[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. To mały zameczek, ale głodu i zimna nikt nie będzie cierpieć odpowiedział rycerz.Ręczę, że dowódca dobrze opatrzył wszystko na zimę.Być może dobrze dla swych żołnierzy, pomyślał Harrim, dla twardych, surowych ludzi, od dzieckaprzyzwyczajonych do ciężkich zim.Ale na pewno nie zaopatrzył zamku z myślą o delikatnejkrólewnie z południa i jej świcie.Książę pocieszał się tylko myślą, że stanie się wedługprzypuszczeń młodego rycerza.Znieg popada dwa, trzy dni, a potem pogoda się wyklaruje.Wtedyzostawią ciężkie wozy w fortecy, a sami ruszą przez góry, aby zdążyć przed śnieżycami i lawinami.Trudno.Calinne będzie musiała wytrzymać kilka dni w siodle.Z tego, co wiedział Harrim, w Jasnym Klasztorze nie zaniedbywano ćwiczeń fizycznych.Królewna umiała dobrze jezdzić konno, chwaliła się również, że uczono ją fechtunku i brała udział wpolowaniach.Powinna wytrzymać.Lepiej pomęczyć się trochę niż spędzić zimę w barbarzyńskiejnorze.* * *Ainee nie bała się spotkań z ojcem, ale jego zapach i tubalny, srogi głos onieśmielały ją.Musiała jednak przyznać, że ojciec zawsze starał się być dla niej miły.Nigdy nie krzyknął ani nieukarał jej w żaden sposób.Ale wiedziała również, że jej widok nie jest mu wcale miły.Doskonale zdawała sobie sprawę, że za każdym razem przypomina mu się ta straszna noc, kiedywśród grzmotów i olśniewająco białych zygzaków błyskawic, królowa rodziła córkę, jęcząc z bólu ikrwawiąc.Ainee oczywiście nie pamiętała tej nocy, choć słyszała o niej od niani.O tym, jakzrozpaczony król przez trzy dni siedział w swej komnacie, nie jedząc, nie pijąc i nie przyjmującnikogo.A kiedy z niej wyszedł, w jego smolistoczarnej brodzie tkwiły już gęste pasma siwizny.Księżniczka wiedziała, że pamięć tej nocy zawsze będzie stała pomiędzy nią a ojcem i nie ma siły,która mogłaby to zmienić.Oczywiście, musiały minąć lata, zanim to zrozumiała, i nie było osoby, zktórą mogłaby na ten temat porozmawiać.Szła do tronu ojca, stawiając drobne kroki na grubym dywanie, którego miękkość czuła pod stopami.Słyszała, jak milkły rozmowy, zrozumiała, że dworzanie otaczający ojca wpatrują się teraz w nią i jejopiekunkę.Nie mogła ich widzieć, ale czuła ten wzrok i czuła ogarniającą komnatę auręzakłopotania.I sama również była speszona. Mój panie. Głos niani był mocny i spokojny. Chciałeś zobaczyć księżniczkę. Chodz do mnie, córko. Ainee dobiegły twarde słowa ojca.Palce starej kobiety, obejmujące jej ramię, leciutko ją nakierowały.Ale nie było to potrzebne, gdyżksiężniczka doskonale wiedziała, skąd dochodzi głos.Poza tym czuła już zapach ojca.Zapach psiarnii zgonionych koni.Musiał więc niedawno wrócić z przejażdżki lub polowania.Podeszła ostrożnie, akról po chwili wahania przygarnął ją i posadził na kolanach.Usiadła tam, sztywno wyprostowana, ztwarzą zwróconą w stronę, skąd dobiegały oddechy i szepty dworzan. Za kilka dni, jeśli bogowie pozwolą i nie ześlą śnieżyc, przybędzie tu moja przyszła żona, królewnaCalinne rzekł ojciec głosem, który huczał w komnacie niczym pomruk nadciągającej burzy.Aineesłyszała, że szepty dworzan zamarły jak nożem uciął. Jest więc naszą wolą przedstawić wam planydotyczące mej jedynej córki, księżniczki Ainee.Po naradzie z naszymi oddanymi doradcamizdecydowaliśmy, co następuje: księżniczka w przyszłym roku uda się do Jasnego Klasztoru, abypobierać nauki.Wiemy, że powinna tam trafić w młodszym wieku, lecz dzięki wstawiennictwu królaDoriana, naszego przyszłego teścia i sojusznika, Jasny Klasztor postanowił odejść od swychniezłomnych zasad, przyjąć naszą córkę i otoczyć ją opieką.Ainee była tak zdumiona słowami ojca, że wstrzymała dech.Miała opuścić zamek? Miała odejść zmiejsca, które poznała i w którym się wychowała? Miała znalezć się daleko od domu, gdzieś, gdzienie zna rozkładu schodów, położenia sprzętów, głosów ludzi i zapachów?Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, i zacisnęła usta, by nie zaszlochać.Dlaczego ojciecobwieszczał o tym w wielkiej tronowej sali przy dworzanach i radzie? Dlaczego nie powiedział jej opodjęciu tej strasznej decyzji w inny sposób? Ale zdawała sobie również sprawę, iż decyzji władcynikt i nic nie będzie w stanie zmienić.Słowa ojca płynęły niczym wartki, jasny strumień.Nie było tumiejsca na wahanie i wątpliwości.Ainee poznawała, że niektórzy ze słuchających jego słów sązdumieni, a najbardziej chyba zdumiona, może nawet zła, była niania.Księżniczka przypuszczała, żenie pozwolą staruszce pojechać wraz z nią na dalekie południe.Zresztą kobieta była już chyba zbytsłaba, aby odbyć tak daleką i tak trudną podróż.Ojciec po oznajmieniu decyzji dał znak, że czas na wieczerzę.Ainee znów usłyszała gwar rozmów, apotem odgłosy mlaskania, gryzienia, siorbania i zgrzytania noży o srebrne talerze. Będzie ci tam dobrze, córko. Ojciec starał się mówić przyjaznie i ciepło. Jasny Klasztor jestpięknym miejscem.Leży wśród lasu, nad rzeką, nigdy nie pada tam śnieg ani nie wieją zimne wichry.Będziesz miała nauczycieli, służących i mnóstwo przyjaciółek.Zaskakujące, ale Ainee widziała w słowach króla zarówno prawdę, jak i smutek. Nie możeszprzecież całego dzieciństwa spędzić tylko z nianią. Czy ona pojedzie ze mną? odważyła się spytać. Nie odparł ojciec takim tonem, iż wiedziała, że nigdy go nie przekona. Jej miejsce jest tutaj.Poza tym Jasny Klasztor nie pozwala na to.Mają własnych nauczycieli i własną służbę.Pogłaskał Ainee po włosach i cofnął zaraz dłoń.Księżniczka zobaczyła chmurę czarnej rozpaczy,która rozlała się wokół, i zrozumiała, że ten dotyk musiał mu przypomnieć utraconą żonę. Nianiu! zawołał ojciec. Odprowadz księżniczkę do pokoju.Zadbaj, żeby jej niczego niebrakowało. Oczywiście, wasza wysokość. Wzięła ją za rękę.W milczeniu przeszły przez pełną gwaru salę.Ktoś głośno gadał, ktoś inny wystukiwałdzbanem szybki rytm na blacie stołu, siedzący w kącie grajek stroił instrumenty, kobieta, której głosuAinee nie poznawała, donośnie domagała się tańców i pieśni, słychać było chrzęst kości pękającychw szczękach ogryzających je pod stołem psów.Księżniczka czuła się tak, jakby obie z nianią byłyduchami przechodzącymi przez tę salę.Duchami, które być może się zauważało, ale tylko po to, bynatychmiast odwrócić wzrok.Nie należały do tych ludzi i do tego miejsca. Zagramy w karty, nianiu? zapytała, ściskając kościste palce starej kobiety. Przecież ci obiecałam.Szły zamkowymi korytarzami i krużgankami, czołobitnie pozdrawiane przez dworzan i służbę.Kiedystanęły na rozwidleniu korytarzy, Ainee usłyszała chód pani Terlony, jednej z zastępczyńochmistrzyni.Terlona zawsze pachniała świeżo wypraną i nakrochmaloną pościelą, miała szorstkiedłonie i nieco piskliwy głos. Moja pani. Ainee czuła, jak Terlona zniża się w dygu. Pani Gothre.Pani Gothre tak nazywano piastunkę księżniczki, chociaż Ainee zauważyła, że niewiele osóbzwraca się do starej kobiety po imieniu.Część, tak jak jej ojciec, mówiła po prostu: nianiu, częśćnazywała ją dostojną panią.Dziwne, ale po raz pierwszy księżniczce przyszło do głowy, iż jejopiekunkę traktowano z szacunkiem dużo większym, niżby na to zasługiwała stara kobieta, która nakilka lat przed urodzinami księżniczki pojawiła się na zamku.Pojawiła się i została
[ Pobierz całość w formacie PDF ]