska nie zasługuje na to. Wyjął papierosa i zapalił. Zróbmy tak odezwał się po namyśle Major. Puścimy krawężników po mieście,po starych rewirach Bary- ckiego.Jeśli jest lewy, to może odnowił kontakty.I po knajpach,żeby pytali o niego i o Dragałę, rozumiesz? Dwa zdjęcia jednocześnie.Jak ma do niego dotrzeć,to dotrze.To i ogony.I zobaczymy.Major wziął papierosa z paczki Czackiego i zapalił.Czacki przez chwilę myślał i w końcukiwnął głową. No dobra, niech będzie, zobaczymy. Spojrzał na zegarek. Mamy jeszcze dwiegodziny.Idę się przejść, może coś zjem? Coś zjesz? Idę z tobą. O nie, nie, ty masz robotę! To twoje nomohoń.Wrócił do komendy chwilę przed siedemnastą.Major i Kańska już tam byli i rozmawiali.Podszedł do nich i usiadł na krześle.Dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Zjadłeś? zapytał Major. Zjadłem. A co takiego zjadłeś? Zupę rybną z czosnkowymi grzankami.I halibuta. Major aż mlasnął językiem. I wszystko popiłem cudownie zimnym staropramenem.Halibut z fasolką szparagową.A potem posiedziałem w parku.Patrzyłem na ludzi.Nieuwierzysz, Major, ale ludzie się uśmiechają.A niektórzy trzymają się za ręce. Zapaliłpapierosa.Nie przestawał się uśmiechać. A co u was? Przejedziemy się odpowiedział Major. Czekamy tylko na jedną z tych kurewek. Nie mów kurewek wtrąciła się Kańska. Nic o nich nie wiesz, więc nie mów kurewek.Major spojrzał na nią, potem na Czackiego, i zaczął się śmiać. Co cię tak rozbawiło? spytała z gniewem Kańska. Dobraliście się.To jak mam mówić? Dziewczyny podsunął Czacki. Mów dziewczyny. Czekamy na jedną i pojedziemy obejrzeć pewne miejsce.Sabcia niech ci opowie.Tojej działka.Kańska spotkała się z nimi jednocześnie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]