[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Tak, panie poruczniku wyprostowaÅ‚ siÄ™ policjant. Gdzie byÅ‚o ciaÅ‚o? Jak miaÅ‚em sÅ‚użbÄ™? W trumnie. SprawdzaliÅ›cie? Tak. OtwieraliÅ›cie drzwi? Nie.ZwieciÅ‚em latarkÄ… przez okno. Szyba byÅ‚a rozbita? Nie. A trumna? ProszÄ™? Czy trumna byÅ‚a otwarta?50 Tak. Jak leżaÅ‚y zwÅ‚oki? Zwyczajnie. Dlaczego sÄ… nie ubrane?Policjant ożywiÅ‚ siÄ™. Pogrzeb miaÅ‚ być dzisiaj, panie poruczniku, a z tym ubraniem to caÅ‚a historia.OdkÄ…d jego żona uciekÅ‚a to byÅ‚o dwa lata temu mieszkaÅ‚ z siostra.Strasznie ciężkakobieta, nikt nie może dojść z niÄ… do Å‚adu.Tego ubrania, co je miaÅ‚ na sobie, jak umarÅ‚(bo to siÄ™ staÅ‚o przy Å›niadaniu) nie chciaÅ‚a dać, niby że szkoda, bo za nowe.MiaÅ‚adać stare, ale jak przedsiÄ™biorca pogrzebowy przyjechaÅ‚, to nie daÅ‚a nic, powiedziaÅ‚a, żeufarbuje na czarno takie jedno gorsze, a on nie chciaÅ‚ jechać drugi raz i wziÄ…Å‚ go, jak byÅ‚.DziÅ› miaÅ‚a to ubranie przynieść. Gregory, pojadÄ™ już, nic tu po mnie powiedziaÅ‚ nagle Sörensen, który zdawaÅ‚siÄ™ przysÅ‚uchiwać rozmowie. Da mi pan wóz? Może pan wziąć auto z posterunku. Zaraz.Pomówimy o tym rzuciÅ‚ Gregory.Sörensen drażniÅ‚ go. Postaram siÄ™o coÅ› dla pana dodaÅ‚ jednak.PatrzaÅ‚ na pomiÄ™ty brezent.PamiÄ™taÅ‚ dobrze wyglÄ…dzmarÅ‚ego, choć widziaÅ‚ go tak krótko.ByÅ‚ to czÅ‚owiek pod sześćdziesiÄ…tkÄ™.MiaÅ‚ spra-cowane dÅ‚onie, dużo ciemniejsze od twarzy.Prawie Å‚ysÄ… czaszkÄ™ pokrywaÅ‚a nad kar-kiem i skroniami siwa szczeć.Szczególnie wryÅ‚ mu siÄ™ w pamięć wyraz zdziwienia niedomkniÄ™tych, zmÄ™tniaÅ‚ych oczu.MiaÅ‚ ochotÄ™ zrzucić pÅ‚aszcz byÅ‚o coraz gorÄ™cej.NiecierpliwiÅ‚ siÄ™, obliczaÅ‚, jak szybko promienie sÅ‚oÅ„ca dotrÄ… w gÅ‚Ä…b tego ocienionegodotÄ…d miejsca.Trzeba by koniecznie zdjąć przedtem wszystkie odciski.ChciaÅ‚ już posÅ‚ać policjanta na szosÄ™, kiedy zobaczyÅ‚ swoich ludzi.PoszedÅ‚ im na-przeciw. No, jesteÅ›cie.Nie bawcie siÄ™ tak, bo Å›nieg topnieje.àomas, najwiÄ™cej zależy mi natych Å›ladach miedzy oknem i drzwiami.Niech pan dobrze podsypie talkiem, àomas,Å›nieg jest mokry.I leciusieÅ„ko, żeby siÄ™ wszystko nie rozlazÅ‚o! PojadÄ™ teraz do miastecz-ka.Zmierzcie, co siÄ™ da, i odlegÅ‚ość do wody, tam, za krzakami, jest strumieÅ„.ParÄ™ zdjęćogólnych i przeszukajcie dobrze brzeg, może tam coÅ› przegapiÅ‚em. Niech pan bÄ™dzie spokojny, Gregory powiedziaÅ‚ Wilson.NiósÅ‚ swojÄ… pÅ‚askÄ…walizÄ™ na pasie przerzuconym przez ramiÄ™.ObijaÅ‚a mu siÄ™ o biodro i wyglÄ…daÅ‚o, jakbyutykaÅ‚. Niech pan przyÅ›le po nas maszynÄ™, dobrze? dodaÅ‚ w przejÅ›ciu. Na pewno.Gregory poszedÅ‚ ku szosie, zapomniawszy o Sörensenie.Kiedy siÄ™ obejrzaÅ‚, doktorszedÅ‚ za nim z miarkowanym poÅ›piechem.Sznury, odgradzajÄ…ce miejsce wypadku, byÅ‚yjuż zdjÄ™te.Dwu ludzi wyciÄ…gaÅ‚o bentleya z rowu.Przed mostkiem staÅ‚o ich auto, zwró-cone w stronÄ™ Londynu.Nic nie mówiÄ…c, Gregory siadÅ‚ z przodu, obok Callsa.DoktorprzyspieszyÅ‚ kroku, bo silnik już warczaÅ‚.MinÄ™li policjanta z patrolu drogowego i skrÄ™-cili do Pickering.51Posterunek mieÅ›ciÅ‚ siÄ™ w piÄ™trowym domu, na rogu placu rynkowego.PolicjantzaprowadziÅ‚ Gregory ego na piÄ™tro.ByÅ‚ tam korytarz z drzwiami po obu stronachi z oknem na koÅ„cu, przez które widać byÅ‚o dachy parterowych domów po przeciwle-gÅ‚ej stronie placu.Komendant wstaÅ‚ na widok wchodzÄ…cego.ByÅ‚ rudy, dÅ‚ugogÅ‚owy, z czerwonawym pa-skiem odciÅ›niÄ™tym w poÅ‚owie czoÅ‚a; jego czapka leżaÅ‚a na stole.Przy pierwszych sÅ‚owach zatarÅ‚ kilka razy rÄ™ce.UÅ›miechaÅ‚ siÄ™ nerwowo bez Å›laduwesoÅ‚oÅ›ci. No, wezmy siÄ™ do roboty westchnÄ…Å‚ Gregory, siadajÄ…c. Jak tam z tymWilliamsem, nie wie pan? BÄ™dzie można z nim mówić?Komendant pokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ…. Wykluczone.ZÅ‚amanie podstawy czaszki, poruczniku.TelefonowaÅ‚em przed chwi-lÄ… do Hackey.Jest w szpitalu, caÅ‚kowicie nieprzytomny.Zrobili mu rentgena.LekarzemówiÄ…, że to potrwa jakiÅ› czas, jeÅ›li, ma siÄ™ rozumieć, w ogóle z tego wyjdzie. Tak? ProszÄ™ pana, pan zna przecież swoich ludzi.Niech mi pan powie, ile wart jestten Williams? Dawno w policji? No, wszystko, co pan o nim wie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]